sobota, 12 lipca 2014

"A jaką śmierć wymarzyła sobie Lilith?'' - odpowiedź na komentarz Soledier Julka

Jeśli umrzeć, to tylko z pompą!

Droga Julio, 
moja śmierć musi być epicka! 
Jakiś rok temu, grałam w teatrze i tam była właśnie taka scenka z moją śmiercią. Byłam Królową Elizabeth, która miała zostać po cichu zgładzona podczas snu za swoje występki. Niestety, odkryła cały spisek i to ona zabiła swojego dręczyciela. Razem ze swoim kochankiem rozmawiali o jej śmierci, a wtedy on powiedział: 
Taka królowa jak ty, nie może umrzeć cichaczem. Umiera się tylko raz. Zrób to w taki sposób, aby cię zapamiętali. Abyś była wysławiana w poematach. Świat musi to zobaczyć!
- tak więc, to musi być doniosłe wydarzenie. Jak by to wyglądało: uduszona za niepoprawny tekst...
Skoro mam umierać tylko raz, to zróbmy to należycie. Chcę, aby to było epickie. Takie na przykład w stylu Romeo i Julia - śmierć za ukochanego. Sztylet w serce to chyba bolesna sprawa. Brrrr....
Może też być jakieś tragiczne zdarzenie, ale abym tylko ładnie w trumnie wyglądała. Proszę, abyś nie masakrowała mojej twarzy. Pośmiertnie też muszę jakoś wyglądać. (HAHAHAHAHA)
Jako, że jestem fanką Pamiętników Wampirów, a w szczególności Damona Salvatore^^. To, to musi być coś w stylu s-f.
"Damon: Przebijemy ją kołkiem, albo urwiemy łeb. Coś poetyckiego, zobaczy się."
Chociaż lubię swoją głowę i niekoniecznie chciałabym się jej pozbywać. 
Albo sama coś wymyśl, bądź kreatywna. 
Moja świętej pamięci babcia zawsze mówiła: 
Bo jeśli umrzeć to z gracją i klasą. Niech ludzie wiedzą w zaświatach, że żyłaś dostojnie.
Cóż mogę powiedzieć, jest tyle możliwości, a tylko jedna może być sprawdzona. To zajście tragiczne, nieprawdaż?

To chyba tyle. Uprzedzając pytanie, tak mam nierówno pod sufitem. Podobno jak byłam mała, miałam spięcie w inkubatorze (taki tam dowciap mojego przyjaciela). Chociaż dziś stawiam na słońce i kaca. Kac morderca, zaatakował. Słońce też mnie nieźle przygrzało na plaży, więc zapewne plotę bzdury. Czy ja jestem jakaś inna? No ja się pytam?

Pozdrawiam, 
Lilith.

PS. Jak coś wymyślisz, to daj znać. Chcę wiedzieć na co mam się szykować:)
(Boże, jestem nienormalna. Panie wynagradzaj wszystkim ludziom moje egzystowanie)

piątek, 11 lipca 2014

Rozdział XXIII

Od świąt minęły już dwa miesiące. Bardzo dużo tego czasu spędziłam na dyskusjach z Chesterem. Postanowiliśmy, że adoptujemy Ethana. Nie, to źle powiedziane. Mięliśmy go zabrać pod swój dach, a kiedy będzie tylko taka możliwość - zaadoptować. Na początku Chester patrzył na t sprawę bardzo krytycznie. Obawiał się, że nie dam rady, a jednak udało się nam. Ethan to złoty chłopak. Pomocny, pracowity, solidny i uzdolniony. Był zaszokowany, kiedy dowiedział się, że będzie należał do naszej rodziny. Pokochałam go już kilka lat temu, kiedy pracowałam w sierocińcu. A teraz jest moim synem. Chociaż nie różni nas wcale taka duża różnica wiekowa, to i tak zwraca się do mnie "Mamo", to słowo jest zawsze wypowiadane z szacunkiem. Myślę, że cieszy się iż mieszka z nami. 
Miesiące mijały szybko, nadzwyczaj szybko. A ja czułam się spełnioną matką, bo miałam przy sobie wszystkich. Ethan z nami mieszka i jest moim kolejnym, przybranym synem. Podoba mi się rola matki i kochającej kobiety.
Chez wrócił zadziwiająco wcześnie ze studia, ale to i dobrze. Lubię, kiedy tak wraca i ma czas dla mnie i dla dzieci. Dzieci, kurczę dobrze to brzmi. Cieszę się, że Ethan mieszka z nami i miewa się dobrze. Chester go polubił, zresztą jak reszta Linkinów. Miły z niego chłopak. 
- Cześć kochanie. - Podeszłam do swojego narzeczonego, a już w bliższym czasie i męża, aby go pocałować na przywitanie, ale on odwrócił twarz. Coś było nie tak.
- Coś się stało? 
- Gdzie dzieciaki? - Zmienił temat. Coś się stało i to coś poważnego.
- Jack uciął sobie drzemkę, Ethan w szkole, bliźniaki na swoim miejscu. - Dotknęłam swojego, ogromnego brzucha.
- Musimy porozmawiać i to poważnie. 
- Rozmawiajmy. - Poszliśmy do salonu i usiedliśmy na fotelach na przeciwko siebie.
- Gdzie byłaś wczoraj i dziś?
- Wczoraj byłam u Av, a później z nią i jej bratem na spacerze. Jack wyszedł z taką propozycją, więc poszliśmy. Dziś byłam z Shinodą w kawiarni. Coś się stało?
- Dlaczego mnie okłamujesz? - To pytanie zbiło mnie z pantałyku
- Nie rozumiem. 
- Z kim byłaś tak naprawdę wczoraj? 
- Z Av i Carlsem do południa, a później siedziałam w domu i pomagałam Ethanowi w lekcjach. 
- Rob widział cię z jakimś facetem i nie wyglądaliście jak znajomi. On cię obejmował. Jak długo to trwa?
- O co ci chodzi? 
- Nie udawaj. Zdradzasz mnie z kimś? Chcę wiedzieć. 
- Nie zdradzam cię. 
- Mike stanął po twojej stronie, kiedy wysunąłem taki pomysł. A może i z nim się bzyknęłaś? 
- Nigdy ci czegoś takiego nie zrobiłam. Chcę ci przypomnieć, że to nie ja kłamię od początku znajomości i to nie ja miałam romans z jakąś lalą. Ty się pieprzyłeś z Sam, kiedy cię potrzebowałam. Co drugi wieczór spędzałam płacząc, bo byłam samotna. Miałeś gdzieś mnie i swojego syna. Poszedłeś do innej. Do dziś mnie to boli, ale staram się tego nie okazywać. Nie pokazuję, tego. Nie wiesz jak to jest, kiedy pomyślę, że tak samo zabawiałeś się z nią, a teraz dotykasz mnie. Ja ci wybaczyłam i nigdy nie wyciągnęłam przeszłości. - Łzy napłynęły mi do oczu. - Wiesz, jest mi przykro, że o coś mnie posądzasz, chociaż nie masz do tego podstaw. To, że Rob zobaczył jak Carls objął mnie w pasie, bo się słabo poczułam, nie świadczy o tym, że z nim sypiam. Od kiedy jestem z tobą, na żadnego faceta nie patrzę. Nie zawracam sobie nimi myśli, bo mam w głowie tylko ciebie i dzieci. 
Wstałam z fotela i udałam się do sypialni. Nie do naszej wspólnej, ale tej, która znajduje się najdalej od niej. Kiedy tylko przekroczyłam próg i zakluczyłam drzwi - osunęłam się po nich, płacząc. Cierpiałam. Moje serce pękło i nie miało zamiaru się poskładać. Nie byłam w stanie przestać płakać, a obiecałam sobie, że już nigdy nie uronię łzy przez Chestera. Nie powinnam płakać. Nie powinnam, ale nadal to robię.
Miałabym go zdradzić? - Jak on mógł mi wbić nóż w plecy. Żyję jak zakonnica. Nigdzie praktycznie nie wychodzę. Zajmuję się dzieciakami i całym domem. Uczę się i próbuję zakończyć studia z dyplomem. Zawsze znajduję czas, aby zadzwonić do Chestera i zapytać jak mu mija dzień, a on oskarża mnie o zdradę? Zawiodłam się na nim, bardzo się zawiodłam. 
Kiedy po ponad dwóch godzinach się uspokoiłam, wyszłam z pokoju. Swoje kroki skierowałam do pokoju Jacka, aby sprawdzić, czy się już nie obudził. On jednak słodko spał. Wejściowe drzwi się otworzyły i usłyszałam rzut plecaka o ścianę. Zeszłam na dół. Cheza nigdzie nie było. Może to i dobrze, bo potrzebuję wszystko przemyśleć. Jeśli jest mu ze mną źle - odejdę. 
- Hej, mamo. 
- Cześć Ethan, jak minął dzień w szkole?
- Dobrze. Nie pisaliśmy jednego sprawdzianu i w przyszłą sobotę mam zawody w koszykówkę. Przyjdziesz z tatą?
- Ja będę na pewno. W końcu to twój debiut. Jesteś głodny? Zrobiłam lazanie.
- To ja chętnie zjem. - Poszedł do łazienki umyć ręce, a ja podgrzałam obiad. Kolejny raz otworzyły się drzwi. Tym razem do domu wszedł Chez. Wszedł do kuchni i usiadł przy stole.
- Odgrzewam obiad. Jesteś głodny? - Mimo, że udawałam niewzruszoną, to cholernie cierpiałam. 
- Nie, nie jestem głodny. - Przytaknęłam. Wrócił Ethan i on również usiadł, zaczynając rozmowę z Chezem. Nie chciałam się odzywać. Potrzebowałam spokoju. 
Podałam obiad, a sama poszłam do Jacka, bo wydawało mi się, że już się obudził. Miałam racje, siedział w łóżeczku i bawił się misiami. 
- Już się słonko wyspało? 
- Tak. - Odpowiedział grzecznie. Wyjęłam go z łóżeczka i usiadłam z nim na dywanie. Zaczęłam się z nim bawić, tak jak miałam to w zwyczaju. 
Do pokoju wszedł Ethan. 
- Mamo, pomożesz mi z matmą?
- Tak. Jack, chodź pomożemy bratu odrobić zadania domowe. - Podałam chłopcu dłoń, a on ją ujął i razem poszliśmy na dół. Mimo wszystko, najlepiej matmę odrabia się przy wyspie kuchennej. 
- Co masz ciekawego?
- Pierwiastki. 
- To jest zło w czystej postaci. Nigdy ich nie lubiłam.
- To mi się nigdy nie przyda. 
- Jednak to, co masz w głowie jest twoje i nikt ci tego nie zabierze. Trzeba się uczyć, aby zajść wysoko. 
-Okej. - Jack bawił się samochodzikami, a ja próbowałam wytłumaczyć Ethanowi pierwiastki. Na początku szło nam bardzo opornie, ale później już rozumiał i robił sam. 
- Jack, zrobiłam ci obiad. - Chłopiec wstał i zaczął iść w moją stronę. Podziwiałam go za determinację. Podszedł do mnie, a później razem udaliśmy się do kuchni. Jack zaczął jeść zupkę, która po części wylądowała na jego śliniaczku. 
Drzwi znów się otworzyły. Pewnie Chezy wrócił, swoją drogą mógłby powiedzieć gdzie idzie, chyba, że nie chce mnie widzieć. 
Nie zwracałam na niego uwagi. Zabrałam się za gotowanie kolacji. Gotowanie to jedyna pasja, której sobie nie odmówiłam. Wcześniej karate było dla mnie ważne, a teraz nie ćwiczyłam już ponad pół roku. Zawsze interesowałam się muzyką, tworzeniem tekstów i śpiewaniu, a teraz nie mam czasu. Było tyle zajawek, które chciałam realizować przez całe życie, a zostało mi tak niewiele. 
- Cześć Jack. - Przywitał się Chez z swoim synem. Jego obecność zaczęła sprawiać, że znów poczułam ból w okolicy serca. Chociaż, gdyby mnie przeprosił, zapewne znów bym mu wybaczyła. On jest mi potrzebny do życia jak tlen, a kiedy go nie ma - umieram. Teraz też tak się czuję. Dusza ze mnie uleciała, serce jest w kawałkach. Mój umysł nie przyjmuje do wiadomości, że mogłoby go zabraknąć. Nie lubię takich dni. W ogóle nie lubię Chestera, bo jest pieprzonym egoistą i dupkiem, ale kocham go za wszystko. Za jego wady i zalety. Jest jak najlepszy towar w mieście. Jest moją własną heroiną.
Ocknęłam się z myśli i zaczęłam robić ciasto na pizzerinki. Chłopaki je uwielbiają. 
Po kilku minutach odłożyłam je do wyrośnięcia i podeszłam do Jacka. 
- Kochanie, bardzo ładnie zjadłeś obiad, teraz czeka cię pyszna nagroda. - Uśmiechnął się i razem z nim podeszłam do pudełeczka z ciasteczkami. Otworzyłam je, a chłopczyk wziął ciasteczko-samochodzik z czekoladą. 
- Co my tu mamy? Samochód? - Przytaknął i ugryzł biszkopt. 
- Mama pić. Sok chce. 
- Dobrze. Napijemy się soku. Dziś masz ochotę na pomarańczowy, brzoskwiniowy, czy jabłkowy?
- Ten. - Wskazał brzoskwiniowy, a ja nalałam mu go do jego kubeczka. Chłopiec się napił, a później oddał mi kubek.
- Jack, jaki ty jesteś grzeczny i duży. - Postawiłam go na ziemię, bo mimo wszystko, nie mogłam zbyt długo niczego dźwigać. 
Spojrzałam na pozostałą cześć rodzinki. Chester rozmawiał z Ethanem o najbliższym meczu koszykówki. Widziałam zaangażowanie obydwóch panów, co bardzo mnie ucieszyło. Jednak mimo wszystko czułam w sercu pustkę. Miałam dosyć wszystkiego, nawet to co zawsze sprawiało mi przyjemność, teraz mnie nie cieszyło. 
- Chcesz się Jack pobawić?
- Ja się nim zajmę! - Oznajmił trzynastolatek. Podał dłoń swojemu młodszemu bratu i razem poszli do salonu. Zostałam sama z Chezem. Przelotnie na niego spojrzałam, a później odwróciłam się, bo łzy napłynęły mi do oczu. Starłam je wierzchem dłoni, a one uparcie napływały mi do oczu. 
Było mi najzwyczajniej w świecie źle. Chciałam uciec, ale nie mogłam zachować się jak małolata. Powinnam być silna. Muszę być silna. - Wyszłam z pomieszczenia i udałam się do sypialni. Kolejny raz tego dnia osunęłam się po drzwiach i zaczęłam płakać. 
W głowie kłębiło mi się od różnych myśli. Pragnęłam tak dużo, a nadal nic nie dostałam. Za każdym razem, kiedy znajdowałam się na wyżynach, spadałam z głośnym hukiem. 

Oczami Chestera;
Spieprzyłam wszystko kolejny raz. Nie powinienem jej o nic osądzać, tym bardziej, że ja zdradziłem ją pierwszy. Jestem kompletnym idiotą, ale nie mogę znaleźć w sobie tyle siły, aby iść i ją przeprosić. Nawet jeśli to zrobię, to i tak mi nie wybaczy tych słów. Za mocno ją zraniłem. Jedynym wyjściem jest odejść, ale nie chcę jej zostawiać. W takich chwilach zawsze rozmawiałem z Mikiem, a teraz nie mogę się do niego odezwać. Po jaką cholerę, powiedziałem te kilka niepotrzebnych słów? Muszę z nim porozmawiać, nawet jeśli nie będzie mnie chciał słuchać, to powinienem z nim wyjaśnić wszystko.
- Ethan, powiesz mamie, że pojechałem do Mika. 
- Okej. - Wziąłem klucze do auta i wyszedłem. Kiedy siedziałem już w samochodzie, próbowałem poskładać myśli, a później odpaliłem silnik. 
Zaparkowałem pod jego domem. Głęboki wdech i zadzwoniłem do drzwi. Otworzyła mi Anna.
- Cześć, jest Mike?
- Jest w swoim gabinecie, wejdź. - Chwilę zamieniłem z nią kilka słów, a później poszedłem do przyjaciela. Zapukałem, aby nie pogorszyć jeszcze bardziej sytuacji, a kiedy powiedział "wejść", wszedłem. 
- An, mówiłem, żebyś mi nie przeszkadzała. - Rzekł, zawzięcie coś rysując.
- To nie Anna. 
- Co ty tutaj robisz? - Widziałem zawód na jego twarzy. Patrzył tak samo jak Paula. 
- Stary, przepraszam. Byłem zdenerwowany i powiedziałem za dużo. Wiem, że nie zrobiłbyś mi czegoś takiego. 
- Spoko. Co cię sprowadza?
- Spieprzyłem sprawę. Gadałem z Paulą.
- Powiedziałeś jej?! - Zrobił wielkie oczy. Wiedziałem, że źle zrobiłem. Cholera - po rak kolejny. 
- Tak. Byłem zdenerwowany. Cholera, ona traktuje mnie jak powietrze. 
- Dziwisz się jej? To ty przespałeś się z laską, a nie ona. Ty ją okłamywałeś, a nie ona. Nie dała ci żadnego powodu, dla którego miałby teraz cierpieć.
- Powiedziała mi to samo. Ona mi nie wybaczy.
- Wyprowadziła się? - Zapytał z żalem. Mike, nigdy nie chciał dla mnie źle. Zawsze starał się mnie wyciągnąć z najgorszych bagien w jakie kiedykolwiek wpadałem. 
- Nie. 
- Próbowałeś z nią rozmawiać? - Pokręciłem głową.
- Co ja mam jej powiedzieć? Sorry, głupio wyszło, obiecuję się poprawić?
-Wiesz, że tym razem sama obietnica poprawy i przeprosiny mogą nie wystarczyć? Paula słyszy to za każdym razem, kiedy coś spieprzysz. Jest już na to odporna. Może musisz zrobić coś wyjątkowego i błagać ją o wybaczenie, a kiedy to zrobi - już nigdy jej nie zawieść.
- Co mogę zrobić? Mike, pomóż mi. - Zakryłam twarz dłońmi. Chciałem, aby wszystko wróciło do normy. Gdybym mógł cofnąć czas o te kilka godzin, to na pewno nie oskarżyłbym jej o coś takiego.

Moimi oczami;
Razem z Ethanem zrobiłam pizzerinki. W sumie, dobrze, że mam na kim polegać. Chester rzekomo pojechał do Mika, ale nie byłam tego tak stu procentowo pewna. W dzień, kiedy dowiedziałam się o zdradzie, też niby był u niego. Nie to, że mu nie ufam, ale on sam zasiał jakieś ziarenko niepewności w naszym związku. Może oskarżył mnie o zdradę, bo sam ma coś jeszcze na sumieniu? A może to są tyko moje wyobrażenia. 
Uśpiłam Jacka, bajką na dobranoc, którą tak bardzo uwielbiał. Znałam ją już na pamięć, bo prawie codziennie przy niej usypia. 
Ethan również poszedł spać. A ja poszłam wziąć szybki prysznic. Spojrzałam w lustro i zobaczyłam całkiem inną osobę. W moich oczach nie było już blasku, ale smutek i ten pieprzony żal.
Znów napłynęły mi do oczu łzy, a przecież obiecałam, że już nigdy nie będę przez niego płakać. Moja silna wola, widocznie ma mnie w wysokim poważaniu. 
Ciepła woda koiła moje zmysły i odprężała ciało, ale robiła to tylko pozornie. Tak na prawdę to nic się nie zmieniło.
Weszłam do swojej nowej sypialni i otworzyłam pamiętnik.

Wiesz, to dziwne, że wracam do ciebie, kiedy mam doła i kryzys życiowy. Ostatni wpis zrobiłam przed swoją próbą samobójczą, a może powinnam wtedy ze sobą skończyć? Dziś byłabym po Tamtej stronie Raju i nie miałabym żadnych zmartwień. Przecież było tak blisko. Wystarczyła silna wola i już bym cię nie zamęczała problemami. 
Ja już umarłam.
Straciłam człowieka, którego tak cholernie kocham. Dziś przyszło mi do głowy, że poszedł znów do Sam. Może znów się pieprzą, a ja zalewam się łzami. Jestem beznadziejna w tym, co robię. Oczywiście w moim życiu pojawiły się osoby wyjątkowe. Taką osobą jest Jack - syn Cheza i Kate, która zmarła przy porodzie. Taką osobą jest Ethan, którego adoptowaliśmy z sierocińca. Takimi osobami są bliźniaki, które noszę pod sercem. Prawdopodobnie tylko moje dzieci zostały mi z związku z Chesterem. Jeśli on mi nie ufa, to jak możemy zbudować solidny dom na tak kruchym fundamencie. Przecież nie dałam mu powodów do żadnych podejrzeń, a jednak je ma. 
O co ja walczę od niespełna dwóch lat, skoro los nam nie sprzyja? Może powinnam się poddać. Może tamtego dnia powinnam oddychać ostatni raz? Ja nie mam już siły, aby dalej walczyć. Skoro Chez nie chce tego związku ja też nie powinnam chcieć. Powinnam zniknąć i już nigdy więcej nie powrócić, ale nadal coś mnie tu trzyma. To on mnie trzyma przy sobie, mimo zadawanego bólu. To bez niego umieram. Jednak ja już nie chcę walczyć, dlatego muszę się poddać. 
Wyprowadzę się stąd i zamieszkam w Vancouver. Tak chyba będzie najlepiej dla wszystkich. Przecież nie można być z kimś, kto cię nie chce, prawda? 
Boże, ja nadal go kocham mimo bólu i cierpienia. Niech pozwoli mi żyć, albo zginąć. Bóg nigdy nie wysłuchał mojej prośby o szczęście. Widział, że walczę, a mimo to kładł mi kłody pod nogi i sprawił, że znów zaczynałam od niczego. Dlatego to się zmieni. A jeśli nie, to ja skończę ze sobą. 

Zamknęłam pamiętnik i odłożyłam go na szafkę nocną. Przykryłam się kołdrą i zasnęłam z wiarą, że jutro będzie lepiej, a to jest tylko koszmar.

Oczami Chestera;
Około dziesiątej wszedłem do domu. Było bardzo cicho, co oznacza, że wszyscy śpią. Po cichu poszedłem na górę do naszej sypialni z nadzieją, że zobaczę Paulę. Chciałem ją przeprosić, ale jej tam nie było. Łóżko było idealnie zaścielone, tak jakby tam nikt nie spał. Zajrzałem do kolejnej sypialni i znów nic. W kolejnej widziałem postać na łóżku, która spała. Podszedłem do łóżka i ją zobaczyłem. Księżyc oświetlał jej twarz, na której był smutek. Opuchnięte oczy, świadczyły, że płakała kolejny raz przeze mnie. Usiadłem w fotelu i się jej przyglądałem. Nie byłem zmęczony, więc tak postanowiłem spędzić noc. Na szafce zobaczyłem jakiś gruby i bardzo poniszczony zeszyt, bezwstydnie po niego sięgnąłem i otworzyłem na jakiejś stronie.

Moje myśli, mnie przytłaczają. W domu jest coraz gorzej, jedyne czego pragnę to śmierć. Tak, dobrze napisałam. Chcę śmierci, bo nie mam życia. Nie chcę nikogo zranić, ale to najlepsze wyjście. Ojciec zapewne będzie się cieszył, kiedy będzie rzucał grudki ziemi na moją trumnę. On mnie tak cholernie nienawidzi, a przecież nic złego nie zrobiłam...

Przekręciłem kilka kartek dalej.

Dziś mam zamiar ze sobą skończyć. Nie chcę żyć. Pragnę odejść i już nigdy nie wrócić. Ja już sobie z niczym nie radzę. Nie mam z kim porozmawiać, a ja potrzebuję kogoś. Dlaczego to wszystko uderzyło z tak mocną siłą? Kim byłam w przeszłości, że od początku mam przejebane? 
Tak więc, żegnaj.

Czytając jej słowa, byłem zdruzgotany. W każdym słowie było mnóstwo cierpienia. A ja jej dokopałem nawet dziś. Ma rację, kiedy mówi o mnie EGOISTA. Jestem nim i już na zawsze pozostanę. Robię to wszystko, bo chcę się zemścić za przeszłość? A może nie potrafię być z kimś, kto kocha mnie, a nie moją kasę?
Otworzyłem na kolejnej stronie, a tam zobaczyłem następny wpis. 
To co przeczytałem, bardzo mną wstrząsnęło. Czyli to dziś ma takie myśli. Nie pozwolę jej ze sobą skończyć. Nie może zostawić mnie. Nie może ode mnie odejść.
Jak to - skończy ze sobą? Przecież obiecała, że nigdy więcej nie będzie targać się na własne życie. Obiecała mi to.
Ja też obiecywałem, że nigdy więcej nie będzie przeze mnie płakała, a ciągle daje jej powody. Jednak ona mnie kocha. Kocha mnie mimo wszytko i to dla tej wiadomości powinienem być lepszy. Powinienem się starać naprawić błąd i dać jej zasłużone szczęście. Chcę, aby było dobrze, abyśmy wymazali wszystkie przykre sytuacje, których nie powinno być. Jeśli nam się nie uda, to ja pierwszy skończę ze sobą. 
Spojrzałem na nią, a późnij odłożyłem zeszyt i pocałowałem ją w czoło. Wyszedłem do swojej sypialni, chociaż powinienem zostać z nią. 




_______
A tak w ogóle, to witam:)
Znów nie mogłam się powstrzymać i zajrzałam do was. Postanowiłam, że dodam kolejny rozdział.
Nie jestem z niego jakoś specjalnie zadowolona, ale wszelkie sprawy, które się komplikują nie są moją mocną stroną. 

Chciałam też odnieść się do poprzedniego rozdziału i opinii o Jasonie. Nie wiem dlaczego, wszyscy myślicie, że on coś spieprzy.... To przecież taki dobry chłopak ^^. Mówiąc szczerze nie zastanawiałam się dłużej nad jego rolą w tym opowiadaniu, ale skoro chcecie, aby coś namieszał to jeszcze go wplączę:)
Tylko proszę, nie gniewajcie się za to. 
Nawet jeden komentarz mną wstrząsnął. 
@Soldier Julka - zaczynam się bać... Chcesz mnie udusić? A ja wymarzyłam sobie o wiele piękniejszą śmierć. Niszczysz moje marzenia:) - niestety plan się nie ziści, ona go nie zdradzi z Jasonem... Jeszcze tego nie zrobi... (Buahahahahaha - złowieszczy śmiech)

Kolejną kwestię chcę poruszyć, a mianowicie coraz więcej osób wchodzi na bloga. Jestem z was taka dumna. Jak... jak matka z własnych dzieci. Dziękuję wam, to wiele dla mnie znaczy i motywuje do pisania na wakacjach.

Dziś sobie piszę, bo nie jestem w stanie wyjść na dwór. Strasznie się wczoraj spiekłam na plaży w Santa Monica. Nie polecam zaśnięcia na słońcu. Wyglądam jak rak. Jestem cała czerwona i wszystko mnie piecze. Moja ciotka i Pani Ciemności mają z tego straszny ubaw. Hahahaha.... JEST Z CZEGO SIĘ ŚMIAĆ, NAPRAWDĘ. To nie moja wina, że słońce mnie tak szybko złapało. 

W sumie to chyba tyle co chciałam wam powiedzieć. 
Pozdrawiam z zimnej pościeli w East LA,
Lilith.

Mniej więcej taki widok oglądałam wczorajszego dnia. Oto molo w Santa Monica. Szkoda, że nie mogłam wejść na młyńskie koło. Pieprzony lęk wysokości:(.

niedziela, 6 lipca 2014

Rozdział XXII

Dziś Sylwester, który spędzam sama z dzieckiem. Chester chciał zostać, ale jak mogliby zagrać koncert bez niego? Musiałam go bardzo, ale to bardzo długo namawiać, że mogę zostać sama i nie mam mu tego za złe. 
Chez stał się bardzo opiekuńczy, ale ja nie jestem pewne, czy właśnie taki mi się podoba. Nie chciałam go zmieniać. Wolałam, kiedy miał wybuchowy charakter i był po prostu sobą. Cholera, ta ciąża wykańcza. Hormony buzują, nowe myśli napływają do głowy. To jest męczące. I jeszcze te zachcianki... Teraz mam ochotę na lody truskawkowe, czekoladę i bitą śmietanę. Pójdzie w biodra, jak nic. Wolałabym w biust. Jakoś nie narzekam na swoją figurę, ale tu i ówdzie mogłoby być więcej, a gdzieniegdzie mniej.
Jack spokojnie śpi, a ja mam zamiar poczytać jakieś psychologiczne romansidło. Dawno nic nie czytałam, aż wstyd. 
Usiadłam wygodnie w fotelu, nakryłam nogi kocem i kiedy już otwierałam książkę, zadzwonił dzwonek do drzwi. 
Pospiesznie spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę ósmą. Jeszcze za wcześnie na Chestera. Poszłam otworzyć drzwi, a w nich zobaczyłam Jasona.
- Co ty tutaj robisz?
- I ciebie też miło widzieć. Mogę wejść? 
- Tak, jasne. - Zdjął płaszcz, który powiesił na wieszaku i razem udaliśmy się do salonu. Usiadł na kanapie, a ja na przeciwko niego w fotelu.
- Co tutaj robisz?
- Chester wariuje, że zostałaś sama w domu. A wiesz, że jeśli się nie ogarnie, to nie da rady zaśpiewać. Chłopaki postanowili przysłać mnie do ciebie, abyś nie musiała siedzieć sama.
- Nie jestem sama, Jason. Noszę pod sercem dwie istotki, a na górze śpi syn Chestera.
- Jesteś kobietą w ciąży, więc trzeba się tobą zająć. Chez zwariuje. 
- Nie przesadzaj. Chester jest nadopiekuńczy ostatnio. Nie poznaję swojego faceta. Za bardzo go zmieniłam, co nie koniecznie wyjdzie nam na dobre.
- Jesteśmy facetami, potrzebujemy zmian. Wiesz, że on przy tobie promienieje i stał się na prawdę innym facetem, któremu wreszcie na czymś zależy? Nigdy taki nie był. - Uśmiechnął się do mnie. 
- Właśnie, wszyscy widzą, że się zmienił. Ja przy nim też się zmieniłam.
- O tak. Bardzo się zmieniłaś. Zawsze powtarzałaś - ślub po trzydziestce, a później dzieci. - Zaśmiałam się na te wspomnienia. 
- Kochany, mówiłam bardzo dużo. Pamiętasz, kiedy zobaczyłam dziewczynę z tatuażem i powiedziałam, że dopiero po śmierci mogą mnie pomalować? - Przytaknął. - Zrobiłam całkiem spory tatuaż na plecach. Ile razy wspominałam, że skończę dobrą szkołę i będę zapracowaną europejką. Bardzo dużo się zmieniło od tego czasu. Stałam się inna i chyba lepsza.
- Tak. Wiesz, że strasznie się zdziwiłem, kiedy zobaczyłem cię wtedy w domu  Cheza? Pierwszą myślą było: jak ona mogła zamieszkać z takim idiotą?! - to pytanie nurtowało mnie bardzo długo i musiałem porozmawiać z Mikiem. Spike często umiał wyjaśnić mi różne sytuacje, ale to było chyba ponad jego siły. Kazał mi się z tym pytaniem zwrócić do ciebie. - Spojrzał na mnie wymownie. Czyżby na prawdę chciał, abym mu odpowiedziała na to pytanie?
- Wiesz, to jest coś w rodzaju twojego związku z Alison. Pochodziliście z dwóch różnych światów, a jednak znaleźliście jakiś wspólny pierwiastek. Ja i Chester to zupełnie to samo. On zbuntowany rockmen z nałogami i planami na przyszłość, a ja to zwykła dziewczyna, która chce skończyć szkołę i znaleźć dobrą pracę. Nigdy nawet nie myślałam, że mogę się z kimś tak dobrze dogadywać. On zastępuje mi ojca, przyjaciela i jest moim chłopakiem. Jest wszechobecny w moim życiu. Pomyśleć, że poznaliśmy się na koncercie. Boże, dziękuję ci, że wtedy wpadliśmy na siebie. - Zwróciłam oczy ku niebu i kolejny raz się uśmiechnęłam.
- Opowiedz o tym. Mike tylko wspomniał, że to była dosyć śmieszna sytuacja, ale bardzo szczęśliwa. - Przykryłam nogi kocem i odpłynęłam do krainy wspomnień i tego pamiętnego koncertu.
- W LA Greeni grali koncert. Mieszkałam dosyć blisko miejsca, gdzie miał się odbyć występ. Miałam tam iść z mamą, ale cóż, ona musiała pracować. Tak więc, znalazłam się na koncercie, krzyczałam, śpiewałam i zdarłam sobie gardło. Sala pustoszała, a ja wpadłam na niego. Te brązowe oczy, które tak pięknie błyszczały wpatrywały się we mnie. Nasza znajomość nie zaczęła się najmilej, bo zaczął czepiać się mojego wzrostu. Wszyscy czepiają się moich metrze sześćdziesiąt dwa. Nic na to nie poradzę, że nie urosłam. Jednak okazał się miły i przeprosił za swoje słowa. Poszliśmy razem na drinka. Chester nie przedstawił się jako Chez, ale jako Charles. Nie znałam go. Mimo, że lubiłam mocną muzykę, to nie kojarzyłam takiego zespołu jak LP. Poznałam resztę zespołu, ale żaden z nich nie wyjawił kim są naprawdę. Zaczęliśmy się dogadywać i wszystko  było pięknie, do czasu, kiedy miałam przeprowadzić wywiad z Linkin Park w Vegas. Przeczytałam w skrócie ich biografie, ale nie widziałam zdjęć, bo po prostu nie chciałam. Miała to być niespodzianka - i była. Przesłuchałam ich utwory. Czasami miałam wrażenie, że śpiewa je albo  Chester, albo Mike - jednak to dla mnie była kompletna głupota. Oni z tego co wiedziałam, mieli dopiero założyć jakiś zespół. Wróćmy do wywiadu. Weszłam do kawiarni, w której byłam z nimi umówiona i doznałam szoku, kiedy ich zobaczyłam. Doskonale znałam tę szóstkę, a jednak byli mi tak obcy. Nigdy nie lubiłam okazywać emocji, tak też było i tym razem. Zadawałam pytania i otrzymywałam odpowiedzi. Myślami byłam przy wyjeździe z Miasta Aniołów. Nie chciałam go więcej widzieć. Dałam mu szansę, aby mi to wszystko wyjaśnił i takim sposobem zaczęliśmy być parą.
Zakończyłam swój monolog i spojrzałam na Dżeja. Uśmiechał się i patrzył na mnie tymi swoimi oczami. Dawno go nie widziałam i zdążyłam zapomnieć jakie ma magnetyczne oczy. Kiedyś się w nim podkochiwałam, a teraz jest mi obojętny. Ach, ta moja wyobraźnia i głupia młodość. 
- Miałaś dobre serce, kiedy mu wybaczyłaś to kłamstwo. 
- Wiem, ja nadal mu wybaczam bardzo dużo. Wybaczyłam mu dziecko z Kate oraz zdradę z Samanthą. Wybaczyłam mu wszystko, co zrobił źle w naszym związku. 
- Ja nie wybaczyłem Alison zdrady. Z biegiem lat myślę, że mogłem z nią porozmawiać, a ja po prostu uciekłem. Nigdy nie zastanawiałem się nad tym, aby spróbować jej wybaczyć. - Smutny uśmiech wykwitł na jego twarzy. Doskonale znałam Alison. Oni byli dla siebie ważni, a później to wszystko odeszło. 
- Nie rozpamiętuj przeszłości. Jeśli będziesz to robił, nie odnajdziesz się w przyszłości. Gdybym wracała do zdrady Chestera to zwariowałabym. Mam czasami jakieś nieprzyjemne myśli związane z nimi, ale staram się wyrzucać to z pamięci. Jeśli się kogoś kocha, to umie się wybaczać. 
- Masz rację. Było, minęło. Jak się czujesz? 
- Dobrze. Czuję się cholernie nieatrakcyjnie, ale jak pomyślę, że za kilka miesięcy moje dzieci zobaczą świat od razu mi lepiej.
- Co ze szkołą?
- Pani Johanson przychodzi co drugi dzień i pomaga mi w nauce. Zaliczam wszystkie egzaminy i jestem w coraz lepszej formie. Brakuje mi tylko karate. - Pożaliłam się, a on zaczął się śmiać. 
- Co pana śmieszy, panie Shinoda?
- Karate. Przypomniałem sobie tego grilla, kiedy pokazałaś do potrafisz. 
- Tak, to było dosyć śmieszne. Byłam bez formy, a teraz to chyba bym uszkodziła siebie samą, jakbym dotknęła Boo. 
- Przesadzasz, mała. Mimo, że masz tu i ówdzie więcej to i tak jesteś seksowna. 
- Bo się zarumienię. Chcesz coś zjeść, albo się napić? Ja mam cholerną ochotę na czekoladę. 
- Z pianką?
- Jakżeby inaczej. Też się skusisz? - Przytaknął. Wyplątałam się z koca i poszłam do kuchni, aby przygotować nam napój. 

Dwunastoletnia dziewczynka siedziała w kuchni i patrzyła jak chłopak szesnastoletni przygotowuje czekoladę. On uwielbiał czekoladę w pochmurne wieczory. Londyn to wyjątkowo deszczowe miasto. W sumie cała Anglia jest krajem mglistym. 
- W samą porę zdążyliśmy uciec. Jeszcze kilka minut i mięlibyśmy duże problemy. 
- Nie przesadzaj Dżej. To ja bym miała przechlapane. Wiesz, że nie mogę malować graffiti tam, gdzie mi się podoba. Policja jest bardzo sztywna. Ja im upiększam mury, a oni co? Nie lubię malować w wyznaczonym miejscu, bo nie mam weny.
- Nie dąsaj się. Dobrze, że przynajmniej szybko przebierasz tymi małymi nóżkami. 
- Nienawidzę cię, zły człowieku. Moje nóżki nie są małe. Zobaczysz, jeszcze kiedyś cię przerosnę i to ja będę się z ciebie śmiała, mały. - Popatrzył na mnie rozbawionym wzrokiem i zaczęliśmy chichotać. 

Wróciłam do teraźniejszości i chichotałam jak nienormalna. Ach, od dwunastego roku życia urosłam o całe sześć centymetrów. A on? On jest nadal wysoki. To takie niesprawiedliwe...
- Z czego się cieszysz? - Zapytał mój towarzysz, opierając się o szafę obok mnie. 
- Przypomniałam sobie jak robiłeś gorącą czekoladę u mnie w domu. 
- Coś dokładniej? Często u ciebie gotowałam.
- Próbowałeś gotować. Nigdy nie umiałeś gotować. Mniejsza z tym. To było po naszej ucieczce przed glinami, bo znów pomalowałam mury. 
- Co cię tak śmieszy?
- "Zobaczymy, jeszcze kiedyś cię przerosnę i to ja będę się z ciebie śmiała, mały" - Zacytowałam siebie, udając głos małej dziewczynki. 
- Chyba od tamtego czasu nic nie urosłaś.
- Niszczysz moje ego. Urosłam aż sześć centymetrów. Nie jestem już mikrusem!
- Wmawiaj sobie, a poczujesz się lepiej. Nie oszukujmy się, ty zawsze byłaś mała i taka pozostaniesz. Jesteś stworzona do wyższych celów, kotku. - Posłał mi szelmowski uśmiech. Zawsze lubiłam się z nim kłócić, nawet o błahostki. Byliśmy od zawsze jak rodzeństwo, później kontakt nam się urwał i znów po latach się spotykamy. Jestem zadowolona z takiego obrotu sytuacji. 
Czekaliśmy razem na północ i późniejszy powrót chłopaków, ciągle żartując, ale ja byłam tak bardzo senna, że nawet nie wytrzymałam do nowego roku. Odpłynęłam w krainę snów i marzeń. 


_____
Cześć i czołem, 
W poprzednim poście pisałam, że przez wakacje chyba nie uda mi się nic dodać, ale ja tak nie umiem... W sumie ten rozdział został napisany w drodze do LA. dwadzieścia osiem godzin w samolocie i te przesiadki są katastrofalnie męczące. A zmiana czasowa to już w ogóle inny wymiar. 
Wczoraj wieczorem znalazłam trochę czasu, aby sprawdzić co u was słychać i jestem pozytywnie zaszokowana:) Kolejne znakomite rozdziały są już przez Was dodane.
Pogoda dopisuje, już od samego rana jest cieplutko. Miasto jest nadzwyczaj fantastyczne. Nie wyobrażałam sobie, że tutaj może być w rzeczywistości tak fajnie. Jestem podekscytowana tym wyjazdem i poznanymi tutaj ludźmi. Jedną z takich osób jest Carolina, która ma bzika na punkcie LP. Czekajcie, jak to ona powiedziała? : "Jeszcze trochę i dowiem się gdzie mieszkają." - rozbroiła system tym powiedzeniem. Trzymajmy za nią kciuki, aby w te wakacje to odkryła... 
Myślałam, że czasami ja się zachowuję jak obsesyjna fanka, ale ona już przegięła:)
Teraz siedzę sobie na hamaku i popijam lemoniadę... Pani Ciemności gdzieś wybyła i zostawiła mi tylko kartkę: "Poszłam spotkać się ze starymi znajomymi. Nie chciałam Cię budzić. Zadzwoń, kiedy wstaniesz. Poślę po ciebie Mika i Olivera. P.
PS. Zrobiłam śniadanie, mam nadzieję, że będzie smakowało.'' - miałam do niej dzwonić, ale postanowiłam opublikować kolejny fragment. Taki trochę sylwestrowy:)

Już nie będę się rozwodziła na różne tematy. Pozdrawiam wszystkich, życzę dużo słońca i bardzo udanych wakacji...
Tak właściwie, to jak wam one mijają, bo mi naprawdę dobrze. 
Do zobaczenia kiedyś tam, 
Lilith.

sobota, 28 czerwca 2014

Rozdział XXI

Od samego rana gotowałam, piekłam i smakowałam. Święta miały być wyjątkowe dla nas wszystkich. To miały być pierwsze święta w takim gronie. 
Rozmawiałam z zastępczymi rodzicami Ethana, którzy nie mięli nic przeciwko, aby został u nas na noc, w sumie po krótkiej wymianie zdań, doszłam do wniosku, że on jest im obojętny. Jest to jest, a jeśli go nie ma - to jeszcze lepiej. Nienawidzę takich ludzi. Postaram się, aby chłopiec znalazł odpowiednią rodzinę, a jeśli nie to zamieszka z nami. Rano odwiozłam go do jego przybranych rodziców. Jednak, pozwolili mi go zabrać do siebie na kilka dni, ale to już po świętach. Cieszę się z tego. Bardzo polubiłam tego chłopca, kiedy jeszcze pracowałam w sierocińcu.
- Paula, mam ci coś pomoc? - Zapytał Chester, który zjawił się znikąd. Wystraszyłam się. 
- Nie, dam sobie radę sama. Skończyłeś ubierać dom na zewnątrz?
- Tak jest, proszę pani. - Zasalutował i objął mnie w pasie. Chciał podkraść mi kawałek jabłka, ale mu się nie udało. Cmoknął mnie w policzek i znów spróbował dobrać się do jabłecznika. Tym razem dał radę odwrócić moją uwagę. Uśmiechnął się uroczo.
- Jesteś jak duże dziecko, skarbie. Ja tu haruję jak dzika mrówa, a ty wykorzystujesz to i podkradasz mi obrane jabłka z cynamonem. Człowieku, do czego to doszło? - Zapytałam z udawanym smutkiem. 
- Dlaczego dzika mrówka? Mrówka może być oswojona?
- Uwaga! Ludzie, róbcie zdjęcia, nagrywajcie filmiki! Chester rozważa bardzo ważny problem! Czy mrówka może być oswojona? - Mówiłam do łyżki jak komentator sportowy. 
- Panienko Smith, czy Pani się ze mnie nabija?
- Jakżebym śmiała, ale tak - właśnie to robię. - Zachowywałam powagę, ale kąciki ust mimowolnie unosiły mi się do góry.
- Popsułaś zabawę. Miałaś powiedzieć: Oczywiście Panie Bennington, że się z Pana nie nabijam. Jestem bardzo ułożoną dziewczyną, która nie śmie tego robić. - Odparł marnie imitując mój głos. 
- Przepraszam, proszę Pana. Zaraz się zreflektuję. Oczywiście Panie Jaki To Ja Jestem Perfekcyjny I Dobrze Ułożony Człowiek Bennington, że się z Pana nie nabijam. Jestem bardzo skromną, ułożoną, pracowitą, zajście wspaniałą dziewczyną, która nie śmie tego robić. - Na widok jego miny już nie dałam rady utrzymywać powagi i zaczęłam się śmiać. 
- Skromnością, to ty nie grzeszysz. 
- Wiem, uczę się od mistrza. - Spojrzałam na niego wymownie. 
- Uważasz, że nie jestem skromnym człowiekiem? 
- Mam skłamać, czy powiedzieć prawdę? - Rzuciłam ironicznie i zabrałam się za wyrabianie chleba. 
- Wolę prawdę i chyba wiem jaka ona jest. Masz rację, nie umiem być mało skromny. Ta cecha bardziej przypomina Mika, albo Roba. Ja kocham się chwalić swoimi osiągnięciami, a najbardziej tobą. - Pocałował mnie w kark. Popatrzył jak mizernie idzie mi mi wyrabianie chleba. Cholera, to jest na prawdę bardzo ciężkie zadanie. Czuję, że będę miała muskuły po tym świątecznym gotowaniu. 
- Kochanie, zostaw to profesjonalistą. - Odsunął mnie od miski i podwijając rękawy koszuli - zaczął wyrabiać chleb. 
Cholernie słodko wyglądał, kiedy to robił. Mężczyzna przy garach, no po prostu cudo. Sięgnęłam po mój telefon i zrobiłam zdjęcie. To będzie wspaniała pamiątka ze świąt. 
- Czyżbyś właśnie zrobiła mi zdjęcie, kiedy gotuję?
- Tak, a mało tego wstawiałam je właśnie na bloga, aby ludzie mogli podziwiać jak to Pan Jestem Profesjonalistą W Wyrabianiu Ciasta gotuje. 
Napływają już pierwsze komentarze i opinie. Wiesz, że ludzie lubią twoje gotowanie?
- Zostawię to bez komentarza. Ciasto wyrobione. - Powiedział dumny z siebie. 
- Nie do końca, trzeba dodać jeszcze bakalie i żurawiny. - Mina mu zrzedła, kiedy się o tym dowiedział. W sumie, trzeba było je dodać wcześniej. 
- Nienawidzę cię za to. Chleb posypiesz na wierzchu, nie będę więcej tego ugniatał. 
- Jak wolisz. Wyszło ci to naprawdę dobrze. Jestem z ciebie duma kochanie. A ten widok, kiedy pracowałeś był bezcenny. - Uśmiechnęłam się. 
Z salonu usłyszałam płacz dziecka. Jack się obudził. I tak jestem pod wrażeniem, bo był dzisiaj nad wyraz spokojny. Nawet jak nie spał, to nie hałasował, a spokojnie bawił się karuzelą nad łóżeczkiem.
- Już skarbie idę. - Pobiegłam do niego. - Słoneczko się wyspało? Bardzo się z tego powodu cieszę. Teraz cię nakarmimy, a później tata się z tobą pobawi. 
Kiedy weszłam do kuchni, Chester już przygotował mleko dla malucha. On naprawdę się angażuje w bycie ojcem. Jestem z niego dumna. Dobrze, że chce mi pomagać, kiedy ma czas. W sumie ostatnio nie mogę na niego narzekać. Często zajmuje się Jackiem, kiedy jest w domu. Już za kilka miesięcy na świat przyjdzie kolejne potomstwo, które będzie owocem naszej miłości. 
- Nakarmię go. Dokończ gotowanie. Linkini przyjdą na siódmą. 
- Dobrze. Zdążę ze wszystkim. - Oddałam chłopca w ręce Chestera. Znów poszłam gotować. Z piekarnika wyjęłam już jabłecznik, który posypałam cukrem pudrem. Kiedy cukier się rozpuścił na powierzchni powstała delikatna glazura, która przypominała pajęczynę.
Teraz zaczęłam piec chleb. 
Całe szczęście, że wczoraj zrobiłam pierniczki, które pomógł mi przystroić Chester. Kiedy tylko przypomnę sobie te dwie godziny, kiedy sypaliśmy się mąką i próbowaliśmy gotować... Coś wspaniałego. Dawno się tak nie wygłupialiśmy. 
Kiedy wszystko miałam już przygotowane, zaczęłam sprzątać swoje miejsce pracy. Całość zajęła mi ponad dwie godziny, ale było warto. Poszłam jeszcze nakryć do kolacji. Dziś króluje na stole czerwień, zieleń i biel. Święta zawsze kojarzą się z tymi kolorami. 
Najlepsze jest to, że udało mi się zdobyć jemiołę, którą powiesiłam przy żyrandolu na środku pomieszczenia. Cóż, jestem ciekawe kim będą ci szczęśliwcy, którzy się tam właśnie znajdą. Mam nadzieję, że mnie nie zlinczują za ten pomysł. W sumie, to takie świąteczne przeżycie. Każde święta w moim domu były pod jemiołą. 
Byłam może dziewięcioletnią dziewczynką, kiedy na święta przyjechała do nas ciocia Sophia wraz ze swoim nowym partnerem. Babcia była tradycjonalistką i zawsze wieszała jemiołę, a później czyhała na rodzinę. A kiedy tylko jakaś para "szczęśliwców" trafiła pod wiązkę zielska, nie odpuszczała dopóki się nie pocałowali. Takimi osobami była ciocia Sophia oraz Edward - przyjaciel mojego taty. Babcia im nie odpuściła i musieli się namiętnie pocałować. Te święta ich połączyły i do dziś są razem. Z tego, co wiem to mają córkę i dwóch synów. Stanowią ładną rodzinkę. 
Te święta będą niezapomniane, nie tylko dla mnie, ale i dla wszystkich, mam takie przeczucie, że coś się tu wydarzy, ale jeszcze nie wiem do końca co. 
Zegar wybił godzinę szóstą. Postanowiłam wziąć prysznic i się przebrać. Ubrałam niebieską sukienkę, do kolan, która eksponowała wszystkie moje atuty, ale nie w wyzywający sposób. Brzuch też się widocznie odbijał na mojej sylwetce. Kreacja trzymała się na jednym, grubym ramiączku i była pokryta szyfonem, co dawało efekt, jakbym płynęła. Dostałam ją od Chestera w tamtym tygodniu. Dobrze zna moje ciało, bo ona leży perfekcyjnie. Na nogi założyłam czarne baletki, włosy spięłam w koka z kilkoma luźno opadającymi pasmami. Zrobiłam też delikatny makijaż, który dodawała mi kobiecości. 
Zeszłam na dół, a tam był ubrany Chester w czarne spodnie oraz niebieską koszulę. Pasowaliśmy do siebie. Jack też był już ubrany w koszulę w kratę oraz spodnie jansowe. Oni są naprawdę przystojni i tacy moi.
- Ślicznie wyglądacie. Jack jest twoją kopią i to bardzo dobrą kopią. 
- Tak. Jest taki sam jak jego tatuś. - Uśmiechnęliśmy się do siebie. 
Spojrzałam znów na zegarek, tym razem pokazywał siódmą. Za chwilę przyjdą tu Linikini i ich ładniejsza część. 
Kolacja mijała nadzwyczaj miło i bardzo rodzinnie. Na początku nie działo się nic, ale tylko na początku. Ach, całe szczęście, że jestem w ciąży i nie mogli mnie, ani mnie łapać, ani łaskotać, ani na mnie wrzeszczeć. Miałam dobre przeczucie z tą jemiołą. Tak więc, Chester wraz z Mikiem chcieli udać się do salonu i przeszli pod nią. 
- Chłopcy, stoicie pod jemiołą. - Powiedziałam, na co oni dziwnie na mnie popatrzyli. 
- I co z tego? - Zapytał Mike, bo Chester chyba się domyślał, co to oznacza. 
- Według tradycji, dwoje ludzi, którzy pod nią stoją muszą się pocałować. W dodatku bardzo namiętnie. - Powiedziałam z powagą. Całe towarzystwo zamarło. Pozostali Linkini mięli ochotę się zaśmiać, w sumie sama się powstrzymywałam.
- Czy ty mówisz... - Zaczął Chester, a po chwili odezwał się Mike.
- ... że ja mam...
- Go pocałować? - Krzyknęli razem. Wyglądało to naprawdę komicznie. Zobaczyłam, że Mr. Hahn, cichaczem nagrywa to całe zajście, z czego byłam niezmiernie ucieszona. 
- Widocznie wam to nie przeszkadza, bo ciągle stoicie obok siebie, w tym samym miejscu i pod jemiołą. - Powiedziała Anna, która była ciekawa dalszemu rozwojowi akcji. W sumie, cała nasza czwórka była w niezręcznej sytuacji, ale cóż, tradycja to rzecz święta. 
- Anna, powiedz, że mi nie pozwalasz. Powiedz cokolwiek, abym nie musiał tego robić. - Błagał Mike. 
- Cóż jestem trochę zazdrosna, ale chciałabym to zobaczyć. 
- Na trzeźwo tego nie zrobię. - Rzucił gniewnie Chester, patrząc na mnie z mordem w oczach.
- Dobra, zostanę przy policzku. - Powoli im odpuszczałam, ale reszta towarzystwa nie miała najmniejszego zamiaru.
- Chester nie bądź taki. To tylko jeden buziak. - Powiedział Rob. - Mike, Chez to twój przyjaciel. Zróbcie to. 
- Zrób-cie to! Zrób-cie to! - Zabawa widocznie się rozkręciła, kiedy ludzie zaczęli skandować. Sama do nich dołączyłam.
- Nienawidzę was wszystkich. Kochanie, jak mogłaś mi coś takiego zrobić? - Zapytał mój narzeczony.
- Ja ci nie kazałam iść tamtędy. Mówiłam, że ten wieczór będzie niezapomniany. 
- Boże, do czego to doszło. Całe szczęście, że ta pieprzona jemioła nie każe iść z tą drugą osobą do łóżka. - Zrzędził Mike. 
Chłopaki popatrzyli na siebie i dali sobie buziaki w policzki. Towarzystwo zaczęło bić brawa.
- A malinki zostały? - Zapytał Joe i zaczął się niepohamowanie śmiać. Schował telefon do kieszeni. Znając go, to zrobi z tego jakiś niezły żart chłopakom. 
- Bez komentarza. Bez komentarza. - Pokręcił zrezygnowanie głową Mike, a Chester do mnie podszedł. 
- Moja panna, chyba za bardzo wczuła się w tradycje. Odwdzięczę się, zobaczysz. 
- Mam się bać? - Przytaknął. - Anna, przenocujesz mnie u siebie, bo zaczynam się go bać? - Zagadnęłam do brunetki, która patrzyła na zdenerwowanego  Mika.
- Obawiam się, że Spike też ma zamiar cię zamordować. 
- Jestem w ciąży, nie możecie mnie tknąć. Kochani, przecież nic po za nasz krąg nie wyjdzie i nie ujrzy światła dziennego. Zobaczycie, że z biegiem lat będziecie się z tego śmiali. Już nie wyobrażam sobie kolejnych świąt z takimi atrakcjami. 
- Masz rację, to było śmieszne. - Chez zabrał głos. Chłopaki się wyraźnie rozluźnili.
- Ta, to pierwsze takie święta. Są na prawdę miłym wspomnieniem. - Dorzucił Minoda. 
Dalsza część wieczoru minęła spokojnie. Bałam się wymyślić kolejnych atrakcji, bo mogliby mnie znienawidzić. Wspaniałe święta, takie jedyne i niepowtarzalne.


_____
Cześć, 
kolejny rozdział dodany. Obiecałem niedzielę, no to dodaję go na przełomie soboty i niedzieli. Jak już wspominałam, to będzie ostatni rozdział przed wyjazdem i nie wiem, czy nie ostatni przez całe wakacje. 
Cóż, nie wiem ile czasu uda mi się znaleźć w East LA na dodawanie kolejnych części. Może będę się byczyła na jakiejś plaży, a może będę zwiedzać i będę wracała późnym wieczorem. Naprawdę nie wiem, jak to wszystko się potoczy w wakacje. Co prawda, napisałam już kolejny fragment (jakąś tam część) i gdybym tak przysiadła przy tym to dodałabym go jeszcze w poniedziałek, ale szczerze w to wątpię, że uda mi się zagospodarować trochę czasu.
Pozdrawiam,
Llilith.

czwartek, 26 czerwca 2014

Rozdział XX

- Kochanie, już  nam nie zostało dużo. Jeszcze tylko jeden dział. - Powiedziałam wesoła, widząc skwaszoną minę mojego kochanka.
- Nigdy więcej, takich zakupów. Następnym razem zamówimy wszystko z dostawą do domu. Nie będę się włóczył po marketach. - Podeszłam do niego i pocałowałam na pocieszenie.
- Przepraszam. Ostatnio nie miałam okazji zrobić większych zakupów. Wynagrodzę ci to, a teraz chodź.
- Za ile wrócimy do domu?
- Nie wiem, to zależy jak szybko zrobimy zakupy w galerii. Nim szybciej zrobimy je tu, tym szybciej pojedziemy tam i wrócimy do domu.
- Jesteś niemożliwa, ale i tak cię kocham.
Po godzinie wyszliśmy z marketu i byłam zadowolona z zakupów. Kupiłam wszystkie artykuły. Jeszcze dziś zacznę gotować.
Teraz staliśmy przed drzwiami galerii. Tak jak zwykle mięliśmy założone nerdy.
- Mam nadzieję, że szybko nam pójdzie, a tak w ogóle zjadłbym coś.
- Serio? Możemy iść do tej restauracji na tarasach. Podają dobre sałatki wegetariańskie oraz mięso.
- Okej, możemy iść. - Wtulona w jego bok, ruszyłam na trzecie piętro. Cała galeria była ubrana świątecznie, w sumie od święta dziękczynienia były już choinki. Zero uroku świąt. W Anglii, przygotowywaliśmy się do nich tydzień przed Wigilią, a w samą noc ubieraliśmy choinkę. To w sumie był jedyny dzień, który spędzaliśmy z całą rodziną, a ojciec nie okazywał do mnie nienawiści. W sumie Nikki robiła to samo.
Usiedliśmy przy stoliku który zawsze zajmowałam, gdy byłam tu ze znajomymi. Boże, kiedy ja tu ostatnio byłam?
Podszedł do nas znajomy kelner, który patrzył na mnie flirciarsko, a Chester zaczął się denerwować, jednak złapałam go za dłoń, aby się uspokoił. Zabrał zamówienie i odszedł.
- On na ciebie patrzył, bardzo nachalnie patrzył.
- Kotku, na ciebie stada napalonych dziewczyn patrzą każdego dnia, nawet teraz to robią. Więc nie mówmy, kto tu powinien być zazdrosny.
- Ale on cię pożerał wzrokiem. Czy nie zdaje sobie z tego sprawy, że jesteś moją kobietą?
- One też sobie z tego nie zdają sprawy, a mimo wszystko się do nich zalotnie uśmiechasz. Czasami nawet je komentujesz.
- O czym mówisz?
- Przy wejściu, gapiłeś się na jakąś laskę z sylikonem zamiast cycków i rzuciłeś komentarz "Jaka dupa". Powiedziałeś to dosyć cicho, ale nie na tyle, abym nie usłyszała.
- Serio to powiedziałem? Nawet nie brałem sobie tego pod uwagę.
- Dupę miała niezłą. Delikatnie krzywe nogi, ale za to miała czym oddychać.
- Też na nią patrzyłaś?
- Tak. Patrząc na inne zastanawiam się, czego mi brakuje, aby być taka jak one. Dziewczyny, które kręcą facetów samym wyglądem.
- Nawet nie próbuj. Jesteś taka śliczna, mądra, inteligentna - jesteś ideałem.
- A i tak się oglądasz za innymi. - Powiedziałam ze smutkiem. Przecież, gdybym była na prawdę taka idealna to nie pieprzył by się z Samnthą, prawda? Nigdy nie byłam jego wymarzoną kobietą i nadal nią nie jestem. Może gdybym była starsza, bardziej stanowcza? To mnie boli, bardzo mnie boli, ale nie potrafię odejść. On jest czymś w rodzaju mojego tlenu. Nie umiem żyć bez niego.
- No bo one same tak jakoś mi... Wiesz o co mi chodzi. - Przytaknęłam i uśmiechnęłam się widząc, że go zapeszyłam. Rozejrzałam się po sali i zobaczyłam  Av z Carlą i Brianem, oni spojrzeli na mnie i ruszyli biegiem w naszym kierunku.
- Kochana, gdzieś ty się zaszyła? - Zapytała Av, która zaczęła mnie przytulać. Car i Brian również mnie uścisnęli.
- No wiesz. Nauka, dom, dzieci. Mogliście do mnie wpaść.
- Nadrobimy to. Boże, jak ty wyładniałaś.
- Ona promienieje przy swoim facecie, Av. - Teraz Carla zbliżyła twarz do mojego ucha i szepnęła: - Kochana, dokonałaś dobrego wyboru.
- Wiem, Car. Jestem taka szczęśliwa. Dosiądziecie się do nas?
- Nie, my w zasadzie już lecimy. Musimy się spotkać i wszystko ci opowiedzieć co słychać na wydziale. Powiem ci, że mamy takie ploteczki. Musimy koniecznie to wszystko nadrobić. Wiesz, że przyjechał do nas profesor z Hiszpanii? Kochana, jaki jest on seksowny. Może się zakręcę koło niego. - Zaśmiałyśmy się na te słowa. Ona i jej pomysły, aj.
- Nadrobimy to. Gdzie macie resztę chłopaków?
- Tom wyjechał do Hiszpanii, Logan z Danielem są na meczu footballu, Lukas się trochę zatracił i nas olewa.- Powiedział Brian. Jeśli on zaczął brać? Boże, jak oni mogli do tego dopuścić.
- Co zrobił? - Powiedziałam przerażona.
- No wiesz, wciągnął jedną, później kolejną kreskę, a teraz go nie widzieliśmy.
- Brian, ty to mówisz z takim spokojem? On was teraz potrzebuje, spróbujcie do niego dotrzeć. Jest twoim kumplem z podwórka, więc jesteście coś sobie winni.
- Nawet nie wiem gdzie jest.
- Musicie poszukać w czarnej dzielnicy, tam mógł znaleźć towarzystwo. Wieczorem na pewno wróci do domu, spróbuj z nim pogadać.
- Okej, tylko się nie denerwuj. My nie będziemy przeszkadzać. Cześć wam. - Pożegnaliśmy się i oni poszli w swoją stronę, a ja usiadłam przy stoliku.
- Przepraszam, ale dawno ich nie widziałam. - Posłałam przepraszający uśmiech.
- Nic się nie stało. Kim jest Lukas?
- Znajomym ze szkoły, jeden chłopak z paczki, do której kiedyś należałam. On ma problemy w domu i ciężko do niego dotrzeć. Martwię się.
- Jest ktoś o kogo się nie martwisz? - Przytaknęłam, a on uniósł śmiesznie brew.
- To mój ojciec i Nikki. Ich mam głęboko w poważaniu, a zresztą oni już dla mnie nie istnieją.
- Oszukujesz samą siebie. Chciałabyś, aby byli z wami.
- Nie Chez, nie chcę znać kogoś, kto mną gardzi i nie chciał, abym żyła. Czternaście lat mnie gnębił. Może gdyby nie robił tego z taką pasją, traktowałabym go teraz inaczej. Spieprzył mi całe dzieciństwo, musiałam szybciej dorosnąć niż powinnam. Nie mam zamiaru go usprawiedliwiać, ani wybaczać, bo tego nie da się zrobić. Od zawsze był zimnym sukinsynem i na zawsze taki pozostanie.
- Nie rozmawiajmy o tym. Co masz zamiar upichcić na świąteczny obiad? - W tej chwili podszedł kelner i przyniósł nam zamówienie. Ja jak zwykle postawiłam na wegetarianizm, a Chez na kawał mięsa. Jak my się różnimy, a mimo to ciągnie nas do siebie. Na deser zamówiłam sobie pucharek lodów czekoladowych z truskawkami. Cholerne zachcianki.
- Hmm, chciałabym zrobić pieczonego indyka, ale według przepisu mojej babci. Oczywiście nie może zabraknąć domowego chleba, chociaż innego niż wszystkie, słodkie ziemniaki pie, jabłecznik, ciasto z owocami oraz pierniczki. Zrobię też sałatkę, o której wspominała Anna oraz danie z przepisu Linsey. Chyba jeszcze o czymś zapomniałam.
- A ta niespodzianka, o której sobie wczoraj mówiłaś?
- To niespodzianka. Nie możesz wiedzieć, kotku. Myślisz, że coś jeszcze powinnam dodać? Oczywiście najpierw podam przystawki, czyli lekką sałatkę z owocami morza oraz rukolą. Daniem głównym będzie indyk z sosem żurawinowym. Deser będzie niespodzianką dla wszystkich. Nadal mi czegoś brakuje.
- Kotku, my tego nie zjemy.
- Wątpię. Ludzie, Linkini potrafią zachowywać się jak zwierzęta, więc o czym my rozmawiamy?
- Jak zwierzęta, powiadasz? W takim razie, jakim zwierzęciem jestem ja?
- Kotem. - Powiedziałam, a on wybuchł śmiechem, aż ludzie na nas spojrzeli.
- Kotem?
- Kotem. Lubisz leniuchować, chcesz ciągłych pieszczot, jesteś zazdrosny, często stroisz fochy, chodzisz własnymi ścieżkami, mam wymieniać dalej?
- Za to ty jesteś... Cholera nie da się ciebie do żadnego zwierzęcia porównać. A nie, już wiem - mrówka. Mała, pracowita, zaradna - to cała ty.
- Za tę mrówkę, śpisz osobno. - Skończyłam swój posiłek i wstałam od stołu.
- Cholera, no nie obrażaj się. Jesteś tak cholernie perfekcyjna.
- I tak śpisz osobno. Możemy iść na dalsze zakupy? - Zmieniłam temat. On przytaknął, zapłacił za nasz obiad i ruszyliśmy.
- Kochanie, odezwij się wreszcie. Są święta, powinniśmy rozmawiać.
- Tak, powinniśmy oraz porozmawiajmy o mrówkach. - Rzuciłam sarkastycznie.
- Cholera, powiedziałem to pieprzone porównanie i teraz mnie olewasz. Przepraszam. - Podszedł do mnie i objął mnie z tyłu. Pocałował mój kark, a ja mimowolnie się uśmiechnęłam. On wie, że ja ubóstwiam subtelne pocałunki, dlatego robi to ciągle.
- Nie będziesz się już gniewać?
- Nie. A teraz chodźmy, bo ludzie zaczynają się patrzeć.
- I niech się patrzą. Kocham cię i nie będę się ukrywał.
- Też cię kocham. - Ruszyliśmy na dalsze zakupy. Nawet Chester przestał marudzić i udało nam się kupić potrzebne rzeczy.
Koło godziny szóstej pojechaliśmy odebrać naszego szkraba. Zakupy już rozpakowaliśmy, a Chez zawiózł Mikowi bombkę, którą miał pomalować. Jak się ma przyjaciela artystę to trzeba go wykorzystać. Jestem zajście okropna. Buahahaha.... Co się ze mną stało, w ogóle się nie poznaję. Skąd u mnie w głowie ten złowieszczy śmiech? Może to święta tak na mnie działają, a może po prostu mam dobry humor? Chociaż, stawiałaby i na to, i na to. Kocham święta.
U mojej mamy spędziliśmy kilka minut, w sumie to dawno się z nią nie widziałam i chciałam koniecznie wiedzieć co u niej słychać. W święta również się nie spotkamy, gdyż razem z Christopherem jedzie do Polski na cały tydzień. Niech korzystają, póki są jeszcze młodzi.
Zaczęliśmy się zbierać do domu, kiedy usłyszeliśmy dzwonek do drzwi.
Poszłam otworzyć, a tam zobaczyłam Ethana.
- Kochanie, co ty tutaj robisz o tak później porze?
- Uciekłem z domu. - Powiedział szczerze. Przytuliłam chłopca, który i tak był wyższy ode mnie.
- Dlaczego, kotku?
- Jest mi tam źle. Wolę wrócić do sierocińca niż do domu. Przybrany ojciec ma ciągle do mnie pretensje. Paula, ja nie chcę tam wracać.
- Spokojnie, dziś zabiorę cię do siebie, ale mimo wszystko musimy zadzwonić do twoich opiekunów.
- Dobrze. - Pogładziłam chłopca po poliku.
- Wejdźmy do domu. - Przepuściłam go w drzwiach, a później skierowaliśmy się do kuchni, gdzie rozmawiała moja mama z Chesterem, a Jack spał.
- Dobry wieczór. - Uprzejmie się przywitał.
- Chazzy, mamo to jest Ethan. Ethan, to mój narzeczony Chester, a to moja mama Evelin. Mój syn Jack - śpi.
- Miło mi cię poznać chłopcze. - Powiedziała mama i czule się uśmiechnęła.
- Mnie również.
- Chez, możemy zamienić słowo? - Zwróciłam się do ukochanego, a on przytaknął. - Ethan, usiądź, my zaraz wrócimy.
Skierowałam się do salonu, a Chester razem ze mną.
- O czym chciałaś rozmawiać?
- Mam prośbę. Możemy zabrać go do domu? Uciekł od opiekunów, bo źle się tam czuje.
- Kochanie, ale mimo wszystko, oni powinni wiedzieć, gdzie jest.
- Wiem, dlatego do nich zadzwonię. Proszę, weźmy go na noc.
- Dobrze, możemy go wziąć. Wygląda na miłego chłopaka.
- Bo taki jest. Pamiętasz jak opowiadałam ci o nim, kiedy jeszcze pracowałam w sierocińcu?
- To on? - Przytaknęłam. - Chyba powinniśmy wracać do domu.
- Mam nadzieję, że się nie będziesz na mnie gniewał. Wiesz, że bardzo go polubiłam.
- Nie mam za co się gniewać, kochanie.
Więc w czwórkę wróciliśmy do domu. Czułam się teraz jak prawdziwa matka. Chez z Ethanem znaleźli wspólny język jakim była koszykówka i muzyka. Chłopiec grał na fortepianie. Grał bardzo dobrze.


_________
Witam,
A o to kolejny rozdział, który napisałam, ale nie sama. W pracy pomogła mi Pani Ciemności. Mimo, że nie chciała się mieszać do tego opowiadania, to delikatnie ją przymusiłam. Jestem zła.
Rozdział nie jest jakimś cudem i czymś, co jest moim dużym osiągnięciem. Jednak ostatnio nie mam czasu i raczej nie będę go miała do samego wyjazdu, a może i nawet do końca wakacji.

Na koniec coś, czym chciałabym się pochwalić to...(werble)... byłam na koncercie Iron Maiden w Poznaniu! A to jest takie tam zdjęcie. Cóż, wolałabym pojechać na 30 Second to Mars, ale tutaj też się świetnie bawiłam. Ponad 30 tys. ludzi, którzy tak jak ja pojechali posłuchać heavy heavy metalu. Ironi dali czadu, w sumie ich supporty, Ghost i Slayer, również.


Z tego co się orientuję to VampireSoul była na Marsach, więc pytanie: Jak się bawiłaś?













Pozdrawiam,
Lilith.

PS. Dziękuję za komentarze oraz zwrócenie uwagi na WAŻNE INFORMACJE 5! (w zasadzie apel), które coś poskutkowały i Anonimowi się uspokoili:).

poniedziałek, 23 czerwca 2014

WAŻNE INFORMACJE 5! (w zasadzie apel)

Witam wszystkich, 
Ten post kieruję do ludzi, którzy czytają tego bloga, to opowiadanie i są na tyle bezczelni, aby z anonimowych skrzynek pocztowych, pisać do mnie nieprzyzwoite wiadomości.

Jestem osobą wyrozumiałą, umiem przyjąć z godnością krytykę, ale są pewne granice ludzkiej wytrzymałości. Rozumiem, że nie wszystkim musi się podobać moja twórczość, różne informacje, ale nie toleruję tak chamskich wiadomości. 
Nie zmuszam nikogo do czytania, nie każę wam komentować. A jeżeli już coś komentujecie, przepraszam obrażacie na poczcie, to trzeba mieć odrobinę godności. Nie jest to miłe, gdy ANONIM wypisuje do mnie chamskie i obraźliwe teksty. Jeśli jesteś na tyle odważny, aby do mnie napisać, to dlaczego sam/sama nie opublikujesz swojego tekstu? Może na prawdę będzie dobry, a może kompletnie nie masz pojęcia o pisaniu. Nie wiem. Nie wnikam. 
Chcę abyś wiedział/wiedziała, że te wiadomości mnie nie wzruszają, a jedynie śmieszą. Aby kogoś krytykować, trzeba zacząć od siebie samego. To jest moja zasada i jej przestrzegam, więc z łaski swojej opanuj się w hejtowaniu. 
Jeśli masz mi coś do zarzucenia, to powiedz to w cywilizowany i kulturalny sposób. 

Na dziś tylko tyle, a w zasadzie aż tyle. 
Z  poważaniem,
Lilith.

czwartek, 19 czerwca 2014

Rozdział XIX

Delikatne pocałunki muskały moje ciało. Nie chciałam jeszcze wstawać. Bez otwierania oczu, uśmiechnęłam się.
- Nie udawaj, że śpisz. - Szepnął zmysłowo do mojego ucha. 
- Jest mi bardzo przyjemnie, mogłabym nie wychodzić z łóżka.
- To nigdzie nie idź. Zostańmy w łóżku na cały dzień.
- Dziś obiad u Mika, zapomniałeś? Musimy jeszcze kupić prezenty na święta oraz załatwić kilka drobnych spraw, a mianowicie zakupy.
- Jak ty możesz o wszystkim pamiętać?
- Jestem matką, a to oznacza wyczulone zmysły oraz lepszą pamięć i koncentracje, kotku.
- Ciężkie życie kobiety. - Szepnął i zaczął mnie dalej całować. Wiedział jak bardzo lubię te drobne pieszczoty szyi - rozpływałam się pod jego dotkiem. Później zniżył się niżej i zaczął całować moje piersi, a później brzuch, gdzie miałam straszne łaskotki. Zaczęłam chichotać.
- Pani ma łaskotki i to znaczne.
- Proszę, zlituj się nade mną. - On jednak nie przestawał, tylko pieścił mnie bardziej intensywnie. Na szczęście usłyszęliśmy płacz Jacka.
- Nawet w niedzielę nie da się nacieszyć moją kobietą. - Powiedział poirytowany Chez, a później pośpiesznie narzucając na siebie bokserki i poszedł do naszego syna. Ta noc była najlepszą w moim życiu. Boże, czułam się jak księżniczka. Na samo wspomnienie wyszły rumieńce na mojej twarzy. Podobno kobiety w ciąży mają większe wymagania seksualne niż normalnie. Muszę się z tym zgodzić. Wczorajsza noc to i tak za mało dla mnie. Zarzuciłam na siebie satynowy szlafrok i poszłam na dół do Cheza i Jacka.
- Jak tata ładnie przygotowuje ci śniadanko. - Uśmiechnęłam się do malca, kurczę on już za tydzień będzie miał roczek. Wzięłam go na rączki i posadziłam na krzesełku.
- Mama jeść. - Powiedział spokojnie i zaczął bawić się łyżeczką.
- Tak kochanie, za chwilę będziesz miał zupkę. Dziś idziemy do wuja Mika i cioci Anny, będziesz grzeczny?- Prowadziłam z nim dialog, kiedy Chez podawał mu miseczkę z pomarańczową papką.
- Jeść? - Zapytał synek.
- Tak, jedz. Mi tata zrobi jajecznicę z pomidorami.
- Tata?
- Tak, Jack. Tata umie gotować. - Spojrzałam na mojego ukochanego i zobaczyłam, że się uśmiecha. Jack wziął do buzi łyżeczkę z zupką.
- Pięknie! Jaki ty już jesteś duży. - Uśmiechnął się i wziął kolejną porcję jedzonka do ust.
- Paula, za kilka dni są święta, co powiedziałbyś, aby w tym roku były u nas?
- Myślę, że to bardzo dobry pomysł, Chez. - Chester zaserwował mi pyszne śniadanie, którego sobie zażyczyłam.
- To nasze pierwsze święta w takim gronie. W ostatnie ja nawaliłem, ale teraz będzie już dobrze.
- Kochanie, tamte święta były nadzwyczajne. Fakt, że byłeś nieznośny, ale stresowałaś się narodzinami Jacka.
- Mamy takiego wspaniałego syna, a już niedługo pojawi się kolejne dzieci. Mogliby być to chłopcy. Godzinami grałbym z nimi w kosza oraz w gry na konsoli.
- A ja chcę, aby były zdrowe. A tak w ogóle skąd wiesz, że będą grali w kosza, może to mali artyści?
- Ale, że muzyka czy malarstwo?
- Karateka kotku. Nie zapominaj, że mam czarny pas trzeciego stopnia i znam zasady judo.
- Byłoby miło mieć osobistą obstawę. - Powiedział z uśmiechem, a kiedy zbliżył się do Jacka, dostał zupką po twarzy.
- Nie, on raczej nie będzie mnie chronił. - Rzucił z uśmiechem Chez, a później starł posiłek Jacka. Śniadanie minęło bardzo miło. Chez zajął się zmywaniem, ja ubieraniem Jacka. Później wzięłam szybki prysznic i ubrałam się w jansy oraz koszulę, a włosy spięłam w koka. W salonie zaczęłam bawić się z Jackiem, który zaczynał chodzić i często upadał, ale się nie poddawał.
- Kotku, jeszcze dwa kroczki i już jesteś w moich ramionach. - Udało mu się je pokonać i wpadł wprost w moje objęcia. - Ślicznie. - Pochwaliłam chłopca, a on dał mi buziaka w policzek. Bardzo często to robił, z czego byłam niezmiernie dumna.
- Mama pić. - Powiedział i zaczął ciągnąć mnie za rękę. Wstałam z kocyka i trzymając jego małą rączkę ruszyłam do kuchni.
- Czego skarbie chcesz się napić?
- Sok. - Wskazał na karton z sokiem pomarańczowym. Podniosłam go i posadziłam na blacie, a sama wzięłam buteleczkę i nalałam mu picia.
Jack patrzył za mnie i się uśmiechał oraz pokazywał ciągle, aby się nie odzywać.
- Chez, nie skradaj się. Takiego staruszka już z samej góry słyszałam. - Odwróciłam się do niego, a on się załamał.
- Ale szedłem tak cicho, a Jack ci chyba nie powiedział? -  Spojrzał na synka, a on pokazał mu paluszek, aby był cicho. - To wszystko wyjaśnia.
- Jak jeszcze potrenujesz to będziesz jak ninja. - Pocałowałam go na pocieszenie w policzek. Jack pił swój soczek, a później się do nas uśmiechnął.
- Jak ja was kocham. - Powiedział Chester. - Pomyśleć, że mogłem wszystko stracić.
- Było, minęło i nie wróci. Jack, idziemy budować wieżę?
- Tak. - Zsadziłam go z blatu i poszliśmy do salonu. Wszyscy troje usiedliśmy na kocu, a później zaczęła się wielka budowa wieży.
- Na którą mieliśmy być u Mika? - Zapytał Chester po godzinie zabawy.
- Na drugą. Za chwilę pójdę się szykować. Chez, zakupy będziemy musieli przełożyć na jutro.
- Okej. Tylko nie każ mi długo chodzić po tych sklepach. Nie lubię zakupów.
- Te ci się spodobają. - Cmoknęłam oby dwóch panów w policzki, a później poszłam się szykować.
Na początek wzięłam długi prysznic. Następnie ułożyłam włosy w kok i puściłam kilka kosmyków luźno. Oczy pomalowałam tylko maskarą, bo chciałam wyglądać dobrze, ale jednocześnie wolałabym, aby było mi wygodnie. W sypialni ubrałam się w sukienkę. Była biała z wstawkami koronkowymi oraz trzema czarnymi kokardkami na klatce piersiowej. Sięgała mi przed kolana. Urocza i kobieca. W uszy wkręciłam czarne kolczyki i już byłam gotowa. Teraz czas, aby przygotował się Chez, a ja ubiorę Jacka.
- Kochanie, jak wyglądam? - Powiedziałam, kiedy zeszłam po schodach.
- Wyglądasz jak zwykle pięknie. A ty jak myślisz, Jack?
- Ładnie. - Wyciągnął swoje rączki w górę, a ja go wzięłam na ręce.
- Dziękuję synku. Teraz ciebie ubierzemy, dobrze? - Przytaknął.
Poszłam z nim na górę i zaczęłam szykować ubranka, które podobały się Jackowi.
- Niebieska czy w kratkę koszula? - On wskazał na koszulę w kratę. Muszę powiedzieć, że ma wyczucie stylu. - Spodnie jansowe ciemne, czy te jasne?
- Te. - Pokazał na ciemne spodnie. Dobraliśmy jeszcze buty i zaczęłam mu pomagać się ubrać.
- Zapniesz sobie sam koszulkę, czy mam ci pomóc? - Chłopiec zapinał cierpliwie guziczki, a ja na niego patrzyłam z satysfakcją.
- Pięknie. Duży z ciebie chłopiec. - Pochwaliłam go, a on zaczął się uśmiechać i przytulił się do mnie. W takiej pozycji zastał nas Chester.
- A ja mogę się przytulić? - Zapytał. Jack wyciągnął do niego rączkę. Chez objął nas ramieniem i cmoknął w czoła.
- Za chwilę powinniśmy się zbierać. - Powiedziałam.
- Okej. - Szybko się w sobie zebraliśmy. Ubrałam Jacka w kurteczkę, a później Chester pomógł mi założyć płaszcz. Sam też ubrał marynarkę. Dobrze razem wyglądaliśmy.
Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy do Mika i Anny. Dziś zobaczę się z Linkinami, pierwszy raz od ponad miesiąca. Dojechaliśmy na miejsce po półgodzinnej jeździe.

Oczami Chestera;
Spotkanie mijało jak zwykle w miłym towarzystwie. Paula promieniała w towarzystwie dziewczyn. W sumie ona zawsze jest uśmiechnięta. Dużo zawdzięczam Jackowi, który daje jej tyle radości, a ja mogłem to wszystko stracić.
- Chez, chodź na taras. - Powiedział Mike, a ja z nim poszedłem.
- Stary, przez cały obiad gapisz się na Paulę. Ona ci nie ucieknie. - Zaśmiał się mój przyjaciel.
- Mike, mogłem to wszystko stracić w jednej chwili. Wiesz jak ja się cieszę, że mi wybaczyła i jest ze mną? Byłem tak cholernie głupi, kiedy znalazłem się w łóżku z Sam.
- Co ty powiedziałeś? Przeleciałeś Sam, tę Sam?
- Tak. W ten wieczór, kiedy Paula była z Jackiem w szpitalu ja się z nią pieprzyłem. Za każdym razem, kiedy mówiłem ci, że zostaję w domu, szedłem do niej.
- Jak ty mogłeś jej to zrobić?
- Chwile zapomnienia. A teraz wiem, że to było najgorsze co zrobiłem w swoim życiu.
- Jesteś idiotą. Mieć taką sztukę i szukać innej. Kurwa, co się z tobą dzieje?
- Nie wiem. Już z tym skończyłem. W ogóle muszę nadrobić ten czas, kiedy byłem w trasie, albo spędziłem w studio.
- Coś sugerujesz?
- Odchodzę z zespołu.
- Jak to; odchodzisz?
- Normalnie. Szukajcie wokalisty, ja już więcej nie zagram.
- Rozmawiałeś o tym z Paulą?
- Nie. Ona by mi nie pozwoliła.
- Co bym ci nie pozwoliła? - Weszła moja bogini.
- Chez odchodzi z zespołu. - Zabiję Mika. Spojrzałem na nią, a ona była zszokowana.
- Robisz to przeze mnie? - Zapytała z bólem w oczach.
- Nie. Robię to dla siebie.
- Nie zrobiłbyś czegoś takiego, z własnej zachcianki. Wiem, ile dla ciebie znaczy muzyka i zespół. Robisz to ze względu na mnie. Nie wymagam od ciebie takiego czegoś, owszem mógłbyś więcej bywać w domu, ale ja rozumiem twoją pracę i ją popieram. Nie oszukujmy się, Mike nie zaśpiewa twojej partii. Zmiana wokalisty jest równoznaczne z końcem Linków. Pamiętasz o swoich wielkich planach? Nagrać kolejne płyty i zdobyć więcej fanów? Pamiętasz jak mówiłeś, że potrzebujesz kobiety, która cię zrozumie i będzie wspierać? Ja cię zaakceptowałam jako gwiazdę, podstosowałam się do ciebie, a ty teraz mówisz, że odchodzisz z zespołu? Co się stało z tym facetem, dla którego zespół był sprawą priorytetową?
- Kiedy to mówiłem, nie myślałem, że stworzę rodzinę. Dla mnie rodziną byli Linkini, a teraz pojawiłaś się ty i dzieci. Nie chcę was zaniedbywać.
- Nie zaniedbujesz nas, zrobisz to ze swoimi przyjaciółmi. Oni na ciebie liczą. Od zawsze są z tobą i nie pozwalają upaść, a ty się tak odwdzięczasz? Chester, którego pokochałam miał dwie pasje i nigdy z nich nie rezygnował, a teraz się poddajesz? Zawsze powtarzam, że nie chcę stawać na drodze między tobą, a przyjaciółmi - jednak to zrobiłam. - Patrzyła na mnie tym swoim smutnym wzrokiem. Wiedziałem, że tak to odbierze.
- Paula, to nie tak. Chciałem, abyś nie czuła, że zajmujesz w moim życiu drugie miejsce.  Wcześniej muzyka była na pierwszym miejscu, a teraz jesteś ty. Wiesz, że w tym zawodzie nie ma takiego czegoś jak urlop. Ciągle coś się dzieje i nie jestem w stanie spędzać z wami tyle czasu, ile bym chciał. Kiedy odejdę, będziemy mięli dla siebie więcej czasu.
- Co mi po tobie w domu, kiedy będziesz chodził przybity i ciągle nieobecny? To raczej w niczym mi nie pomoże, a jedynie sprawi, że i ja będę się dołować. Teraz znasz moje zdanie i zrobisz z tym co będziesz chciał. Tylko nie wystarczy wyjaśnić tego Mikowi, ale i reszcie. - Odwróciła się i weszła do pomieszczenia. Oparłem się o barierkę i załamałem. Miała rację - nie chciałem odchodzić z zespołu dla siebie, tylko dla niej. Każdy celebryta dałby wszystko, aby jego druga połówka akceptowała jego pracę, a ja to niszczę. Jestem skończonym idiotą.
- Mike, co ja mam zrobić?
- Odpocząć i zastanowić się nad decyzją. Jeśli postanowisz odejść, zrobisz to ja nie mogę cię trzymać na siłę. Chłopaki może to zrozumieją, a jeśli nie to masz przejebane. Jednak powinieneś być dumny z Pauli, że rozumie cię i wspiera. Anna robi mi wyrzuty, że za dużo czasu spędzam w studio, a Paula to zaakceptowała i odwodzi cię od głupiej decyzji. Masz szczęście, że ją spotkałeś na tym pamiętnym koncercie, że za każdym razem ci wybacza oraz wie, co dla ciebie jest dobre. Ona jest skarbem, którego nie możesz zaniedbać. Jeśli ją zgubisz, ktoś inny się nią zaopiekuje i nie będzie patrzył, czy jest z dziećmi, czy sama. Ona się dostosowuje do innych, bo chce dawać innym szczęście, a ty to niszczysz i jej na to nie pozwalasz.
- Ona zasługuje na więcej, niż mogę jej dać. Wiesz, nigdy nie kłóciliśmy się przez nią, tylko ja prowokowałem wszystkie zgrzyty. Ona zrobiła dla mnie bardzo dużo, a ja znów spieprzyłem. Nie wiem jak ja jej wynagrodzę wszystkie krzywdy.
- A może zamiast się zastanawiać nad wynagrodzeniem, nie będziesz sprawiał jej przykrości? To byłaby najrozważniejsza decyzja. - Wszedł do środka, a ja dalej patrzyłem w przestrzeń.
Cholera, jestem strasznym dupkiem. Paula naprawia, a ja psuję. Ten związek nie będzie miał sensu za jakiś czas, a przecież dzięki niemu jeszcze się nie zatraciłem. Zakochałem się w niej od razu, aby dotrzeć do jej serca, poświęciłem miesiąc. Kiedy mnie pokochała, ja ją okłamałem i dowiedziała się prawdy w dosyć kieski sposób, jednak mi wybaczyła. Przyjechałem z trasy i powiedziałem jej, że będę miał dziecko - ona spokojnie to przyjęła i wspierała mnie w trudnych okresach. Zatraciłem się z Samanthą - wybaczyła mi kolejny raz. Nie wiem ile jeszcze będzie w stanie znieść upokorzeń z mojej strony. Dla mnie poświęciła życie nastolatki i stanęła na wysokości zadania. Dla mnie zrezygnowała z chodzenia do szkoły i spotkań z przyjaciółmi, bo zaczęła opiekować się Jackiem. Dla nas zrezygnowała z pracy, aby móc całymi dniami być w domu z moim synem, zajmować się całym domem i mieć jeszcze czas zadzwonić do mnie i zapytać jak mi mija dzień w pracy. Pokazała mi, że zawsze i wszędzie mogę na nią liczyć. Nigdy mi niczego nie zabraniała, tylko dochodziliśmy do kompromisów. Kocham tę dziewczynę i nigdy już nie pozwolę, aby przeze mnie płakała, albo była smutna.
Poczułem czyjąś obecność obok mnie. Spojrzałem w tamtą stronę i zobaczyłem ją z naszym synem. Była smutna.
- Paula, nie smuć się, proszę. Nie lubię kiedy to robisz, a w szczególności jeśli wiem, że to z mojego powodu. - Zwróciła na mnie swoje oczy.
- Chester, wkładam całe swoje serce i duszę w to, abyśmy mogli stworzyć rodzinę. Robię co w mojej mocy, abyśmy doszli do porozumienia, a ty nie czuł się ograniczany. Przyznaję, ostatnio nawaliłam. Zaniedbałam swoje zdrowie i zmusiłam cię do siedzenia w domu. Dlatego chcę cię przeprosić. Jeśli przez to, chcesz odejść z zespołu, to ja sobie tego nie wybaczę. Obiecuję, że wezmę się za siebie i z dnia na dzień, będzie coraz lepiej. Jednak proszę, abyś został w zespole. On zajmuje połowę twojego serca, muzyka płynie w twoich żyłach. Nie ograniczaj się przy mnie.
Wypowiedziała te słowa z wielkim przekonaniem.
- Postanowiłem odejść, bo was zaniedbuję, ale ty uświadomiłaś mi, że bez zespołu nie będę sobą. Chciałbym wynagrodzić ci wszystkie krzywdy jakie ci wyrządziłem, ale nie wiem jak. Wszystko co robię sprawia, że znów się smucisz, albo płaczesz po nocach. Podczas ostatniego tygodnia, wylałaś bardzo dużo łez. Za każdym razem, kiedy to widziałem, pękało mi serce. Nadal to robi, kiedy jesteś smutna i się nie uśmiechasz.
- Nie staraj się nam nic wynagrodzić, bo nie masz czego. Jedynym sposobem jest to, abyś był szczęśliwy, a wtedy i ja taka będę. - Spontanicznie mnie przytuliła. Czułem się w jej ramionach tak samo, jak czuje się dziecko w ramionach matki. Czułem miłość oraz bezpieczeństwo. Poczułem jak coś ciągnie mnie za spodnie. Spojrzałem w dół i zobaczyłem Jacka z wyciągniętymi rączkami. Podniosłem go do góry i przytuliłem tak samo jak Paulę.
- Jesteście mi najdroższymi osobami jakie mam. - Szepnąłem do nich. Za niedługo nasza rodzina się powiększy, a wtedy będę jeszcze bardziej szczęśliwy.
- Kocham cię, Chez. - Powiedziała moja narzeczona i pocałowała mnie.
- Też cię kocham skarbie. - Uśmiechnął się do niej.
- Mama, tata kocham. - Usłyszeliśmy głos Jacka, który jeszcze mocniej wtulił się w moją szyję, a później przytulił Paulę.
- Też cię kochamy, synku. Teraz chodźcie do środa, bo zmarzniecie. - Odwróciliśmy się w stronę wejścia do domu Mika, a tam zobaczyliśmy wszystkich Linków z ich partnerkami. Dziewczyny były wtulone w swoich facetów i błyszczały im oczy. Czyżby długo nam się przyglądali. Paula się speszyła, jak ona nie lubi być w centrum uwagi.
- Widzisz Joe, to jest perfekcyjna dziewczyna. Wybaczy wszystko i nie pokazuje urazy. - Mówił Brad. - Takiej właśnie poszukaj dziewczyny.
- Brad, to jedyny egzemplarz na świecie. Ciężko znaleźć taką drugą. - Nagle zrobił minę, jakby na coś genialnego wpadł. Kiedy spojrzał na Paulę, od razu się domyśliłem o co chodzi.
- Nawet o tym nie myśl. Paula jej moją przyszłą żoną. Znajdź sobie inną.
- I już po marzeniach. - Wszyscy się zaśmialiśmy na jego słowa, a później udaliśmy się do środka.
Reszta spotkania minęła bardzo miło. Omówiliśmy sprawy świąt. Postanowiliśmy, że spędzimy je u nas w domu, z czego Paula się bardzo ucieszyła. Znów będzie stała pół dnia przed garami i zrobi masę jedzenia. Dziewczyny zadeklarowały pomoc, a ona postawiła na swoim. Wszyscy rozeszliśmy się do domu wieczorem.
Chciałem odciążyć Paulę, więc to ja zająłem się kąpaniem naszego synka, czytaniem mu bajki na dobranoc i samym usypianiem. Muszę przyznać, że bardzo mi się to podobało. Dawno nie czytałem jakichkolwiek bajek.
Po półgodzinnym czytaniu, zszedłem na dół do mojej kobiety. Hmm... Moja kobieta - bardzo ładnie to brzmi.
Ona chodziła z wielkim notesem i długopisem, zapisując coś zawzięcie. Była już przebrana w dresy i nawet seksownie w nich wyglądała. Oparłem się o framugę i przyglądałem się jej poczynaniom.
-  Cholera, gdzie ja to położyłam. Dałabym sobie rękę uciąć, że ostatnio kupiłam te zioła. - Zrobiła kolejną rundkę po szafkach i nie znajdując tego, czego potrzebowała - zapisała coś w notatniku.
- Chezzy nie będzie zadowolony tymi zakupami. Miały być krótkie, a ja już mam osiemdziesiąt pozycji i nadal nie mam wszystkiego. - Dopisała coś jeszcze. Następnie weszła na krzesło i wyjęła jakieś książki i zeszyty.
- No gdzie ten przepis. Mam. - Przeczytała i znów coś zanotowała. - Menu, tradycja czy nowoczesność? Święta, tradycja rodzinna. - Zapisała znów coś na kartce i zaczęła szukać jakiś przepisów. Była taką małą osóbką, a robiła tak dużo.
- A to będzie niespodzianką. Mam nadzieję, że mi wyjdzie. - Zanotowała coś i przykleiła na lodówce. Nadal nie brała sobie pod uwagę tego, że ją obserwuje. Coś musiało ją bardzo wciągnąć, skoro tego nie wyłapała.
Cichutko do niej podszedłem i objąłem w tali, a ona podskoczyła. Oddychała bardzo ciężko, aż się wystraszyłem, że coś jej się stało.
- Nigdy więcej mnie nie strasz, nijno. - Uśmiechnęła się. Spojrzałem jej przez ramię i zobaczyłem cztery listy zakupów.
- Po co ci cztery listy zakupów?
- Podział na działy spożywcze, aby było łatwiej. Będziesz musiał załatwić dużą, prawdziwą choinkę. Co roku taka jest u mnie w domu.
- Kiedy masz zamiar ją ubrać?
- Dwudziestego czwartego, tak jak to robiłam w Anglii. Ty zajmiesz się lampkami oraz ozdabianiem mieszkania na zewnątrz.
- Mam ubrać dach i tym podobne?
- Tak. W moim domu święta zawsze są według tradycji. Mimo, że w Ameryce ubieranie choinek zaczyna się po Święcie Dziękczynienia, ale ja przywykłam do tradycji europejskich. Dlatego te święta będą połączeniem waszych i naszych tradycji. Potrawy amerykańskie, a przygotowania europejskie, co ty na to?
- Może być fajnie. Ostatnie święta spędziliśmy osobno, a te będą nasze.
- Dobrze, że ci się to podoba. W drogerii kupimy dużą, bombkę, którą pomaluje Mike i podpisze imieniem naszego syna. Będzie to dla nas pamiątka na całe wieki.
- Każde nasze dziecko będzie miało taką bombkę?
- Tak. To jest pamiątka, która zostaje już na zawsze.
- Tradycjonalistka z ciebie.
- Owszem. Jednak my musimy stworzyć swoje własne tradycje.
- Już je stworzyłaś. To będą dla mnie pierwsze takie święta. Mam nadzieję, że każde będą takie, albo i jeszcze lepsze. - Uśmiechnęła się i pocałowała mnie bardzo długo i namiętnie. Podniosłem ją na blat szafki, a później było jeszcze bardziej namiętnie. Ona rozpala mnie samym spojrzeniem, a kiedy dołączy to tego dotyk, to jestem już napalony. Ja na nią również mocno działam. Widzę jej podniecenie i to pożądanie.
- Chez, nie wiem jak to robisz, ale tak bardzo mnie nakręcasz.
- Tak samo jak ty. - Znów zatraciliśmy się w pocałunkach i na takich ekscesach minęła nam cała noc.




____________
Hej wszystkim,
Rozdział dziewiętnasty już się pojawił. Cóż, taki świąteczny rozdział. Pisząc ten fragment, przypomniałam sobie moje ostatnie święta, które były na prawdę udane. 
Cholera, spieprzyłam tylko z ubieraniem tej choinki, ale co to za święta, gdzie choinka jest ubrana prawie miesiąc wcześniej. W każdym razie Amerykanie dosyć specyficznie podchodzą do rodzinnych i świątecznych uroczystości (przynajmniej tak wspominała Pani Ciemności).

I na zakończenie, NEWS z ostatniej chwili!
Wróciłam moja poprzedniczka! Dzisiaj zapukałam do moich drzwi. Aż się jej wystraszyłam... Kiedyś była nadpobudliwa, a teraz to oaza spokoju. Nic ją nie rusza. Co oni mi z nią zrobili - zgłoszę skargę na ten kurort. Energiczna dziewucha, której wszędzie pełno i mega gadatliwa, potrafi siedzieć w jednej pozycji i tępo patrzeć w ścianę. Chociaż co do jednego się nie zmieniła, nadal mnie rozumie i potrafi doskonale doradzać w trudnych sytuacjach, chociaż sama w swoim życiu się pogubiła. 
Rozmawiałyśmy o tym opowiadaniu. Chciałam, żeby razem ze mną dodawała posty lecz ona powiedziała, że jeszcze nie jest na to gotowa. Nie naciskałam, bo sama nie lubię gdy ktoś to robi. Mam nadzieję, że nie będzie wam przeszkadzało, kiedy to nadal ja będę się udzielała.

A teraz już na prawdę na koniec, chcę powiedzieć, że teraz pisze coś całkiem innego, ale nie pozwoliła mi zajrzeć do notatek. "Dowiesz się wszystkiego, w swoim czasie. To jest bardzo osobiste i jeszcze nie napisane należycie" - dokładnie tak ujęła swoją twórczość. 

Pozdrawiam, życzę weny i miłego wieczoru,
Lilith.