środa, 11 czerwca 2014

Rozdział XV

Obudziłam się, kiedy słońce było wysoko na niebie. Wróć, ktoś mnie obudził, kiedy słońce było wysoko na niebie. Delikatne pocałunki składanie na moim kartu, były takie przyjemne. 
- Chcę jeszcze spać... - Powiedziałam, bo na prawdę brakowało mi snu. Ostatnio ciągle żyłam w stresie i pragnęłam odpocząć.
- Kotku, zrobiłem ci śniadanie. Wstawaj. - Brutalnie ściągnął ze mnie kołdrę, a ja leniwie otworzyłam oczy. Jednak na widok Cheza, który był już ogarnięty i bardzo wesoło uśmiechnięty, postanowiłam wstać. 
- Dzień dobry. - Przywitałam się, przeciągając się na łóżku. 
- Witam. - Pocałował mnie w usta, ale tę chwilę przerwał płacz dziecka. Automatycznie się zaczęłam podnosić, ale Chester kazał mi zostać i sam poszedł do Jacka. Na szafce nocnej zobaczyłam tacę ze śniadaniem. Hmm, śniadanie do łóżka? Mogę mieć to codziennie. 
Wzięłam tacę i zaczęłam konsumować posiłek. Chez jest mistrzem jajecznicy i grzanek. Zauroczył mnie takim śniadaniem. 
Drzwi się otworzyły, a w nich zobaczyłam moich mężczyzn.
- Zobacz, mama się obudziła. Chcesz się z nią przywitać? - Ujął jego malutką rączkę i mi ją pomachał, następnie podszedł do mnie i położył naszego syna obok mnie. Sam położył się obok. Odstawiłam tacę i przekręciłam się bokiem do mojego przybranego syna. Jaka szkoda, że w jego żyłach nie płynie moja krew. Jednak i tak się cieszę, że mogę go wychowywać. 
- Wiesz, tworzymy ładną rodzinę. - Powiedział i pocałował mnie w usta.
- Nie przy dziecku. - Zganiłam go, a później się zaśmiałam.
- Niech wie, że kocham cię i nie mam zamiaru się z tym kryć. - Pocałowałam małą istotkę w czoło, a on zaczął wesoło się uśmiechać i machać nóżkami. Był taki malutki, ale taki kochany. Idzie się rozmarzyć, mając takich mężczyzn przy sobie. 
- Chez, nakarmiłeś malutkiego?
- Oczywiście, nawet go przebrałem. - Powiedział z uśmiechem.
- Nigdy nie szykowałeś mu jedzenia.
- Widziałem jak ty to robisz i się nauczyłem. Muszę odciążyć cię od tych domowych zajęć. Przez cały mój urlop chcę byś to ty odpoczęła. 
- Wiesz, że opieka takim małym szkrabem to sama przyjemność. Kocham to robić. 
- Wiem, ale i tak chcę ci pomóc. Dziś chciał wpaść Mike z Anną, chyba ci to nie przeszkadza?
- Nie. Dawno nie widziałam się z Linkinami i ich dziewczynami. Może przyszliby wszyscy?
- Obiecałem spędzić ten dzień z tobą.
- Obiecałeś, że spędzimy go razem, co nie oznacza, że nie będziemy mogli porozmawiać z resztą. Masz się oderwać od pracy, więc ani jednego tematu o niej.
- Tak jest, księżniczko. 
- Tylko nie księżniczko, książę. - Pocałowałam go w policzek, a później zeszłam z łóżka. 
- Idę się ogarnąć, a później pójdziemy na spacer i zakupy. Trzeba zaopatrzyć lodówkę. Zadzwoń do chłopaków i powiedz, że robimy grilla. - Rzekłam wychodząc. W łazience uwinęłam się bardzo szybko. Ubrałam się w brązową koszulkę, jasne jansy oraz sandałki. Włosy, które znów miały swój pierwotny kolor, związałam w koka. Nie robiłam makijażu, bo ostatnio nie lubiłam go robić. Spojrzałam w lustro. Zobaczyłam całkiem inną dziewczynę, niż tę z przed roku. Teraz miałam całkiem inny styl, chociaż nadal lubiłam czarne ubrania, ale już ich nie zakładałam tak często. Zmieniłam się, a podobno nigdy miałam tego nie robić. Wyszłam z łazienki i udałam się do salonu, skąd dochodziły śmiechy. 
- Tylko nie mów mamie, że nie umiem cię ubrać. - Stanęłam przy framudze i patrzyłam na poczynania Cheza. Hamowałam śmiech, aby nie zdradzić swojej obecności. 
- Jack, nie wierć się, bo nie mogę założyć ci spodni. - Prosił błagalnie, a dziecko wierciło się jeszcze intensywniej. Postanowiłam wkroczyć.
- Jack, na pewno mi nie powie, że jego ojciec nie umie go ubrać. Ja też przemilczę tę sprawę. Zaśmiałam się na widok jego miny. Podeszłam do nich i zajmując synka, aby się nie wiercił, założyłam mu spodenki, a później malutką koszulkę. 
- Dlaczego mi to nie wychodziło?
- Wiesz, na początku też miałam z tym problemy.
- Serio?
- Nie. Chciałam cię tylko pocieszyć. - Zaśmiałam się. Wzięłam z koszyka z zabawkami ulubioną zabawkę Jacka i mu ją podałam. - Kochanie, weź wyprowadź wózek na dwór, a ja za chwilę do ciebie dołączę. 
Chez wyszedł z wózkiem, a ja zabrałam wszystkie potrzebne rzeczy oraz swoją listonoszkę. Standardowo zabrałam czarne okulary, aby utrzymywać te pozory zwyczajności. Przez ten rok, który spotykam się z Chesterem byliśmy tylko trzy razy w prasie. Pierwszy raz poszła fama, że jestem jego siostrą, drugim razem Chez otwarcie powiedział, że jestem jego narzeczoną, a trzeci raz kiedy byłam na spacerze z Jackiem, Chesterem i Mikiem. Bardzo nie lubię być w gazetach, które piszą to, co przyjdzie im na język. Irytujące. 
Sprawdziłam, czy mam wszystko, a później zamknęłam dom. Położyłam naszego syna do wózka, ruszyliśmy do pobliskiego sklepu. 
- Moja mama zaproponowała, że chętnie wzięłaby naszego synka na weekend do siebie. 
- Kusząca propozycja. Cała sobota i niedziela tylko dla nas?
- Tak. Moglibyśmy zaszaleć, ale nie wiem, czy potrafię bawić się tak jak kiedyś. Teraz jestem ta dorosła. - Zaśmiałam się. Chester prowadził wózek i jednocześnie obejmował mnie ramieniem.
- Na pewno będziesz potrafiła to zrobić. Jesteś przecież niezastąpiona.
- Tak. Chez, mam do ciebie pytanie. 
- Śmiało.
- Ostatnio z Anną rozmawiałyśmy o naszym ślubie. Powiedziała, że nasz ślub powinien być wydarzeniem roku, a ty jak uważasz? 
- Myślę, że nie ważne jest czy będzie ono huczne, czy kameralne, ważne, że najważniejszą rolę odegramy my. Ja jednak wolałbym coś spokojnego.
- Myślę, że będzie wspaniale. 
- Zaczęłaś o tym myśleć, prawda? 
- Tak. W końcu jestem dziewczyną. Do nas należy fantazjowanie o wymarzonym ślubie oraz księciu na białym koniu.
- Jakaś przybliżona data?
- Miesiąc musi być ciepły. Stawiałabym na sierpień, ewentualnie początek września,
- Wolałbym lipiec, bo cały sierpień spędzilibyśmy na miesiącu miodowym.
- Co jest nie możliwe, bo nie mamy z kim zostawić Jacka, a małe dzieci źle znoszą długotrwałe wycieczki. 
- Mike byłby świetną opiekunką. 
- Anna nie byłaby zadowolona, gdyby musiała opiekować się naszym dzieckiem, kiedy my będziemy szaleć. Postanowione. Ślub w lipcu, a miesiąc miodowy trwa ewentualnie tydzień.
- Ej, to nie będzie miesiąc.
- Odbijemy to sobie w przyszłości. 
- Dobrze, ale w ten weekend szalejemy. Robimy wypad po za miasto i wracamy w poniedziałek rano.
- Wracamy w niedziele wieczorem. Kotku, ja chodzę do szkoły, a mam do zaliczenia ostatnie egzaminy z chemii oraz angielskiego. 
- Dobrze, wrócimy w niedzielę. Nie uważasz, że stałem się uległy? 
- Troszeczkę, ale tworzymy kompromisy, więc nie działasz pod moje dyktando.
Cmoknęliśmy się przelotnie, a później weszliśmy na zakupy do marketu. 
- Przyjdą wszyscy? - Zapytałam, kiedy byłam przy stoisku z mięsem. Przy Chesterze, zaczęłam odstępować od swoich warzyw i czasami jadłam mięso. Co ten człowiek ze mną zrobił? 
- Tak, Mike prawdopodobnie przyprowadzi jeszcze Jasona, swojego brata.
- To on ma brata? - Byłam tym bardzo, ale to bardzo zaszokowana. Nigdy o nim mi nie wspominał.
- Dziwne. Dziś będziesz miała okazję go poznać. - Chez do wózka wpakował alkohol, który znając chłopaków zniknie w mgnieniu oka i zabraknie.
- Dla pań weź wino. 
- Dla ciebie coś specjalnego? 
- Nie piję. Muszę zająć się dzieckiem, a później wami. Nie gniewaj się, ale wy i alkohol to mieszanka wybuchowa. Robicie dziwne rzeczy, a później i tak nie pamiętacie.
- Dziś będziesz tą poważną?
- Zawsze nią jestem. - Kiedy mięliśmy wszystko, czego potrzebowaliśmy, ruszyliśmy do domu. Chezy był obładowany siatkami, z czego cholernie chciało mi się śmiać. Jednak nie chciałam zaczynać kolejnej sprzeczki. 
- Dziękuję Bogu, że nie szliśmy do tego drugiego sklepu. - Powiedział Chester odstawiając wszystko na wyspę kuchenną. - Ręce mnie bolą, zaczynają robić mi się odciski.
- Nalej ciepłej wody do miski, wlej olejek z aloesu i mocz dłonie. Gwarantuje, że nie będzie śladu po tak ciężkiej pracy. - Wyjęłam Jacka z wózka i zaczęłam go kołysać. Narzeczony zniknął mi z pola widzenia, co oznacza, że poszedł moczyć dłonie.
- Jaki ten twój tatuś delikatny. - Uśmiechnęłam się do syna. - Gdyby moja babcia tu była, zapewne pompowałby za takie narzekanie. Dorosły facet, a jak dziecko. - Mówiłam do Jacka, który śmiał się na moje słowa, tak jakby rozumiał co to znaczy. 
- Słyszałem! - Krzyknął Chez, który wychodził właśnie z łazienki. - Miałaś rację, zniknęło. 
- Babcine sposoby rządzą. Pobawisz się z Jackiem, a ja zajmę się przygotowywaniem posiłków?
- Okej. Chodź do taty. - Wyciągnął ramiona, a ja podałam mu naszego szkraba. Zabrałam się za robienie marynaty oraz pieczenie ciasteczek, które uwielbia Joe. Lubiłam gotować, a jeszcze bardziej lubiłam eksperymentować. Włożyłam alkohol do lodówki i dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że ponad połowa lodówki jest zapakowane alkoholem. Będzie gruba impreza. Nucąc jakieś melodie, które przypadkowo usłyszałam w jakimś komercyjnym radiu. Na początku zrobiłam sałatkę, później upiekłam ciasteczka, a na końcu wyjęłam mięso z marynaty, bo dostatecznie przeszło smakami. Usłyszałam dzwonek do drzwi, a wtedy spojrzałam, którą już mamy godzinę. Za piętnaście minut osiemnasta. 
- Cholera, straciłam poczucie czasu. - Pobiegłam do drzwi, ale Chez mnie ubiegł i je otworzył. Postanowiłam pobiec na górę i się przebrać. 
Odpowiednie dobranie ubrań oraz szubie ubranie się, zajęło mi niecałe dziesięć minut. Zbiegłam na dół i przywitałam się z gośćmi, którzy już byli w salonie. Jeszcze brakowało Shinody ze swoją ferajną oraz Joego. 
- Kobieto, zmieniłaś mojego kumpla. On woli siedzieć z tobą w domu niż z nami w klubie. - Rzekł Rob a później zaczął się śmiać.
- No wiesz, za jakiś czas czeka to samo i ciebie, więc o czym temat. 
- Nie dam się usadzić w domu.
- Ja go nie trzymam. Akceptuję jego pracę i was. Jego wyborem jest spędzanie czasu ze mną i Jackiem, a nie z wami. 
- Chez, jak możesz? -  Zaczęli się kłócić o tak błahą rzecz, a ja wybuchłam perlistym śmiechem. Dzieciaki.
Znów zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć, a w nich ujrzałam mojego przyjaciela sprzed lat.
- Jason?! - Rzuciłam się mu na szyję.
- An, kiedy my się ostatnio widzieliśmy? - Mocno mnie do siebie przytulił. 
- Coś około pięciu lat. Spoważniałeś i wyrosłeś.
- Za to ty się nie zmieniłaś. Nadal malutka.
- Pamiętaj, że to ja przecisnęłam się przez to okno, a ty się zawiesiłeś. Bracie, gdzieś ty się podziewał? - Znów się przytuliliśmy, a wszyscy patrzyli na nas. Oczywiście nie wiedzieli o co chodzi. 
- Wy się znacie? - Zapytał Mike. 
- Tak. Opowiadałem ci o tej niezwykłej trzynastolatce. 
- To była Paula? 
- Tak. 
- Co o mnie naopowiadałeś? - Zapytałam z przestrachem. W przeszłości roiłam bardzo dużo dziwnych rzeczy i była z tego kupa śmiechu.
- Po twojej minie wnioskuję, że to była prawda.
- Dżej, nie żyjesz. - Syknęłam. Po chwili w drzwiach pojawił się Joe.
- Czuję napiętą atmosferę? - Zapytał na wstępie. Mimo wszystko, on to ma wyczucie.
- Ta. Zapraszam do środka. - Wszyscy weszli i zaczęła się rozmowa. Ja odebrałam Jacka od Cheza. Postanowiłam przewinąć małego, a później do nich dołączyć. Całe szczęście, że Chezy wszystko ustawił na stole. 
- Pomogę ci. - Zaoferowała Anna. 
- Dziękuję. - Poszłyśmy do pokoju Jacka.
- Jak się czujesz? Wyglądasz na zmęczoną.
- Nie jestem zmęczona, może odrobinę. Mimo wszystko z małym dzieckiem jest dużo pracy. 
- Jesteś bardzo młoda.
- Bez przesady. Ciągle słyszę to od Chestera, że jestem za młoda jak dla niego, że dziecko to duża odpowiedzialność, że zmarnuje sobie młodość. To mnie wykańcza psychicznie. Przecież miałam wybór, dokonałam takiego i się z tego cieszę. Zrozumcie i mnie.
- Chez ma po części racje, ty też ją masz.
- To nie ja prosiłam o wybaczenie, kiedy mnie okłamał. To on zabiegał o moje względy, to on mi się oświadczył. Przecież skoro myśli, że jestem za młoda, to po co to robił? 
- Może się tobą zauroczył? Jesteś bardzo piękną dziewczyną. 
- Może. Jeśli powie, abym zniknęła z jego życia, zrobię to. Jednak musi powiedzieć mi to prosto w twarz. Uważam ten temat za zakończony. - Przebranego Jacka wzięłam na ręce i zeszliśmy do reszty gości.

______
Hej, hej, hej...
Kolejny rozdział dodany. Cóż, nie jest on moim najlepszym dziełem, ale myślę, że nadaje się do czytania. 
Dziś mamy bardzo zacną pogodę, co wiąże się z tym, że prawdopodobnie dostanę przypływu weny, chociaż wczoraj...
Wczoraj byłam na wycieczce z klasą w Czarnolesie i w Dęblinie!
W Muzeum Jana Kochanowskiego, pani, która nam opowiadała jego historię, powiedziała, że w miejscu, gdzie kiedyś stała Słynna Lipa Kochanowskiego, stoi kamień w kształcie ławeczki. Osoba, która coś tworzy, albo próbuje zdobyć artystyczną duszę, powinna na owym kamieniu posiedzieć. Jako, że chciałam dostać przypływu weny to sobie na nim posiedziałam:). Do końca nie wiem, czy mi to pomogło złożyć ten rozdział w logiczną całość, ale jeśli to prawda... TO MUSZĘ TAM CZĘŚCIEJ JEŹDZIĆ! 
Tak więc, na ławeczce Kochanowskiego, komary mnie cholernie ścięły, a chodząc po lotnisku w Dęblinie opaliłam się i wyglądam jak Murzyn, tudzież im nie uwłaczając. 
Ma ktoś jakiś domowy sposób na pozbycie się bąbli po komarzycach i ten piekącej opalenizny? W dzisiejszych czasach jest bardzo ciężko znaleźć dobry środek w sklepie, po którym nie zejdzie mi skóra. A to nie jest zbyt przyjemne.
Jednak wycieczkę uważam za udaną i jeszcze kiedyś chcę tam pojechać. 
W autobusie z koleżankami stwierdziłyśmy, że nasi mężowie będą żołnierzami. Boże, jak ci faceci w mundurach przystojnie wyglądali, a jeden miał nawet bardzo ciekawą osobowość ^.^

Pozdrawiam wszystkich,
Lilith:D.

poniedziałek, 9 czerwca 2014

WIADOMOŚĆ OD PANI CIEMNOŚCI!

Hej, 
dziś dostałam kolejny list od mojej poprzedniczki. W sumie napisała dwa listy. Jeden jest dla mnie z instrukcjami i kilkoma prośbami, a drugi kieruje do was. 
Oto treść następującej wiadomości:

"Witam wszystkich,
Na początek, chciałam Was pozdrowić z wyspy oraz zapytać, co u Was? Ja jestem w coraz lepszym nastroju i mam wiele chęci do pisania - medytacja mi służy:).
Piszę do Was z pytaniem oraz tak jakby zapowiedzią najbliższego czasu. Mianowicie, podczas medytowania oczyszczam swój umysł, który staje się otwarty na nowe pomysły. Jednym słowem - dostaję przypływu weny. Mistrz, z którym medytujemy dzisiejszego dnia, upomniał mnie dwa razy, za to, że przeszkadzałam innym, a ja tylko potrzebowałam zapisać swoje pomysły, aby mi nie uciekły. Ale do sedna sprawy.
Co powiedzielibyście na to, aby po wakacjach, a może i w trakcie, zostało tu publikowane opowiadanie o trochę innej tematyce, ale opartej na Linkin Park? 
Obecnie już zaczęłam tworzyć coś nowego, a sam rękopis zajął mi siedemdziesiąt stron. Jednak nie wiem, czy chcielibyście oderwać się od LP i wkroczyć razem ze mną w świat nałogów, zdrad i problemów dziewczyny, która strasznie się zmienia pod wpływem pewnych wydarzeń. Tak sobie pomyślałam, że Linkin Park mogą odegrać tu również ważną rolę, jednak to nie jest jeszcze nic pewnego. 
Tak więc sumując: zaczynam tworzyć coś nowego, o innej tematyce, a ten blog zostaje pod opieką Lilith. Mam nadzieję, że podoba się Wam jej twórczość, bo te fragmenty, które wysłała mi w wersji roboczej, wydają się być ciekawe i pełne akcji, ale nie chcę zdradzać jej zamiarów. 
Proszę, aby czytelnicy napisali, co o tym wszystkim sądzą, a Lilith mi to prześle drogą pocztową. Cholera, u nas poczta działa nadzwyczaj wolno, ale mniejsza z tym.
Obiecuję, że nadrobię wszelkie zaległości z czytaniem Waszych historii, tylko niech oni dadzą mi komputer, telefon, internet - cokolwiek!
Już się ogarniam. 
Życzę wszystkim pięknej pogody, przypływu nowych pomysłów, weny, dobrej średniej na koniec roku, udanych wakacyjnych imprez i wszystkiego, czego sobie życzycie.
PS. Dziękuję, że odpowiedzieliście na moją prośbę dotyczącą koncertu. Tak cholernie żałuję, że mnie tam nie było. 
Do zobaczenia w przyszłości, 
Pani Ciemności."

Rękopis, o którym wspomniała moja poprzedniczka jest świetny. Czytając ten fragment odkryłam, że wszystko kroczy w stronę wielkiego koncertu LP, na który ma udać się główna bohaterka wraz z jakimś chłopakiem. Nie wiem, czy to tylko są moje odczucia, ale wydaje mi się, że podświadomość Pauli idzie w tym kierunku. Cóż jest ona wielką fanką Linkin Park, w sumie to dzięki niej zaczęłam się interesować ich muzyką, a to wszystko dzięki płycie, którą kiedyś od niej dostałam. Tak, poczciwa METEORA, która tak doskonale mnie rozumie jest ze mną od bardzo długiego czasu i zawsze po nią sięgam, kiedy potrzebuję zrozumieć świat i ludzi.

To już wszystko, nie będę was zamęczała swoimi przemyśleniami i różnorakimi refleksjami, bo od wczoraj mam bardzo kiepski humor. 
Przestroga i rada dla wszystkich: FACET TO CZYSTE ZŁO - BEZ NIEGO JEST CI ŹLE, A Z NIM JESZCZE GORZEJ. NIGDY NIE WPLĄTUJCIE SIĘ W TOKSYCZNE ZWIĄZKI, BO BĘDZIE CIĘŻKO Z NICH WYJŚĆ. JA JUŻ SIĘ WPLĄTAŁAM, ALE JAK NA RAZIE SOBIE RADZĘ. PANI CIEMNOŚCI, NIE UMIE JESZCZE SIĘ POZBIERAĆ. 

Pozdrawiam gorąco (chociaż przy takiej temperaturze, to przydałoby się ochłodzenie),
Życzę weny, dobrego samopoczucia,
Lilith

piątek, 6 czerwca 2014

Rozdział XIV

Żyje mi się jak w bajce! - Tylko takie myśli przychodziły do mojej głowy. Mam syna oraz narzeczonego, którego więcej nie ma w domu niż jest, ale rozumiem. Nowa płyta, trzeba ją wypromować. Zapewne pojadą w trasę, a ja zostanę z małym Jackiem.
- Co malutki? Zgłodniałeś? - Zapytałam, biorąc chłopca na ręce, ruszyłam z nim do kuchni, aby przygotować mu mleko. Szkoda, że nie mogę go karmić w naturalny sposób, ale taki też mi odpowiada i nie narzekam. Kołysząc go w ramionach i nucąc piosenkę, przygotowałam posiłek, który następnie dałam mu do skonsumowania. Boże, jaki on jest podobny do Cheza. Te same rysy, to samo spojrzenie i uśmiech. Jest mniejszą wersją mojego faceta. Jak urośnie, będzie rozchwytywany przez kobiety. 
- Jaki z ciebie przystojniak. - Powiedziałam na głos, a później ułożyłam Jacka do snu. Sama też byłam zmęczona, bo nie śpię od dwóch dni nie licząc tylko krótkich drzemek, kiedy Jack śpi. Zaniosłam go do łóżeczka, przykryłam kołderką i zostawiając uchylone drzwi, zeszłam na dół. Jest już grubo po północy, a Chestera nie ma. Zapewne wróci nad ranem, ale nie zamierzam tego przegapić. 
Postanowiłam posprzątać dom, bo wczoraj nie miałam czasu. Musiałam nauczyć się do egzaminu z matmy, który pierwszorzędnie zaliczyłam i matmę mam już z głowy do końca roku szkolnego. Cichutko podśpiewując sprzątałam salon z zabawek, później uprasowałam pranie i pochowałam do odpowiednich szafek. Ogarnęłam kuchnie, łazienki, a kiedy szłam sprzątać sypialnie, obudził się mój przybrany syn. 
Pomimo zmęczenie, pobiegłam najszybciej jak mogłam i już kołysałam go w ramionach. 
- Cichutko, mama jest przy tobie. - Zanuciłam mu tę samą kołysankę, którą moja babcia tuliła mnie do snu. Ona działała na wszystkie dzieci tak samo, zawsze spali jak aniołki. Odłożyłam go do łóżeczka i klęknęłam obok. 
Usłyszałam przekręcanie klucza w zamku i zorientowałam się, że wrócił Chester. Spojrzałam na zegarek - trzecie piętnaście. 
Zaczyna mi go brakować. Codziennie mijamy się rano przy śniadaniu, a później rozmawiamy tylko przez telefon. Czuję się, jakby nasz związek istniał na odległość. 
Ktoś po cichu wszedł na górę i otworzył drzwi do naszej sypialni, ale po chwili je zamknął. Teraz usłyszałam otwieranie drzwi do pokoju Jacka. 
- Kochanie, jeszcze nie śpisz? - Zapytał czule i podszedł do mnie.
- Nie mogę spać. Idź się połóż, bo zapewne jesteś zmęczony, a ja posiedzę z naszym synem.
- Kochanie, uważam, że powinniśmy porozmawiać. - Zaczął temat. W mojej głowie miałam już najczarniejsze scenariusze. Może mnie zdradził, może znalazł sobie inną, może mnie nie kocha? Przytaknęłam tylko i ostrożnie podniosłam się z klęczek. Byłam osłabiona, ale nie chciałam, aby to widział. 
- Śpij spokojnie, skarbie. - Pocałowałam naszego synka w czoło i razem z narzeczonym wyszłam do naszej sypialni. Usiadłam na podłodze, bo jeśli poczułabym pod sobą miękki materiał pościeli, odpłynęłabym. Chezy zaświecił światło, a później usiadł naprzeciwko mnie i popatrzył mi głęboko w oczy.
- Kochanie, jesteś bardzo zmęczona. Powinnaś odpocząć. 
- Daj spokój. Zarwałam tylko trzecią noc z rzędu, uważam, że i tak dobrze się trzymam.  
- Ile nocy zerwałaś? Zamęczysz się. Boże jak ja mogłem tego wcześniej nie zauważyć. Jestem najgorszym facetem jakiego może mieć tak wspaniała kobieta jaką jesteś ty. Przepraszam. - Szepnął.
- Za co mnie przepraszasz?
- Za to, że nie poświęcam ci czasu, że ciągle pracuję i nie interesuje się wami. Dlatego dziś powiedziałem chłopakom, że biorę sobie urlop na co najmniej dwa tygodnie. Chcę ten czas spędzić z tobą i z dzieckiem.
- Kochanie, promujecie nową płytę, to raczej nie wyjdzie wam na dobre.
- Za miesiąc lecimy w trasę. Nie będę was widział przez dwa miesiące, dlatego chcę zostać z wami i cieszyć się urokami ojcostwa. Nie da się wymazać tych tygodni, kiedy wszystko zostawiałem na twojej głowie i szedłem do pracy, a później do jakiegoś klubu. Dlatego z całego serca cię przepraszam i postaram ograniczyć w pracy. Kocham cię, Paula. 
- Też cię kocham. - Przytulił mnie do siebie, a później pocałował tak czule, że rozpłynęłam się pod jego pieszczotą. 
- Jutrzejszy dzień, masz cały dla siebie. Pojedź z Anną na zakupy, do spa, kosmetyczki, gdzie tylko chcesz.
- Chcę zostać z tobą i Jackiem w domu, to mnie najbardziej uszczęśliwi. - Przytuliłam się do niego, a później poszłam do łazienki się wykąpać. Wzięłam bardzo szybki prysznic, bo nie miałam sił ustać w brodziku. Co się ze mną dzieje? Ostrożnie wyszłam i podtrzymując się umywalki spojrzałam na siebie krytycznym wzrokiem.
Podkrążone oczy, przekrwawione białka, strasznie blada skóra i porządnie schudłam. Muszę bardziej o siebie zadbać, bo niedługo będę jak zombie z filmów Cheza. Ubrana w satynową koszulkę, udałam się do naszej sypialni, po drodze sprawdzając, czy Jack nadal spokojnie śpi. Kiedy zobaczyłam, że słodko pochrapuje, poszłam do naszej sypialni. Chester leżał i patrzył w sufit. Musiało coś go frasować, bo zawsze tak robi, kiedy boryka się z jakimś problemem. 
- Chez, jest coś, co chcesz mi powiedzieć? - Zapytałam siadając obok po turecku.
- Myślę, że jesteś najwspanialszą kobietą, jaką mógłby mieć mężczyzna oraz o tym, że jestem cholernym szczęściarzem, że wpadłem na ciebie na tym koncercie. Gdyby nie to, zapewne teraz byłbym nikim. - Dotknął mojej dłoni i posłał szczery uśmiech.
- To samo mogę powiedzieć o tobie. Dałeś mi tak dużo szczęścia i miłości, dałeś mi wspaniałą rodzinę, o której zawsze marzyłam.
- Czasami mam wrażenie, że męczysz się przy mnie.
- To nie prawda, czasami jestem zmęczona, ale to tylko przez naukę. Owszem denerwujesz mnie takim głupim gadaniem, że jesteś dla mnie za stary i powinnam znaleźć kogoś innego. Wtedy odnoszę wrażenie, że chcesz ze mną zerwać. Bo jaki facet ciągle proponowałby swojej dziewczynie zmianę partnera?
- Wiesz, boje się, że zmarnuje ci przyszłość.
- Jeśli tego się obawiasz, to dlaczego się ze mną zaręczyłeś? Dlaczego mówisz, że mnie kochasz, skoro nie jesteś tego pewien? - Powiedziałam ze łzami w oczach. Podniosłam się z łóżka i wyszłam. Nie chciałam się z nim kłócić, ale nie mogłam tego słuchać. Miałam dosyć. Udałam się do pokoju Jacka i tak jak miałam w zwyczaju usiadłam obok łóżeczka. Chłopczyk spał spokojnie, ale ja zalałam się łzami. Przecież było nam tak dobrze, a teraz? Wszystko się zaczyna pieprzyć. Jeśli jeszcze raz wspomni o tym, że jest dla mnie za stary - skończę ten związek. Nie obejrzę się za siebie i skończę ze sobą. 
Ktoś zapukał do pokoju, nie odezwałam się, bo nie chciałam, aby widział, że płaczę. 
- Paula, przepraszam. Nadal nie rozumiem, dlaczego obdarzasz mnie taką miłością. 
- Chcesz wiedzieć? Proszę bardzo. Kocham cię za twoją osobowość, za tę troskę, którą mnie obdarzasz, za stanowczość i uległość. Za to, że nigdy mnie nie zostawiasz w potrzebie i jestem dla ciebie najważniejsza. Pokochałam się za to, że jesteś dla mnie ostoją. A teraz, teraz mnie ranisz. Wiesz, że gdybym cię nie kochała, nie przyjęłabym twoich oświadczyn, nie zależałoby mi na twoim synu i na tobie. Jednak ty dalej łudzisz się, że jestem taka jak inne i zostawię cię, kiedy mi się znudzisz! - Ostatnie zdanie wykrzyczałam, co nie było dobrym pomysłem, bo obudziłam Jacka. Szybko wstałam i przytuliłam go do swojej piersi. 
- Chodź kochanie, zaraz zmienię ci pieluszkę, a później pójdziemy cię nakarmić. - Uśmiechnęłam się do niego pogodnie i kładąc go na leżankę, zaczęłam przewijać dziecko. 
- Kto się już wyspał? - Pytałam Jacka, jednocześnie zabawiając go dłonią, aby nie zaczął znów płakać. On tylko gaworzył i uśmiechał się do mnie. Przebrany synek, był o wiele szczęśliwszy i spokojniejszy. 
Wzięłam go na ręce i poszłam przyszykować mu posiłek. Chester patrzył na mnie, ale nic się nie odzywał. Zeszłam do kuchni. 
- Mały Jack, znów jest głodny. Jak będziesz tak dużo jadł, to urośniesz na dużego chłopca. - Mówiłam do niego, bo wiedziałam, że on to słyszy. Chciałam go przyzwyczaić do swojego głosu. Był dla mnie wszystkim.
- Jutro, pójdziemy na długi spacer z tatą, tak? Tatuś spędzi z nami całe dwa tygodnie. - Nalałam mleka do butelki i sprawdziłam, czy ma odpowiednią temperaturę. 
- Paula, porozmawiajmy. - Usłyszałam głos mojego ukochanego. 
- Oczywiście, rozmawiajmy. - Znów posłałam ciepły uśmiech Jackowi, który dotknął mojej dłoni. Sprawiło mi to dużo przyjemności.
- Masz rację, zachowuje się jak skończony kretyn.
- Tego nie powiedziałam, a nawet nie pomyślałam, że jesteś kretynem. - Przerwałam mu, a on się ciepło do mnie uśmiechnął.
- Nie powiedziałaś tego, ale ja wyciągnąłem takie wnioski. Wychowujesz mojego syna zupełnie jakbyś była jego matką. Zajmujesz się naszym domem i ciągle powtarzasz, że mnie kochasz. Dlatego, obiecuję więcej nie mówić, że powinnaś być z kimś innym. Dzięki temu, co mi powiedziałaś, zrozumiałem, że słowa "Kocham Cię" - były zawsze wypowiadane szczerze i nigdy w nie nie wątpiłem. - Podeszłam do niego i przytuliłam się do niego, oczywiście między nami był Jack, który wesoło się uśmiechał. 
- Paula, pozwól mi ułożyć go do snu, a sama się prześpij. Jesteś padnięta. - Wziął ode mnie naszego syna, ja złożyłam na jego ustach czuły pocałunek i powoli poszłam na górę. Kiedy znalazłam się w łóżku, zasnęłam od razu. 

____
Hej, hej, hej...
Witam wszystkich. Już kolejny rozdział dodany, a moje pomysły się mnożą i to tylko Wasza zasługa, bo motywujecie mnie przez dodawanie komentarzy.

Już za kilka dni koniec roku szkolnego, z czego jestem niezmiernie dumna, bo będę miała z głowy te wszystkie poprawy i nauczycieli, którzy są tak strasznie niezdecydowani. 
W związku z tym, że w wakacje mam zamiar poświęcić się pisaniu to rozdziały powinny pojawiać się częściej (dwa - trzy razy w tygodniu). Tak sobie pomyślałam, że ta historia będzie miała około czterdziestu rozdziałów i na tym skończę. Oczywiście jeśli z Panią Ciemności znajdziemy nowsze pomysły, które będziemy chciały wykorzystać to może w bliższej przyszłości pojawi się kontynuacja. 

I na koniec informacja, którą wysłała mi moja poprzedniczka. 
Kazała Was wszystkich pozdrowić z wyspy Wolin i Życzyć dużo weny oraz zapytać, jak podobał wam się koncert LP we Wrocławiu. ( Ja również przyłączam się do tego pytania).
Ona już niedługo do nas wróci! 
Dziwię jej się, że wytrzymuje tyle bez telefonu, internetu, komputera oraz muzyki (dobrej muzyki) - tam ciągle słucha jakiś melodii, które pomagają w medytacji i wyciszeniu. Wcześniej z tymi podmiotami nie rozstawała się z nimi na krok. List doszedł dziś rano.

To już chyba tyle, o czym chciałam poinformować. 
Pozdrawiam Wszystkich, Lilith.

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Rozdział XIII

Chester od kilku dni chodzi podminowany oraz bardzo nerwowy. Wiem, że spowodowane jest to porodem Kate, która niedawno nas odwiedziła i powiedziała, że nosi dziecko Cheza. On wierzy, że to jego dziecko i obwinia się za to. Nie chce mnie stracić. Przecież ciągle go zapewniam, że nawet jeśli to będzie jego dziecko, ja go nie zostawię, a mimo to mi nie wierzy. Chcę, aby skończyło się to jak najszybciej. Nie mogę znieść tej napiętej atmosfery między nami. Nawet teraz, Chester siedzi zamknięty w sypialni, a ja znów wypłakuję oczy. Przecież nie tak to miało wyglądać. Nie chcę go zostawiać samego, bo tak to bym pojechała do siebie do domu. Jednak martwię się, że zrobi coś głupiego. Siedzę i zastanawiam się co zrobiłam źle, że nie może mi uwierzyć. Nigdy go nie okłamałam, zawsze dotrzymywałam złożonych obietnic. Może to są tylko moje urojenia, ale to tak cholernie boli. Nie dziwie się mu, on jest dorosły, a ja mam tylko osiemnaście lat. Starłam kolejne łzy i nakryłam się szczelniej kocem. Usłyszałam szybkie zbieganie po schodach, co nie wróżyło nic dobrego. 
- Paula, dzwonili ze szpitala. Kate zaczęła rodzić, proszę pojedź ze mną. - Powiedział, klękając pzed kanapą i intensywnie się we mnie wpatrywał. 
- Dobrze, zbierajmy się. - Chciałam wstać, ale mi to uniemożliwił.
- Znów płakałaś? - Nie odpowiedziałam.
- Znów przez mnie, prawda? - Znów nic nie odpowiedziałam. - Kochanie, baardzo cię przepraszam. Przepraszam, że cię zaniedbuję, że jestem taki egoistą, że nie poświęcam ci czasu, ale zrozum...
- Rozumiem. Denerwujesz się, ze to twoje dziecko, a ja tylko udaję, że cię nie zostawię. Doskonale o tym wiem i chcę, abyś mi zaufał. Nigdy nie miałam zamiaru cię opuszczać. - Dotknęłam jego policzka, a on ucałował moją dłoń. 
- Kocham cie, wiesz? 
- Wiem. Ja ciebie też kocham, Chester. - Wstaliśmy i w mgnieniu oka byliśmy gotowi do drogi. Postanowiłam, że ja będę prowadzić, bo on był zbyt zdenerwowany oraz podekscytowany ty zdarzeniem.
Po kilku minutach byliśmy już pod szpitalem. Wbiegliśmy do środka, a recepcjonista powiedziała, że poród jest w toku i musimy czekać na korytarzu. Zaprowadziła nas pod odpowiednią salę, a my opadliśmy na krzesła w poczekalni. Nasze emocje sięgały zenitu, zupełnie tak samo jakbym to ja rodziła, a nie Kate. Po ponad półgodzinnym oczekiwaniu usłyszeliśmy płacz dziecka oraz krzyki lekarzy. Coś musiało być nie tak. Czułam to, doskonale to czułam. Chester chyba też coś podejrzewał, bo zaczął się kręcić po korytarzu. W końcu wszystko ucichło. Otworzyły się drzwi od sali i wyszli lekarze.
- Co z nią? - Zapytał Chester podbiegając do jednego z lekarzy.
- Pan Bennington? - On przytaknął.
- Pańska żona była chora, ale nie chciała usunąć dziecka. Tak mi przykro. Chłopiec jest cały i zdrowy, ale pańska żona nie żyje. - Zamarłam. Wszystko przestało się liczyć. Wolała uratować dziecko, niż samą siebie. Była prawdziwą matką, którą podziwiałam. Moja matka też  nie uległa presji ojca i nie usunęła mnie. Dała mi życie, za które jestem jej wdzięczna. Chez też powinien być dumny z Kate. 
Ktoś podbiegł i mocno mnie przytulił, a później była ciemność.
***
Obudziła się przypięta do jakiejś aparatury, która tykała i tykała. Powoli zaczęłam przypominać sobie ostatnie zdarzenia. Poród Kate. Śmierć Kate. Silne ramiona. Ta kobieta nic nie znaczyła dla mnie, a mimo to sprawiła, że czułam tak wiele emocji z nią związanych. 
- Paula, wreszcie się obudziłaś. - Powiedział mój facet. - Bardzo mnie wystraszyłaś. Nawet ja podeszłem mniej emocjonalnie do śmierci Kate niż ty. 
- Co z dzieckiem? 
- Jack, jest zdrowy i wszystko z nim w porządku. 
- Jack?
- Kate chciała aby się tak nazywał. Uszanowałem jej decyzję.
- Co teraz z nim będzie?
- Nie wiem. - Powiedział, patrząc mi w oczy.
- Chester, nie pozwól mu trafić do domu dziecka. Jestem w stanie zrezygnować ze szkoły, aby się nim zająć. Nie chcę, aby za kilka lat cię znienawidził, kiedy się dowie, że go porzuciłeś.
- Dziecko to bardzo duża odpowiedzialność.
- Jestem dojrzalsza ponad swój wiek. Jeśli ty tego nie zrobisz, ja go zaadoptuje. -  Powiedziałam bardzo poważnie. Nie chciałam, aby to dziecko cierpiało. Ono miało przecież jednego rodzica, a ja mogłam mu zastąpić drugiego, chociaż wiedziałam, że to będzie nie możliwe, to jednak chciałam spróbować. Nie chciałam by Chez miał wyrzuty sumienia, że go nie zabrał ze sobą.
- Kochanie, a co z twoim życiem?
- Nie chcę się obwiniać za to, że zabrałam mu rodzica. Jeśli nie bierzesz Jacka, to o mnie też zapomnij. - Postawiłam mu ultimatum, które było bardzo ciężkie tak samo dla mnie jak i dla niego. Jednak podjęłam decyzję i nie zamierzałam od niej odstępować. 
- Nie mogę wybierać między wami.
- Nie każę ci wybierać. Albo bierzesz mnie i Jacka, albo nikogo. Wybór jest prosty i należy tylko do ciebie. 
- Jeśli tak stawiasz sprawę, to jestem skłony zabrać was obydwoje do domu. - Powiedział z uśmiechem, a ja go mocno do siebie przytuliłam. 
- Jest jeden warunek. - Powiedział bardzo poważnie, co niekoniecznie mi się podobało.
- Słucham.
- Wyjdź za mnie. - Powiedział to tak pewnie, a mnie zabrakło tlenu w płucach. Byłam tym bardzo zszokowana, ale tak bardzo szczęśliwa. 
- Tak. Zostanę twoją żoną oraz zastępczą matką, twojego dziecka. - Rzekłam. Wtedy on uczynił coś, czego bym się nie spodziewała. Wyjął pierścionek i założył mi go na palca.
- Teraz jesteś już zapieczętowana i na zawsze moja. - Pocałował mnie w usta. Byłam najszczęśliwszą osobą pod słońcem.
- Widziałeś już Jacka?
- Nie. Cały czas siedzę przy twoim łóżku i myślę nad wszystkim, co spotkało mnie dzięki tobie. Doszedłem do wniosku, że chcę być z tobą już na zawsze, dlatego zadzwoniłem do Mika i kazałem przywieźć mi pierścionek zaręczynowy. 
- Dziękuję. Mogę iść z tobą, do twojego syna? 
- Do naszego syna, kochanie. Do naszego. - Do mojej sali weszli lekarze i po sprawdzeniu mojego stanu zdrowia, odłączyli ode mnie wszystkie kabelki, a później pielęgniarka przyniosła małego chłopca. On się uśmiechał i miał takie piękne oczy, które należały do Chestera. Nie byłby w stanie się wyprzeć, że to nie on jest ojcem. Pielęgniarka podała mi dziecko, a ja przytuliłam je do swojej piersi i pokochałam jak własne dziecko.
- Cześć, maleńki. - Powiedziałam tak cichutko, że tylko noworodek mógł mnie usłyszeć.
- Boże, jaki on malutki. - Zachwycałam się dzieckiem. Chester otrzymał jakiegoś sms'a, po którym musiał wyjść z sali. Zostałam tylko ja i malutki człowiek, który było owocem przygody Chestera i Kate. Nie miałam mu tego za złe, bo mimo wszystko zgodził się go wychowywać. Do mojej sali wbiegła moja mama.
- Kochanie, tak się martwiłam, kiedy Chester zadzwonił, że zemdlałaś. 
-  Już jest wszystko dobrze. Mamo, poznaj Jacka - syna Chestera oraz panią Bennington. - Pokazałam jej mój pierścionek zaręczynowy.
- Kochanie, jaka jestem z ciebie dumna! - Delikatnie mnie przytuliła, a później wzięła swojego przybranego wnuczka na ręce. 
- W tak młodym wieku zostałam babcią, ale jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa i dumna z ciebie, że nie pozwoliłaś go zostawić. 
- Nie miałam serca tego zrobić. Wiesz, że pochodzimy z rodu silnych kobiet i zawsze dopinamy do założonego celu. 
- Wiem. Co będzie ze szkołą? Już tak niewiele ci zostało.
- Postanowiłam, że będę brała prywatne lekcje. Nie chcę jej zawalić, ale nie chcę też zostawiać małego Jacka. Mamo, ja już go pokochałam jak własnego syna.
- Masz prawdziwe, matczyne serce. 
- Mam to samo serce, które masz ty. Dzięki tobie żyję i mogę dawać swoją miłość innym. 
Popatrzyłam na nią i dopiero teraz zobaczyłam, że jest ubrana w wieczorowa suknie.
- Mamo, byłaś na randce?
- Tak. Wiesz mój i Christophera związek chyba wkroczył na wyższy poziom. Jesteśmy dla siebie stworzeni. 
- Gratuluję, że znalazłaś szczęście. Zasłużyłaś na nie. Gdzie jest teraz twój lowelas?
- Czeka na korytarzu. Nie wiedziałam jak zareagujesz, kiedy go zobaczysz.
- Poproś go do nas. - Przytaknęła i zawołała go, a on po chwili stanął w drzwiach.
- Cześć Paula. - Przywitał się.
- Witam, pana. Chciałam ci podziękować za to, że opiekujesz się moją mamą i sprawiasz uśmiech na jej twarzy. Dobrze, że znalazła szczęście, którego szukała przez bardzo długie lata. Jest za waszym związkiem i mam nadzieję, że razem będzie wam dobrze. Tylko pamiętaj, jeśli będzie przez ciebie cierpiała, stuninguję ci dupę. - Zaśmiałam się widząc jego minę.
- Nie jesteś zła, że zabieram ci mamę?
- Nie. Nadszedł czas, kiedy muszę się nią z kimś podzielić. - Wstałam z łóżka i przytuliłam się do Christophera. - Witaj w naszej rodzinie. - Szepnęłam mu do ucha, na co on się uśmiechnął. Do sali zaczęły napływać nowe osoby. Wpadli Linkini ze swoimi drugimi połówkami oraz uradowany Chez. Ten ostatni podszedł do mnie, kiedy brałam Jacka od mamy, a później się przytulił do nas i powiedział;
- Drodzy państwo, przedstawiam wam moją narzeczoną Paulę oraz mojego syna Jacka. 
Ludzie zaczęli bić brawo i składać nam gratulację. Było naprawdę miło. Cóż, wszyscy stanowimy jedną rodzinę. Rodzinę, która zawsze będzie trzymała się razem.
Ten dzień minął nam bardzo miło. Później zostałam sama z Chezem. 
- Chez, wracaj do domu. Jest już późno, a ty jesteś zmęczony.
- A ty?
- Zostaję z Jackiem, aż do jego wypisu. Nie zostawię go samego.
- Dobrze. Przyjadę z samego rana do was.
- Dobrze. - Pocałowałam go krótko w usta, a on wyszedł.


Pozdrawiam, 
Lilith.

WAŻNE INFORMACJE 3! + Przywitanie.

Hej wszystkim,
Jestem Lilith i od teraz to ja będę prowadziła tego bloga. Postanowiłam, że będę publikowała kolejne części opowiadania. Pani Ciemności, jak już wspomniała, czuje się lepiej i co najważniejsze dostała przypływu weny. Niestety kontakt nam się urwał, bo jest na wyspie Wolin. Jestem z niej dumna, że postanowiła uporządkować swoje życie i zaczęła to od sfery czysto duchowej. Obecnie ma tam przebywać tydzień i każdego dnia ma zamiar medytować osiem godzin - nie dałabym rady. 
Tak więc, od dzisiaj to ja zaczynam dodawać posty. Proszę o szczere komentarze i opinie, które będą motywować mnie do dalszego działania. 
W imieniu Pani Ciemności dziękuję, za miłe komentarze, dla których na jej twarzy widniał uśmiech. 
Ważną sprawą, którą chcę poruszyć jest fakt, że mam bardzo zbliżony styl do mojej poprzedniczki. Mam nadzieję, że to wam nie będzie przeszkadzało, a wręcz pomagało w czytaniu.

Postanowiłam, że zmodernizuję trochę tego bloga, aby był bardziej czytelny. Mam zamiar dodać zakładki: BOHATEROWIE, INFORMACJE, PAMIĘTNY KONCERT - ROZDZIAŁY oraz inne historie - oprócz dokończenia tej przygody mam zamiar zacząć całkiem inną, która będzie odzwierciedlała mnie oraz Panią Ciemności. Mam ciche nadzieje, że nowe opowiadanie też jakoś przyjmiecie i nie zawiedziecie się na naszych wytworach.

Na bieżąco będę was informowała o mojej poprzedniczce, która mimo, że tu nie zaglądała od piątku, to wczoraj pytała o was. O nowe opowiadania, które dodajecie oraz wszystko to, co się dzieje u was.
Prosiła, abym was pozdrowiła i życzyła przypływu weny.
Tak więc ŻYCZĘ WAM TEGO Z CAŁEGO SERCA!

To chyba tyle z takich informacji wstępnych. W razie, gdyby coś się zmieniło dam znać. 

Mam do was jeszcze jedną prośbę. 
Gdyby ktoś był na koncercie we Wrocławiu, 05. czerwca. 2014 r., to bardzo, prosiłabym o relację z tego iście ważnego wydarzenia. 
Miałam tam być z Panią Ciemności, ale niestety sprawy potoczyły się nie najlepiej i niestety nie będziemy mogły tam być. 
Opinie, komentarze, zdjęcia, filmiki, wasze refleksje na temat koncertu proszę wysyłać na skrzynkę pocztową Pani Ciemności: paniciemnosci98@gmail.com - będę wdzięczna.

Pozdrawiam,
Lilith.

piątek, 30 maja 2014

WAŻNE INFORMACJE 2!

Witam wszystkich,
Zajrzałam tu tylko na chwilę, aby powiedzieć, że od prawdopodobnie, przyszłego tygodnia posty będzie pisała Lilith. 
Proszę o wsparcie dla niej, gdyż dziewczyna ma talent. 
Po dyskusjach, które przeprowadziłyśmy, postanowiłyśmy, że Lilith będzie prowadziła dalej tego bloga i z konsultacjami ze mną będzie dodawała kolejne rozdziały. Z tego co się orientuję, to już zaczęła pisać kolejny fragment. 
Lilith jest osobą, która przyjmuje krytykę na klatę, ale jest strasznie nieśmiała i niezdecydowana. Może wesprzecie ją nowymi pomysłami oraz miłymi komentarzami?

Osobiście czuję się już lepiej i może pod koniec wakacji do was wrócę. Jednak, jeżeli Lilith będzie zadowolona z prowadzenia tego opowiadania i będzie miała ciekawe pomysły na kontynuacje, to ona zostanie właścicielką. Ja będę występowała tylko gościnnie.
Pozdrawiam, życzę weny,
Pani Ciemności.

niedziela, 25 maja 2014

WAŻNE INFORMACJE!

Z pewnych przyczyn, czuję się nie najlepiej i stwierdzam, iż nie jestem w stanie dalej tworzyć.
Postaram się wrócić do formy najszybciej jak to tylko będzie możliwe.
Nie wiem, może zajmie mi to tydzień, miesiąc, a może już więcej tu nie zawitam.
Przepraszam wszystkich, którzy tu zaglądali, pisali pokrzepiające komentarze, ale chwilowo przeżywam kryzys życiowy.
W szczególności dziękuję Shinodowej, która zostawiała jakiś ślad obecności w postaci miłych komentarzy.
Osobiście nie przestanę czytać waszej twórczości i chętnie będę powracać do tych wspaniałych opowiadań zawsze, kiedy będę miała na to siłę.

Na blogu raczej chwilowo nie będę aktywna, ale możecie się ze mną kontaktować mailowo na adres:
paniciemnosci98@gmail.com - informujcie mnie o nowych postach, o ważnych wydarzeniach.

Jeśli uda mi się przekonać moją dobrą znajomą, aby to ona przejęła bloga na czas nieokreślony, to on nadal będzie aktywny. Lilith, często podpowiada mi tematy i wspiera w twórczości, więc jest obeznana z tym opowiadaniem.
Jeśli tak się stanie, proszę abyście przyjęli ją z otwartymi ramionami.

Jeszcze raz przepraszam.
Życzę wszystkim weny i dobrego samopoczucia,
z poważaniem, Pani Ciemności.