sobota, 20 września 2014

Rozdział XXXIII

Jeszcze został tydzień. Jeszcze te pieprzone siedem dni, po których wszystko się zmieni. Może wrócę, a może odejdę już na zawsze.
Siedziałam na tarasie i patrzyłam w przestrzeń. Pogoda dopisywała, a Chez bawił się z Jackiem. Byli tacy szczęśliwi. Jak oni zareagują, kiedy ich opuszczę? Lekarze wyraźnie powiedzieli: albo ja, albo dzieci - wybrałam te dwie istotki, które noszę pod sercem. Ja już zdążyłam zobaczyć dużo, a one nie miały okazji. Podjęłam słuszną decyzję, ale nikt nie wie, że ta ciąża jest zagrożona. Gdyby Chester się dowiedział, nie pozwoliłby mi na takie przedsięwzięcie. Gdyby dowiedziała się moja matka - to w sumie nie stałoby się nic wielkiego. Ona wie, że dzieci są najważniejsze. Zapewne pomogłaby Chesterowi. Pomoże mu, kiedy mnie zabraknie. 
Uroniłam jedną łzę, którą szybko starłam. Nie chciałam płakać, a mimo to płaczę codziennie. Mimo tego, co działo się w moim życiu, ja nadal pragnę żyć. Jedak nie usunę dzieci i tak jest już za późno. Kocham je.
Boże, za co mnie tak karzesz? Czy mało przeżyłam w tym kilkunastoletnim życiu? Co zrobiłam źle? Gdzie popełniłam błąd?
Kogo ja oszukuję, już dawno przestałam wierzyć w Boga, w Kościół i siły wyższe. Przecież Bóg nie pozwoliłby mi cierpieć, nikomu by nie pozwolił. 
Jego nie ma i nigdy nie było. - Kolejne łzy spłynęły po moim policzku, nie umiałam już ich hamować. 
Spojrzałam na roześmianego Jacka, który chował się za drzewem, a Chez liczył i zaczął go szukać. Spędzanie czasu z synem sprawiło mu dużo przyjemności. Jack dobrze na niego wpłynął. Tylko jak długo będą mięli tak dobry nastrój? 
- Smyku, wreszcie cię znalazłem. - Nasz syn zaczął się śmiać, kiedy Chester uniósł go w powietrzu i zrobił tzw. "samolocik". 
- Nie chcę ich zostawiać. Nie w takim momencie. - Szepnęłam do siebie. 
- Mamo, nie widziałaś mojej deskorolki? - Zapytał Ethan. 
- Wydaje mi się, że zrobiłeś sobie z niej półkę w garażu. Jak się nie mylę, to na niej stoją puszki z farbą. 
- Racja, zostawiłem ją tam. Dzięki.
- Nie ma za co. Wróć na piątą. 
- Okej. - Uśmiechnął się i zniknął w domu. Znów wróciła melancholia. Jestem zmęczona udawaniem i tymi natrętnymi myślami. Jak ta dalej pójdzie, to umrę wcześniej, niż miałam zamiar.
- Chez, idę do domu. Wy też powinniście wracać. - Zawołałam do nich
- Jack, wracamy do mamy?
- Tak! - Odpowiedział chłopiec i ruszył biegiem w moją stronę. Tak trudno mi się będzie z nimi pożegnać. Pokochałam ich i nie chcę zostawiać tych wspaniałych mężczyzn. Nie chcę zostawiać mojej matki, dzieci i Cheza. Nie chcę. 
- Kochane, czemu jesteś smutna? Coraz częściej się smucisz i płaczesz. Jest coś co powinienem wiedzieć? - Zapytał, a ja odwróciłam wzrok. Nie umiem mu kłamać prosto w oczy. 
- Nie. Denerwuje się po prostu. Chodźmy do środka. - Zabrałam książkę i weszłam do pomieszczenia, a oni za mną. 
- Jack, chodź umyjemy rączki. 
- Ja z nim pójdę. - Zaproponował Chez. Uśmiechnęłam się i udałam do salonu na kanapę. Jak on zareaguje, kiedy dowie się prawdy? Z szafki przy kanapie wyjęłam zdjęcia USG. Te dwie istotki, które rozwijają się we mnie są takie wspaniałe. Potrafią sprawiać ogromny ból, kiedy kopią. Cały mój brzuch jest pokryty siniakami. Już za niedługo się to wszystko skończy. 
- Kochanie, dlaczego nie mówisz mi prawdy? Przecież widzę, że coś jest nie tak.
- Jeśli chcesz wiedzieć, to okej. Tylko nie osądzaj mnie i nie krzycz. Pamiętaj, że mimo wszystko ja zawsze będę w twoim sercu. - W tym momencie podjęłam najważniejszą decyzję w swoim życiu. - Widzisz, od kilku miesięcy wiem, że moja ciąża jest zagrożona. Lekarze mówią, że albo ja, albo dzieci. Nie widzą innego rozwiązania. Podjęłam decyzję, że... - Łzy popłynęły, ale dzielnie z nimi walczyłam. - Że to one mają przeżyć. Chez, proszę abyś zajął się nimi jak mnie zabraknie. Stwórz im prawdziwy dom nawet jeśli ich opiekunką będzie Sam - to niech tak będzie. 
Milczeliśmy. Tak samo on, jak i ja nie wiedzieliśmy co mamy powiedzieć. Mi na sercu ulżyło, że powiedziałam mu, a on ... a on chyba nic nie czuł. 
- Dlaczego nie powiedziałaś o tym wcześniej?
- Bo nie byłam na tyle odważna, aby ci to przekazać. 
- Pomyślałaś, jak ja będę się czuł, kiedy odejdziesz? Pomyślałaś o dzieciach, o swojej matce?
- Myślałam nad wszystkim. Mimo wszystko, nie zmienię decyzji. 
- Myślałem, że jestem dla ciebie kimś ważnym. Widocznie się pomyliłem. Gdybyś mnie kochała, nie pozwoliłabyś, aby nas związek się zakończył.
- Nie Chez. Gdybyś to ty mnie naprawdę kochał, nie robiłbyś mi wyrzutów i pozwolił odejść. Prawdziwą miłość poznaje się wtedy, gdy pozwalasz drugiej połówce odejść, nawet kosztem własnego szczęścia. Ja wiele razy pokazywałam, że mi zależy na tobie. Wybaczyłam ci najgorsze świństwa jakie mi zrobiłeś. Pozwoliłam ci odejść, abyś mógł poukładać sobie wszystko. Wróciłam, kiedy oboje tego potrzebowaliśmy. To ja zawsze walczyłam i nawet teraz to robię.
- Nie zostawiaj mnie samego, ja nie wytrzymam bez ciebie.
- Znajdziesz szczęście, oboje to wiemy. Szczęściem będą dla ciebie nasze pociechy. Wiesz przecież, że one cię potrzebują.
- Co mogę jeszcze zrobić, abyś zmieniła decyzję?
- Nic. Nikt nic nie może zrobić. To już jest postanowione. - Wtuliłam się w niego, a łzy płynęły i płynęły. Nie chciałam się uspokajać, bo to i tak by nic nie dało.
- Kocham cię, nigdy o tym nie zapomnij. - Szepnął mi do ucha. Doskonale wiedziałam, że jestem dla niego ważna. Może to tak cholernie bolało. Bałam się go zostawić, a jednocześnie nie chciałam, aby niewinne istoty cierpiały. One muszą żyć. Tego trzeba się trzymać. 
- Nigdy nie zapomnę. Jesteś dla mnie najważniejszą osobą, najważniejszym facetem w moim życiu. Zastąpiłeś mi przyjaciela, mojego ojca i stałeś się wyśmienitym narzeczonym. Dałeś mi wspaniałe chwile, które zawsze będę miała w sercu. Jesteś dla mnie ostoją, moim przeznaczeniem Chez. Nie wiem, jakbym poradził sobie bez ciebie. Na pewno już dawno bym się zatraciła. - Znów zaszlochałam w jego koszulę. Targały mną emocje, które kumulowałam w sobie od bardzo długiego czasu. One wreszcie znalazły upust i mogłam odejść z czystym sercem i sumieniem. 
***
Obudziłam się w środku nocy z bólem brzucha. Czułam, że nadszedł czas. Nadszedł mój czas.
- Chez, obudź się. Musisz zawieźć mnie do szpitala. - Kiedy tylko to usłyszał, bardzo energicznie zerwał się z łóżka. Pospiesznie nakładał na siebie ubrania, ja się nie fatygowałam w ubieranie. Założyłam na siebie tylko satynowy, długi szlafrok. Skurcze nadchodziły coraz częściej, a mnie odeszły wody. 
Chez obudził Ethana, aby zajął się Jackiem, a my poszliśmy do samochodu. Byłam już spakowana, więc nie było żadnych problemów z zbieraniem moich rzeczy. 
Trzymałam się ostatkiem sił. Byłam coraz słabsza, nawet zaczęłam omdlewać, ale nie mogłam sobie na to pozwolić. 
Dojechaliśmy do szpitala, nie wiedziałam co się wokół mnie dzieje, słyszałam tylko różne głosy. 
- Kochanie, dasz radę. Zrób to dla nas, proszę. - Ktoś złapał mnie za dłoń, zapewne był to Chez. 
Był ze mną, był przy mnie w tych ostatnich minutach mojego życia. Byłam mu wdzięczna. 
Na całym ciele czułam dreszcze i straszny chłód. Czy tak wygląda śmierć? Jeśli tak, to jestem gotowa. 
Nie wiem ile się męczyłam, ale usłyszałam płacz dziecka. Byłam zbyt słaba, aby otworzyć powieki. 
Znów podniesione głosy, krążyły wokół mnie. Opadłam z sił. To chyba koniec. 
Świat stawał się coraz ciemniejszy, a ja przestawałam czuć. To koniec. Jestem gotowa, aby umrzeć. I nagle urwał się film.


_________
Przepraszam za opóźnienie, ale ostatnio żyję w biegu i się nie wyrabiam.
Pozdrawiam, 
Lilith.

środa, 17 września 2014

WAŻNE INFORMACJE 6!

Hej,
jako, że wena co do tego opowiadania minęła już dawno temu i chyba nie ma sensu tego przedłużać to postaram się dokończyć to jak najszybciej.
Rozdziały są już co prawda napisane, ale według mnie są po prostu kiepskie. Nie ma co się oszukiwać, bo taka jest prawda. 
Myślę, że lepiej mi się pisało przed wyjazdem do LA i przed tym feralnym zresetowaniem wszystkiego.

Oto grafik dodawania fragmentów opowiadania:
Rozdział:
XXXIII - 18 września
XXXIV - 22 września
XXXV - 25 września
XXXVI - 28 września
XXXVII - 30 września
XXXVIII - 4 października
XXXIX - 8 października
EPILOG - 11 października

Wszystko w godzinach późnowieczornych:)

Tylko tyle dziś mam do powiedzenia.
Pozdrawiam, 
Lilith.

poniedziałek, 15 września 2014

Rozdział XXXII

Minął kolejny miesiąc, a ja nadal cierpiałam. Było mi źle bez niego, ale ja nie umiałam żyć ani z nim, ani bez. Natłok wszystkich myśli i emocji, spowodował, że mój stan był coraz gorszy. Już za dwa tygodnie miałam termin porodu, a ciąża była zagrożona. Powiedziałam lekarzom, że mają ratować dzieci, a nie mnie. Nie chciałam jeszcze umierać, ale nie mogłam pozwolić, aby umarły niewinne istoty. Teraz znów siedziałam na kanapie i patrzyłam beznamiętnym wzrokiem w okno. Jack zadowolony bawił się na dywanie w budowanie wytwornych budynków. Na samo wspomnienie o tym szkrabie, uśmiechnęłam się. Co on pocznie, kiedy zabraknie mnie na świecie? On przecież kocha mnie jak własną matkę, a ja tak samo kocham jego.
- Mamo, dosyć użalania się nad sobą. Ciągle gapisz się w to okno. Bądź poważna i wybacz mu, albo chociaż spróbuj. Chez też ciągle się użala i stara się wymyślić coś, co sprawi, że do niego wrócisz. Chłopaki mają już go dosyć. Jeśli nie robisz tego dla siebie, to zrób to dla Jacka, któremu ojciec jest potrzebny. Sama wiesz, jak to jest wychowywać się bez ojca. Ja też wiem jak to jest nie mieć rodziny. - Słowa Ethana uderzyły we mnie jak noże. Coś pękło. Duma gdzieś ustąpiła, a honor poszedł w las. Została tylko ta bezgraniczna miłość do Chestera i do dzieci.
- Synu, potrzebowałam takiego kopa, jakiego mi dałeś. Dziękuję. - Przytuliłam swojego najstarszego syna. - Ubieraj się, muszę porozmawiać z Chesterem.
Chłopak uśmiechnął się na te słowa i zaczął się szykować. Ja ubrałam Jacka i ruszyliśmy do samochodu.
- Gdzie jedziemy? 
- Do taty, skarbie. Do taty. - Najmłodszy również się uśmiechnął. Ruszyłam z piskiem opon. Droga do mieszkania mojego "byłego" faceta, minęła mi bardzo szybko. Wypięłam Jacka z fotelika i pomogłam mu wysiąść, następnie poszliśmy do drzwi. Zadzwoniłam dzwonkiem i czekałam, aż mi otworzy.
- Mike, mówiłem, że nie chcę twoich rad. - Słyszałam jego narzekania, a po chwili otworzył drzwi. Wyglądał co najmniej strasznie. Miał bardzo zmęczony wyraz twarzy, przekrwawione oczy, rozczochrane włosy oraz kilku dniowy zarost.
- Paula?! Dzieciaki. - Od razu się ożywił i wziął na ręce Jacka, a Ethanowi podał dłoń. Na mnie popatrzył z niepewnością w oczach, ale to ja wykonałam pierwszy krok i mocno go do siebie przytuliłam. 
- Tak cholernie za tobą tęskniłam. 
- Złe słowo. - Powiedział Jack. Wyjęłam portfel i zapłaciłam chłopakom po pięć dolców. 
- Chez, jest możliwość, że przyjmiesz mnie do siebie z powrotem? 
- Tak. Ja nadal cię kocham.
- Ja ciebie też kocham. - Znów się do niego przytuliłam. 
- Wejdźcie do środka. - Zaprosił nas, a my podążyliśmy za nim. Mieszkanie było bardzo czyste, co oznacza, że nie opieprzał się przez ten czas. Najbardziej zaskoczył mnie salon, gdzie na parapecie stał płyn do mycia szyb i ręczniki papierowe.
- Polubiłem sprzątanie. - Wyjaśnił. 
- Miło. Przepraszam, że uciekłam.
- Przepraszam, że cię zraniłem. - Jack poszedł do telewizora i go włączył. Usiadł wygodnie na kanapie. Ethan zrobił to samo, a my staliśmy i patrzyliśmy sobie głęboko w oczy.
- Wiesz, że od kilku miesięcy nie pragnąłem niczego innego, jak to, żebyś kiedyś zapukała do drzwi i powiedziała, że nadal mnie kochasz i chcesz być ze mną.
- Marzenia się spełniają, a to, że tu jestem to zasługa Ethana, który zmobilizował mnie do przyjścia do ciebie.
- Jestem mu wdzięczny. - Przytuliłam go mocno, a niekontrolowane łzy szczęścia poleciały po moich polikach. Nie powinnam więcej płakać, zbyt dużo wylałam łez. Jednak te łzy w niczym nie przypominały tych z ostatniej nocy, te były inne. Dzięki nim pokazywałam jak bardzo się cieszę. Pokazywałam pragnienia i swoje emocje, które kumulowałam od dłuższego czasu w sobie. 
Chester kołysał mnie w swoich ramionach. Było nam dobrze. 
Do mieszkania wpadł wściekły Mike, ale kiedy mnie zobaczył złagodniał. Coś we dwóch musieli namieszać. 
- To ty, wy. On. Ty. Razem? - Jąkał się. Nigdy tego nie robił.
- Tak. Co cię sprowadza? - Zapytał mój narzeczony.
- Myślałem, że to ktoś inny, nie ważne. Paula, jak się cieszę, że cię tu widzę. - Teraz już wyszedł z szoku i podszedł do nas. 
- Miło, że witasz mnie z otwartymi ramionami, Mike. Mam nadzieję, że nie namieszałam zbytnio w waszych życiach.
- Daj spokój. Rany, to naprawdę ty. - Przytulił mnie tak po przyjacielsku i zaczął szeptać do mojego ucha, tak abym tylko ja mogła go usłyszeć.
- Masz go trzymać krótko. Nie popuszczaj mu i pokaż, że twarda z ciebie babka. Pamiętaj, że on nigdy się nie zmieni, bądź na wszystko gotowa. 
- Mike, dzięki, że pomagałeś nam obojgu w trudnych chwilach. Nie zapomnę ci tego nigdy. 
- Nie mogłem patrzeć jak cierpicie oboje. - Wypuścił mnie z objęć. Cóż, Mike jest dla mnie starszym bratem, jest przyjacielem, którego zawsze można prosić o pomoc i nie odmówi. 
- Ja będę leciał. Spotkamy się jutro w studio, albo nie. Nie przychodź jutro do pracy, poradzimy sobie bez ciebie. Musicie nadrobić stracony czas. - Wymownie popatrzył na Chestera, a ten skinął. Nie rozumiałam, o co im w tej chwili chodziło.
Mike opuścił nasz dom, chyba mogę mówić nasz, prawda? 
Przez kilka miesięcy tak dużo się zmieniło. Przeżywaliśmy swoje wzloty i upadki, ale potrafimy do siebie wracać i to jest chyba prawdziwa miłość. Jesteśmy nie do rozdzielenia. Nie istniejemy bez siebie. Widocznie byliśmy sobie pisani, to przeznaczenie. Jeszcze niedawno uważałam to za bajkę, a teraz jestem pewna, że coś takiego istnieje i nie zamierza przestać. 
- Nie wiem, jak wytrzymałem bez ciebie taki długi okres czasu. Kurczę, to naprawdę było ciężkie. - Pocałował mnie. Potrzebowałam tego, tak bardzo mi tego brakowało.
- Kochanie, już się mnie nie pozbędziesz. A jeśli powiesz "Tak" pod ołtarzem, to już na pewno cię nie wypuszczę. 
- Już zawsze razem. - Uśmiechnęłam się smutno, bo on nie koniecznie musiał wiedzieć, że tak w rzeczywistości mogę odejść już niedługo. Nie chcę mu tego robić, ale nie mogę mu teraz powiedzieć. Jeszcze za wcześnie. 
- Podoba mi się to co słyszę. - Ujął moją lewą dłoń, na której nadal widniał pierścionek zaręczynowy. Nie byłam w stanie go zdjąć. Moja ręka bez niego, była taka ciężka. 
- Nie zdjęłaś go. Czyli nadal miałaś jakieś nadzieje. 
- Nadzieja umiera ostatnia. Powinieneś o tym wiedzieć. - Usiedliśmy pomiędzy naszymi chłopcami. Byliśmy prawdziwą rodziną. Właśnie tego potrzebowałam. 
Znów zaczęła się przeprowadzka. Wróciłam do swojego nowego domu, w którym miałam zamiar spędzić bardzo miłe chwile. Może nie koniecznie będzie ich dużo, ale chciałam.

______
Dodany kolejny rozdział. 
Do końca opowiadania pi razy drzwi jest jeszcze dziesięć rozdziałów, Plus/Minus jeden. 
A takie tam matematyczne podsumowanie^^.

Ludzie, matma śni mi się po nocach O.o - to nie jest normalne. Zasypiam z cyferkami i budzę się z cyferkami. Dlaczego na medyczno-przyrodniczym jest rozszerzona matma! I to w dodatku od pierwszej klasy? No się pytam - paczemu?
Matma to dzieło Szatana, nawet ksiądz na religii przyznał nam co do tego rację. Skoro kapłan mówi takie coś, to musi być prawda.

Pozdrawiam znad książek od matematyki, biologii i chemii,
Lilith. 

czwartek, 11 września 2014

Rozdział XXXI

            Ona odeszła. Ona już nigdy do mnie nie wróci. - Upiłem kolejny łyk burbona. 
Jeszcze ta suka, znów zaczęła się przyczepiać. - Kolejny łyk i zaciągnięcie się papierosem. 
Nic już nie będzie takie jak kiedyś. Tyle wspólnych chwil, które razem przeżyliśmy. Setki wspomnień, które odbiły się na nas.
Zostałem sam. 
Nie mam już nikogo. Mam wszystkiego dosyć. Ona chce być szczęśliwa, ale nie ze mną. Zabrała mi syna, Ethana, zabrała moje serce. Zabrała wszystko co miałem. 
Zapaliłem kolejnego papierosa. Wypaliłem już paczkę, a nadal się nie uspokoiłem.
Popatrzyłem na nasze wspólne zdjęcie, które wisiało nad łóżkiem. Ona. Taka szczęśliwa. Uśmiechnięta. Ja też wyglądałem przy niej na szczęśliwego. Ja byłem szczęśliwy przy niej. Gdybym mógł to wszystko naprawić, nie pozwoliłbym jej cierpieć. Za wszelką cenę bym ją zatrzymał, nawet gdybym był zmuszony ją porwać i zamknąć w domu. 
Poczułem jak łza spływa mi po policzku. 
To bezsensu. 
Na co liczyłem? Że ona już zawsze będzie przy mnie? Że będę dla niej wystarczająco dobry? Ona pochodziła z innego świata. Nie przechodziła tego co ja, chociaż w domu też nie miała lekko. 
A teraz? Teraz nosi moje dzieci. Gdyby mnie nie poznała, wiodłaby szczęśliwe życie przy boku jakiegoś gacha. Byliby szczęśliwi. 
A ja? Poznałbym jakąś laskę, która niekoniecznie by kochała mnie, tylko to co mogę jej dać. Byłbym ślepy na jej chciwość. Zostawiłbym ją gdyby mi się znudziła i znów poznałbym inną. Wszystko by się ciągle powtarzało. 
- Tak bardzo cię nienawidzę. - Cisnąłem butelką w nasze zdjęcie, które się pokruszyło. 
Byłem zły na siebie, na nią. Dlaczego nie dałaś mi jeszcze jednej szansy, przecież byłoby nam ze sobą dobrze. 
Skryłem twarz w dłoniach. 
Pustka. Strach. Samotność. Dragi. Gniew. Bunt. Ból. Miłość. Wiara. Krew. Cisza. Zdrada. Zaduch. Zwątpienie. Bezsens. Słabość. Czas. Pretensje. Depresja. Niemoc. Gehenna. Łzy. Walka. Usta. Oczy. Ona. 
Przez głowę ciągle przelatywały mi wyrazy i obrazy Pauli. Była niemal namacalna, a jednak tak odległa ode mnie. Widziałem ją w różnych stanach, ale ten który zobaczyłem po koncercie. Ten strach w jej oczach. Ten ból. Jej mocny cios, który mimo siły był taki delikatny. Nie sprawiła mi tym bólu fizycznego. Zrujnowała całą moją psychikę. Zrujnowała wszystko. 
Nienawidzę jej. 
Przeraźliwy krzyk wyrwał się z mojej piersi. 
Chciałem się dla niej zmienić. Przecież umiem się zmieniać. Nie dała mi tej szansy, tej ostatniej szansy. Teraz byłoby nam razem dobrze. Ale ona znów nie chce mnie znać. Dlaczego, każe mi taki cierpieć?! 
Ktoś zaczął dobijać się do moich drzwi. Nie chcę nikogo widzieć. Mam ich wszystkich w dupie. Ja chcę tylko jej. 
Znów zacząłem się rozczulać. To całkiem nie w moim stylu. Czułem tą pierdoloną bezsilność, która atakowała z coraz większą siłą. 
- Chester, jesteś? 
Jeszcze jego tu brakowało. Znów będzie mi mówił kazania o tym, że powinienem zapomnieć, albo walczyć. Mike nie rozumie, że nie mogę zrobić ani jednego, ani drugiego.
- Chester?! - Bieg po schodach i coraz donioślejszy głos mojego przyjaciela. Trzaskanie drzwiami i otworzenie odpowiednich. 
- Stary, co tu się stało.
- Nic. Wyjdź stąd. Nie chcę nikogo widzieć.
Ja chcę tylko Pauli. Nikogo innego. Ona jedyna może przywrócić cały mój świat.
- Nie. Potrzebujesz pomocy. 
- Potrzebuję jej. 
- Nie. Dlaczego ciągle sobie wmawiasz, że jest ci potrzebna? 
- Bo ją kocham. Chcę aby tu ze mną była. Chcę ją tylko zobaczyć, Mike. 
- Po co? Jasno dała ci do zrozumienia, że cię już nie kocha.
- Kłamiesz. Wszyscy kłamiecie. Ona mnie kocha. Rozumiesz? Nie, nie rozumiesz. Wy nic nie rozumiecie! Wam się wszystko układa. Masz Anne, planujecie ślub, jesteście szczęśliwi. A ja? Co ja mam, Mike? Nie mam nic. Ona odeszła! 
- Może to i lepiej. Różniło was wszystko.
- Przeciwieństwa się przyciągają.
- Chyba nie w tym wypadku! Jesteś skończonym dupkiem. Jeśli ci na niej zależy, to po co pieprzyłeś Samanthę?! Dlaczego dałeś jej tyle powodów do odejścia?!
- Chcesz m wszystko wypominać?! Lepiej, jeśli wyjdziesz. Nie mam zamiaru cię uszkodzić. - Powiedziałem już spokojniej. Nie chcę go widzieć. Chcę ją. Tylko jej. Nikogo nie potrzebuję. Tylko Ona jest mi potrzebna. Oddałbym wszystko, aby do mnie wróciła.
- Jutro jest próba. Masz się ogarnąć i przyjść. - Odpuścił. Czy on nie wie, że odszełem? Nie ma sensu z nimi grać i być zbędnym balastem. 
- Nie. Ja już z wami nie gram. Odszedłem. 
- Nie możesz. Masz przyjść i koniec. Jeśli ty się nie zjawisz, to my zrobimy ci wjazd na chatę. Ostrzegam. I weź tu posprzątaj, bo żyjesz jak w chlewie.
Wreszcie wyszedł. Mam go w dupie. Mam ich wszystkich w dupie.

Minęło kilka dni, nie utrzymywałem kontaktu z chłopakami. Oni tylko przychodzili i na mnie wrzeszczeli. Ciągle ta sama gadka.
"Ogarnij się!", "Jesteś kretynem!", "Spieprzyłeś wszystko, a teraz chcesz naprawiać!". Oni nie rozumieją jak bardzo mnie boli jej odejście.
Zaniedbałem wszystko. W domu mam straszny bałagan, który czasami doprowadza mnie do szału. 
- A jeśli ona tu przyjdzie? Jeśli zechce wrócić? Muszę posprzątać. 
Wreszcie znalazłem motywację. Wiedziałem, że jest nieprawdziwa, ale chciałem się łudzić. 
Zebrałem wszystkie butelki, które wyrzuciłem. Pozbierałem kartki papieru z tekstami piosenek. Próbowałem tworzyć, ale nic z tego. 
Zrobiłem pranie. Posprzątałem górę. 
Upłynął mi cały dzień, ale nie chciałem iść spać. Chciałem dalej się łudzić, że kiedy posprzątam, ona wróci. 
Po dwudziestu czterech godzinach, miałem wszystko uporządkowane. 
Usiadłem na sofie i czekałem. Czekałem, aż się pojawi, aż stanie w drzwiach i powie, że wraca. Zrobiłbym wszystko, aby wróciła.
Wtorek - nic.
Środa - nic.
Czwartek - nic.
Piątek - nic.
Kolejny tydzień - nic. 
Dwa tygodnie - nic.
Trzy tygodnie - nic.
Straciłem już wszelkie nadzieje. Nie wróciła. 
Znów sprzątnąłem dom z myślą, że stanie w progu. Czekałem na nią dniami i nocami. Nie sypiałem, bo chciałem być przy jej powrocie. Nadzieja zaczęła gasnąć. Wszystko stawało się bezsensu. 
Minął już prawie miesiąc od naszego ostatniego spotkania. Ona nie wróciła. To bezsensu. Zapomniała już o mnie.
Nie wróci. Nie ma szans. 
W sypialni znalazłem dawkę narkotyku, chciałem go wziąć, ale nie miałem odwagi. Może powinienem się wstrzymać? Chcę zobaczyć ostatni raz swojego syna, swoje dzieci, chcę zobaczyć ją. A jeśli tak będzie lepiej? Jeśli ona właśnie tego chce? Chce abym zszedł z tego świata?
Nie. Ona mnie kocha. Ona nie chce abym umarł. Kiedyś była w stanie za mnie zabić, a ja za nią zamordować. W sumie nadal jestem to w stanie zrobić. Zniszczyłbym wszystkich, którzy jej szkodzą. Ona musi znaleźć szczęście. Ja je odebrałem. Nie zostawiłem jej miłych wspomnień. Wykorzystałem ją. O Boże, dlaczego nie kazałeś mi się opamiętać? Gdybyś tylko wskazał mi drogę, którą powinienem iść. Wykorzystałbym to rozsądniej.
Położyłem się w naszej sypialni. Znów wisiało tam nasze zdjęcie, które osadziłem w nowej ramie. Czekałem kiedy wreszcie przyjdzie i powie mi, że jest dla mnie, że to co było wciąż jest i będzie. Chciałem dotknąć jej ust. Zobaczyć jak się uśmiecha, jak robią jej się dołeczki w polikach. Chciałem poczuć te drobne dłonie, które mnie obejmują. Zobaczyć oczy, w których mogłem się zatopić. Dotknąć jej. Tak bardzo chciałem poczuć jej skórę. Chciałem ją chłonąć. Ale znów nic z tego nie miałem.
______
Depresyjny rozdział Chestera...
Został on napisany przez Panią Ciemności jeszcze raz i chyba lepiej, niż poprzednio. 
Wiem, że liczycie na jakąś poprawę i obiecuję, że ona nastąpi kiedyś. Będzie szczęśliwe zakończenie, chyba, że opuści mnie wena i nie będzie mi się chciało dalej tego ciągnąć.
Zapraszam do komentowania,
Lilith.

poniedziałek, 8 września 2014

Rozdział XXX

Nadszedł piątek i koncert Greenów, na który bardzo chciał pójść Ethan. Postanowiłam mu towarzyszyć. Mama zabrała Jacka do siebie, a ja właśnie szykowałam się na imprezę. Ten pamiętny koncert Greenów. Jak on zmienił moje życie. Zmienił mnie i mam wrażenie, że Chestera również. Ale to już przeszłość. Było, minęło i już nigdy nie wrócą tamte wspomnienia. Za jakiś czas żal minie, po prostu potrzebuję czasu do tego. Potrzebuję bardzo dużo czasu, aby się pozbierać i stanąć na nogi. 
- Jesteś gotowa? 
- Tak, skarbie. Tak dawno nigdzie nie byłam. Mam wrażenie, że cię zaniedbuję.
- Nie. Masz trudny okres. Idziemy?
- Tak. - Wyszliśmy. Zakluczyłam drzwi i wsiedliśmy do auta. Wcześniej z miłą chęcią bym tam poszła na pieszo, ale w tym stanie to nie wskazane. W ogóle nie powinnam iść, ale chcę. Chcę trochę wziąć z tej wolności.
Zaparkowałam w podziemnym tunelu dla VIP'ów i ruszyliśmy do sali. Zajęliśmy swoje miejsca przy barierkach, czekając na widowisko. Ethan był podniecony tym koncertem, bo mimo wszystko bardzo lubił ich muzykę. Wcześniej słuchał Linkinów, ale teraz nie znosił Mogę się założyć, że to przez moje rozstanie z Chesterem. 
Zaczął się koncert. 
Dwie godziny wspaniałej zabawy. Byłam bardzo szczęśliwa, że tu przyszłam. Ethan zmył się po jakimś czasie ze swoim kumplem i poszli do reszty znajomych. Z tego co wiem, to Simon ma dziś u nas nocować. Chłopaków postanowiła odwieźć mama Simona, a ja miałam zamiar zdobyć dla nich autografy. 
Sala pustoszała, a ja szłam właśnie w stronę kulis, kiedy to na kogoś wpadłam. Pierdolone deja vu. 
- Przepraszam. - Powiedziałam i uniosłam oczy do góry. Przede mną stał Chez. 
- To ja przepraszam, za wszystko cię przepraszam. - Chciałam go minąć i sobie pójść, ale on mnie zatrzymał.
- Nie mogę sobie wybaczyć niektórych rzeczy. Uwierz mi, chociaż wiem jak to ciężko zrobić. Nie mogę wymazać tych przykrych wspomnień z twojego życia, bo nie mam takiej mocy, ale chcę abyś wiedziała, że zależy mi na tobie. Mam bardzo trudny charakter i doskonale o tym wiem. Jednak teraz mówię wszystko szczerze i to płynie właśnie stąd. - Ujął moją dłoń i położył na swoim sercu. Biło bardzo szybko i rytmicznie. Kiedyś biło tylko dla mnie.
- Ile było takich sytuacji, kiedy się rozchodziliśmy, aby do siebie wrócić? Jesteś dla mnie jak tlen, potrzebna do życia, nawet wtedy kiedy na mnie krzyczałaś lub po prostu się ze mną droczyłaś. Codziennie zakochuję się w tobie coraz mocniej i nie wyobrażam sobie dalszego życia bez ciebie. 
Zdradzieckie łzy płynęły po moim policzku. Tak bardzo go nienawidziłam, a jednocześnie kochałam. We mnie kumulowało się tyle emocji, które chciały znaleźć ujście. Nie wytrzymałam i uderzyłam go w twarz.
- Cholernie mnie zraniłeś. Nie umiem żyć, tak jak kiedyś przy twoim boku. Za wszelką cenę, chciałam zbudować nam dom, ale ty tego nie doceniłeś. Tak bardzo chciałabym odizolować się od przeszłości, ale nie umiem. Łączyło nas zbyt wiele, a teraz... teraz nie czuję nic oprócz nienawiści i miłości do ciebie. Nic więcej. Nie jestem w stanie ci zaufać. Za dużo razy wystawiłeś mnie na próbę. - Odwróciłam się do niego i zobaczyłam masę ludzi, którzy nam się przyglądają. 
- Ostatni raz daj się ponieść uczuciom i wróć do mnie. - Klęknął, a ludzie zaczęli skandować.
- Wy-bacz mu. Wy-bacz mu. 
- Ostatni raz. - Chciałam ulec presji, ale nie mogłam. Nie chcę znów cierpieć.
- Nie, Chez. Jest już za późno. - Pewnym krokiem odeszłam od niego. Tłum robił mi miejsce kiedy szłam. Byłam silna, dałam radę i nie uległam. 
- Paula, kocham cię, rozumiesz?! - Na te słowa łzy pociekły mi strumieniem. Nadal byłam silna i nie wróciłam do niego, chociaż tak bardzo chciałam.
Wyszłam z gmachu budynku i od razu uderzył we mnie chłodny wiatr, który dawał mi siłę do dalszej walki. 
_____
Tam, tam, tara ra ra...
Dodaję fragment trzydziesty. Dlaczego fragment? Cóż nie można tego nazwać rozdziałem. Po prostu to taka drobna cząstka opowieści. 

Muszę się pochwalić, byłam dziś w szkole! Wiem, nie ma się niby czym jarać, ale kurczę no - BYŁAM W SZKOLE!
Wyjazd integracyjny też był bardzo interesujący i już planujemy kolejny.

Kolejny rozdział już w czwartek. 
Zapraszam na Aniołek z Piekła Rodem, na którym już pojawił się pierwszy rozdział, a drugi zostanie dodany jutro.
Pozdrawiam, 
Lilith.

czwartek, 4 września 2014

Rozdział XXIX

Dziś mija sześćdziesiąt dni, odkąd ostatni raz widziałam Chestera. Dziś minęło równe sześćdziesiąt nocy, które przepłakałam w poduszkę. 
Od czasu, kiedy przywiózł Ethana, nie widziałam go. Powiedział, że tak będzie dla nas wszystkich lepiej. Ostatnio wydarzyło się tak wiele, a tego wcale nie chcę. Wole swoją monotonię. 
Jack pyta o ojca, a jednak kiedy zaproponowałam mu, że go mogę do niego zawieźć - odmówił. Czasami do niego każe zadzwonić, a później coś mu opowiada. Wiem, że tęskni. Chyba mi też udziela się ta melancholia. 
Ostatnio czuję się znacznie lepiej. Lepiej fizycznie, ale moja psychika pozostawia jeszcze wiele do życzenia. Nie dziwię się. 
Są takie chwile, że chcę wybaczyć. Chcę wrócić do niego, ale wtedy przypominam sobie jego słowa: "Jeśli masz cierpieć przy mnie, to lepiej jeśli nie będzie powrotów" - już znudził się czekaniem. 
Czas zacząć układać sobie życie.
Jason dał mi do zrozumienia, że zależy mu. Chciałby spróbować, ale ja nie chcę próbować. Chcę znaleźć tego jedynego i zacząć żyć. Z czwórką dzieci nie będzie łatwo. Przecież dla chcącego nic trudnego. Chociaż, jeśli będę szukała na siłę, to może to się źle skończyć.
A Chester był idealny.
Co prawda okłamałam go, kiedy powiedziałam iż się z kimś spotykam. Nie uwierzył w to kłamstwo. Wściekł się, ale nie uwierzył, gdyby tak było nie pozwoliłby mi się zajmować Jackiem. 
Jak ja się cieszę, że wtedy odzyskałam Ethana. To dobry chłopak, ale zaczął błądzić. Nie mogę od niego wymagać, że będzie zachowywał się jak dorosły. Przecież to jeszcze dziecko, które potrzebuje opieki. Dużo miłości i poczucia bezpieczeństwa, a ja ostatnio nie skupiłam się na potrzebach dzieci, tylko na swoich. Są jednak plusy. Już nie słyszę tego znajomego głosu w głowie. Może dlatego, że zaczęłam układać sobie życie.
Zbyt długo go kocham i cierpię. Obiecuję, że to wszystko się zmieni. Jeszcze potrzebuję tylko kilku dni i wszystko wróci do normy. 
Zaczęłam optymistycznie myśleć. 
Okłamuje się. Nie będzie tak jak kiedyś. Może powinnam do niego wrócić tylko ze względu na dzieci? Przecież one są najważniejsze.
Nie. Jeśli ja będę nieszczęśliwa, nie dam im tyle miłości ile bym chciała.
Czas zacząć działać. Robić cokolwiek, aby było lepiej.
Nie wrócę do Chestera nawet jeśli miałabym nie znaleźć faceta do końca życia. To już rozdział zamknięty. Liczy się tylko przyszłość i teraźniejszość. 
Koniec i kropka. 
Starłam samotną łzę i zaczęłam robić porządki domowe. Jack bawił się na dywanie i odkładał do pudełka te zabawki, którymi nie miał zamiaru się bawić. Czas zacząć porządkować życie. A najlepiej zacząć od otoczenia.

Chester:
- Stary, jeśli czegoś nie zrobisz, to obydwoje na tym stracicie. Już straciliście. Pomyśl, za trzy miesiące urodzą ci się dzieci. A ty nic nie robisz, żeby ją odzyskać. - Mike znów na mnie wrzeszczał. W sumie, to on zawsze na mnie wrzeszczy. Robi to już dwa miesiące, od czasu, kiedy dowiedział się, że pozwoliłem jej odejść i nie zamierzam walczyć, a ona, że nie zamierza do mnie wrócić. 
Może i był chwilowo do niej źle nastawiony, ale szybko znów zaczął ją popierać. Myślę, że chce dla nas jak najlepiej, ale nie umie sobie poradzić z tą sytuacją. Po jednej stronie stoję ja, a po drugiej ona, która mu pomogła z Anną. To bezsensu. 
- Ona nie chce mnie widzieć. Co mogę zrobić? Mam znów obiecać, że się zmienię, chociaż pewnie znów coś zrobię. Kolejny raz mam ją okłamać?Wiesz, że prawda nie może być nieszczera. A jeśli jest jej lepiej beze mnie? 
- Jeśli tak by było, to nie płakałaby całymi nocami. - Usłyszałem głos Ethana. Nie spodziewałem się go zobaczyć. Żywił do mnie wielką urazę i dobitnie mi to powiedział. Nie ważne, że dla jego dobra okłamałem Paulę. Nie wybaczył mi przeszłości za jedną pomoc. Straciłem jego zaufanie.
- Skąd się tu wziąłeś?
- Nie zabrałem starych notatek z pokoju, dlatego przyszedłem. Zrób coś, cokolwiek. 
- Paula mnie nienawidzi. Po rozmowie, kiedy miałem wziąć Jacka do domu, powiedziała, że ma kogoś. Nie mogę się wpieprzać w jej życie.
- Ona cię kocha i czeka, aż się zjawisz. Jack ciągle o ciebie pyta. Na ulicach dziennikarze ją zaczepiają i pytają o was. Ona nie ma nikogo. Kiedy Jason ją pocałował, mało brakowało, a złamałaby mu szczękę. Raczej tak by się nie zachowała, gdyby cię nie kochała. - Mike zrobił wielkie oczy. 
- Jason ją pocałował? Mówisz o moim bracie? 
- Tak. Często u nas bywa, ale ostatnio to już przegiął. Nie obraź się Mike, ale spieprzył wszystko. 
- Wiedziałem, że ją kocha. Nie myliłem się, kiedy o niej opowiadał. 
- I ty mi nic nie powiedziałeś?! Ja się ciągle zastanawiam, z kim ona się spotyka, a ty ukryłeś taki istotny szczegół? 
- Chester, co by to dało? Co ci to dało, że wiesz? 
- Zabiję go. Jak on mógł ją dotykać, a żaby całować?! - Podniosłem się z fotela, ale Shinoda  po chwili mnie znów na niego pchnął. 
- Nigdzie nie idziesz, jasne? A Jasona zostaw w spokoju. Jakbyś nie spieprzył swojego związku, to nikt by się do niej nie kleił.
Miał rację, to znów była moja wina. Szlak. 
- Pomóż mi ją odzyskać. - Szepnąłem szczerze, patrząc w oczy Ethana. - Ten tylko przytaknął. 
- W najbliższy piątek jest koncert Greenów, wyciągnę ją tam. Wpadniesz na nią tak jak ostatnio i wytłumaczysz wszystko. Jeśli to nie pomoże, to nie ma już szans na odbudowanie tego związku. 
- Dzięki, Ethan. - On wzruszył tylko ramionami i poszedł na górę. Wziął co miał zabrać i wyszedł. 
- Dlaczego on chce mi pomóc?
- Bo zależy mu na Pauli i na jej szczęściu. Ona zapewniła mu dach nad głową i rodzinę, której nigdy nie miał. Jest jej wdzięczny, ale też nie może patrzeć jak ona cierpi. Ja już się zbieram. Bywaj. - Wyszedł. 
Zostałem sam w pustym mieszkaniu. Jeszcze tak niedawno było słychać tupot małych stóp, podśpiewywanie i śmiechy. Codziennie wracałem do domu, w którym czekała na mnie kochana rodzinka. Dopiero teraz doceniłem, jak wiele straciłem. Ona była moim azylem w tym popierdolonym życiu. Była najlepszym przyjacielem, który nigdy mnie nie zawiódł. Z tego co powiedział Ethan oraz co mówił Mike, wychodzi, że nie umiemy żyć bez siebie. Jesteśmy jak znak równowagi. Jedno nie istnieje bez drugiego, chociaż bardzo ciężko jest nam żyć razem. Tak wiele ran jej zadałem, które goiły się powoli i zostawiały blizny, a mimo wszystko dochodziliśmy do kompromisów. Jesteśmy jak dwa żywioły, jak dwa światy toczące ze sobą walkę. Wiem jak bardzo boli ją każde moje kłamstwo, każda zdrada, każda kłótnia, a mimo to nadal ją ranię. Oddałbym wszystko, aby wymazać wszystkie krzywdy i zostawić tylko te najlepsze chwile, ale nie mogę cofnąć czasu. Chociaż, zapewne zrobiłbym to jeszcze raz. Znów bym ją zranił, a ona mogłaby mi już nigdy nie wybaczyć.
Za każdym razem, kiedy ona przeze mnie płakała, to jakaś część mnie zaczynała umierać. Było tyle sytuacji, których nie powinno być. Tyle cichych chwil, kłótni i awantur. Tak bardzo ją kocham przecież nie jestem ze stali.
Muszę coś zrobić, bo jeśli jeszcze trochę poczekam, to ona naprawdę sobie kogoś znajdzie i już nigdy do mnie nie wróci. To będzie nasz koniec już na zawsze.

_____
Yooo,
Dodaję kolejny rozdział, bo mam zajebisty humor! 
O tak, oł je, oł je.
Dziś nadszedł dzień, który zmienił moje życie. Dowiedziałam się, że moja klasa jedzie na weekend za miasto w ramach integracji klasowej O.O. Lepsze jest to, że już nie mam usztywnienia na kostce! Pięknie! Mam tylko chodzić w takim stabilizatorze, który jest podobny do skarpety bez pięty i palców. Ale za miasto już jadę. Muszę wszystkich poznać:)

INFORMACJA DNIA!
Pani Ciemności dostała się na uniwersytet w Kalifornii!!! Wyjeżdża już za dwa tygodnie i zobaczymy się dopiero za rok :(. Smutam z tego powodu.

Co ważne jeszcze?
Rozdziały już będę dodawała regularnie. To znaczy w poniedziałki i czwartki. Zazwyczaj w godzinach wieczornych lub bardzo rano. Chyba, że w szkole będę miała informatykę i możliwość korzystania z internetu, to w godzinach okołopołudniowych.
Miłego wieczoru,
Lilith.

poniedziałek, 1 września 2014

Rozdział XXVIII

Boże, było mi tak dobrze, kiedy trzymałem ją w ramionach. Mimo, że nie była to najprzyjemniejsza rozmowa, ale i tak było miło. Czasami chciałbym, aby było tak jak kiedyś. Aby ona znów była przy moim boku. Jednak spieprzyłem. Ona nie umie mi zaufać tak jak dawniej i wcale się nie dziwię, też bym jej nie zaufał. A ona tak cierpi. Co ten Ethan najlepszego zrobił? Czyżby zaczął się buntować?
Całą drogę do Portland rozmyślałem to wszystko, co usłyszałem. Kiedy pomyślę o jej ufnym dotyku. Na samą myśl robi mi się ciepło. 
- Chez, pojedziemy tam i co dalej? - Z rozmyśleń wyrwał mnie Mike.
- Musimy go znaleźć, całego i zdrowego. Paula musi mieć kogoś przy sobie.
- Dlaczego jej pomagasz? Przecież nie jesteście razem. 
- Jestem jego prawnym opiekunem, Mike. Muszę się nim zająć. 
- A Jack?
- Na czas, kiedy ona jest w szpitalu, zajmuje się nim jej mama. Kiedy wziąłem Jack do siebie, myślałem, że to takie proste opiekować się dzieckiem. No wiesz, on już jest dużym chłopcem. Umie poprosić o to co chce, a mimo wszystko nie mogłem się nim odpowiednio zająć. Kobieta lepiej się zajmuje dzieckiem.
- Przecież powiedziałeś jej, że jest dla niego obca, a teraz jednak chcesz, aby to ona się nim zajmowała? - Widziałem kpinę w jego spojrzeniu. Miał rację. Zachowałem się jak skończony dupek, kiedy się z nią kłóciłem o opiekę nad dziećmi. Nie dałbym rady się nimi zajmować na dłużej. 
- Byłem zdenerwowany. Zależy mi na niej. Kurwa, ja wciąż ją kocham. 
- To dlaczego jej tego nie powiesz?
- Bo kiedy widzę, jak patrzy na mnie z bólem, to nie jestem w stanie tego powiedzieć. Wiesz jak to jest, kiedy kogoś się kocha. Powiedziała mi tego ranka, kiedy kolejny raz się kłóciliśmy, że jeżeli ją kocham to powinienem pozwolić jej odejść. Nie pozwoliłem, a później przyszła Sam. Nie przespałem się z nią tego dnia. Chciałem to wszystko zakończyć, ale wtedy na schodach ona mnie pocałowała. Znów zawładnęło mną pożądanie i gdyby wtedy nie to, że Paula nas zastała w tej jednoznacznej sytuacji, to bym ją przeleciał. 
- Powiedziałeś jej?
- Nie. Czy to coś zmieni? Przecież ona i tak nie chce moich przeprosin, nie chce znosić więcej upokorzeń. - Powiedziałem zdenerwowany. Przecież teraz chciałem się zmienić. Nadal chce, ale ona nie chce mi kolejny raz zaufać. Sam nie ufam sobie.
- Czasami mam wrażenie, że wpadliście w bardzo toksyczny związek. Tylko spójrz. Wybaczała ci tyle, że ją zdradziłeś, że okłamywałeś, że masz dziecko z inną kobietą, że znów ją zdradziłeś, i że nie umiesz prawdziwie jej kochać. A teraz nagle odpuściła. Może kogoś znalazła, a twój błąd był tylko podtekstem do odejścia?
- Nie waż się tak mówić. Już raz wpieprzałeś się na początku i nic z tego nie wyszło. Teraz nie posłucham cię kolejny raz. Ona nie może mieć nikogo.
- Wiesz, że nie jeden się nią zainteresuje.
- Nie. Ona tego by mi nie zrobiła. Skończmy ten temat. Muszę znaleźć Ethana i zabrać go do Kalifornii. 
To bezsensu, bo przecież ona nie prosiłaby mnie o pomoc. Mike zawsze stawał po jej stronie, a teraz? Coś musiało się stać, skoro zmienił zdanie. Czyżby coś wiedział?
***
Od pięciu godzin szukaliśmy Ethana. Rozmawiałem z Paulą, ale każda godzina niewiadomej zadaje jej ból. Już trzeci dzień nie mogą go znaleźć. Nikt go nie widział, ani nic nie wie. Denerwuje mnie ta ciągła niewiedza. Przecież nie mógł tak przepaść jak kamień w wodę. On musi gdzieś być. A co jeśli on nie żyje? Co jeśli będę musiał to jej powiedzieć? Nie wybaczy sobie. 
Nadal przebywa w szpitalu, a z nią Jason i Anna. Podobno jest nie do życia. Lekarze mówią, że zaczyna osłabiać organizm. Jeśli tak dalej pójdzie to straci nasze dzieci. 
Boję się o nią. Przecież nie może zrobić nic głupiego. Ona jest zbyt rozważna. 
- Chester, szukaliśmy już wszędzie. Nikt go nie widział. 
Strach przeszedł również na Mika, który tak jak ja zaczyna panikować. Nie możemy popaść w paranoje. Musimy się ogarnąć. Teraz.
- Nikt nie szukał przy opuszczonych magazynach. Ethan nie wyglądał nigdy jakby ćpał, ale nie możemy tego wykluczyć. Wiem jak to jest stracić kontrolę nad sobą. Tracisz orientację w terenie, a później padasz.
Przez głowę przebiegły mi wspomnienia mojej młodości. Często nie kontaktowałem. Po prostu była nicość. Nie pamiętam większość dni z tamtego okresu.
- Myślisz, że może być w takim miejscu? To trochę ryzykowne, aby tam iść.
- Jeszcze bardziej ryzykowne jest zostawić go w takim miejscu.
- Jedźmy tam.
Byliśmy zdeterminowani. Nie mogę zawieść Pauli. Ona mi zaufała. Może to coś pomoże w naszej sytuacji.
Pojechaliśmy do dzielnicy, która była opuszczona przez mieszkańców. Zapadał zmrok. Tu było tak bardzo obskurnie. Dawna dzielnica dla robotników fabrycznych. Nikt tu nie zagląda, jeśli nie ma potrzeby. W takich miejscach aż roi się od ćpunów i pijaków. 
Pewnym krokiem ruszyliśmy wzdłuż bloków. Jednak najbardziej przykuł moją uwagę jeden budynek. Wydawał się kompletną meliną. Takie właśnie środowisko lubią wyrzutki społeczne. Szybko wbiegłem po zewnętrznych schodach przeciwpożarowych na trzecie piętro. 
Było tam strasznie. Śmierdziało stęchlizną, a na podłodze walały się strzykawki oraz puste butelki. W rogu pomieszczenia leżały brudne materace. W głębi domu usłyszałem śmiechy. Nie takie naturalne śmiechy, ale te wymuszone narkotykami.
Wszedłem tam i zobaczyłem dwóch chłopaków. Jeden leżał nieprzytomny, a drugi palił. 
Spojrzałem na twarz palącego i zobaczyłem chłopca ze zdjęcia. Simon. Zapewne Ethan jest nieprzytomny.
- Simon? - Spokojnie zapytałem. On popatrzył na mnie i się wystraszył. - Nic ci nie zrobię. Odłóż blanta. 
Ostrożnie skierowałem się do niego. Chłopiec był już tak najarany, że nie był w stanie realnie myśleć. 
Podszedłem do Ethana. Oddychał. Widocznie musiał szybciej odlecieć. 
- Mike, znalazłem ich! - Po chwili Shinoda znalazł się w pomieszczeniu po kilku chwilach. 
- Co z nimi?
- Są zjarani. Co z nimi robimy?
- Musimy zawiadomić policję. 
- Jeśli wezwiemy gliny, będą mieli problemy. Chyba lepiej poczekać, aż dojdą do siebie. 
- Oni nadal ich szukają, ale chyba masz rację. Nie róbmy im teraz problemów. Co powiesz Pauli?
- Że są cali i zdrowi. Myślę, że powinniśmy to przed nią zataić. 
Tak, to będzie najrozsądniejsze posunięcie, jakie kiedykolwiek zrobiłem. Jeśli się dowie, to jej stan może się pogorszyć. Powinniśmy dać jej odpocząć, najwyżej kiedy jej powiem.
- Znów ją okłamiesz.
- Nie może się denerwować. Nie chcę, aby coś jej się stało.
Mike nic nie powiedział. Siedzieliśmy w ciszy, do czasu, aż chłopaki wrócili do świata żywych. 
- Chester, co ty tu robisz? - Zapytał Ethan, kiedy mnie zobaczył.
- Szukam cię. Nie wróciliście do hotelu. Szuka was cała okręgowa policja. Czy pomyślałeś o Pauli?! - Ostatnie zdanie wykrzyczałem. - Ona się załamała, kiedy dowiedziała się, że zniknąłeś!
- Po prostu się zgubiliśmy, kiedy byliśmy na mieście. Chciałem spróbować jak to jest zapalić i chyba mnie poniosło. 
Powiedział, opuszczając głowę. Simon milczał. Wydaje mi się, że bał się konsekwencji.
- Jesteś tu sam?
- Nie. Mike pojechał kupić wam coś do jedzenia. Za chwilę zawieziemy was do ośrodka. Uzgodniliśmy, że nie powiemy nic o waszym wybryku, ale musicie obiecać, że więcej się to nie powtórzy. - Przytaknęli. - I jeszcze jedno. Paula nie może o tym wiedzieć. Jej stan jest zbyt mało stabilny.
- Co z nią?
- Ma ciągle badania w szpitalu. Więcej nie wiem.
Mike wrócił z zakupami, a kiedy chłopaki wyglądali już dobrze, zawieźliśmy ich do ośrodka. Po drodze ustaliliśmy wspólną wersję wydarzeń, a następnie za rozkazem Pauli, zabrałem chłopaków do domu.
____
Rozdział, napisany przed chwilą został dodany.
Wiem Vilen, że rok szkolny się zaczął i wszystkim przyda się poprawa humoru, ale pisanie na szybko to nie mój styl, a szczerze mówiąc to opuściła mnie wena co do tego opowiadania. 
Nie jestem zadowolona z tego co się mi napisało, ale chyba nie jestem w stanie go napisać lepiej, tym bardziej, że już miałam napisane rozdział o podobnym wątku, ale mi się usunął...

Okej, koniec narzekania. Jaki by nie był, to go wstawiam. Przyjmę krytykę na klatę. Zmieniłam perspektywę na Chestera, bo chwilowo Paula poszła w odstawkę, ale kolejny rozdział, miejmy nadzieję, że lepszy będzie pisany w poprzednim spojrzeniu.

Na koniec, takie pytanie: Jak się wam podoba nowy rok szkolny?  
Mimo, że nie byłam na uroczystości, to Pani Ciemności załatwiła za mnie wszystko. Ze szczegółami opowiedziała o nowej klasie i ogólnie. Mam aż 35 osób w klasie, z czego tylko 6 chłopaków. Dziwnie, że tak mało chłopców. Chociaż podobno są bardzo przystojni^^. Plan lekcji też zapowiada się bardzo luźno, co oznacza, że będę mogła wziąć się w garść i zacząć pisać. 
Na dziś to koniec. Pozdrawiam, miłej nauki,
Lilith.